Zapraszamy serdecznie do lektury drugiej, a zarazem ostatniej części wywiadu z dr Sławomirem Józefowiczem (INP UW) na temat zbliżających się wielkimi krokami wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych.

Rafał Więckiewicz: W odniesieniu do kwestii cen benzyny na amerykańskim rynku, ale i szerzej sytuacji gospodarczej USA, warto przytoczyć interesujące dane sprzed kilu dni. Z najnowszego sondażu dziennika ?Washington Post? oraz telewizji ?ABC News? wynika, że aż 65% amerykanów za złą sytuację na rynku paliw obwinia Baraka Obamę. Aż 50% ankietowanych nie aprobuje sposobu sprawowania urzędu przez obecnego prezydenta, a 59% w sposób negatywny ocenia prowadzoną przez niego politykę ekonomiczną. Istotnym jest, że wśród wyborców niezdecydowanych, którzy tak naprawdę decydują o wyniku wyborów prezydenckich, 57% nie popiera obecnych działań Baraka Obamy. Prezydent przegrywa także w bezpośrednim zestawieniu z Mittem Romneyem w stosunku 49 do 47 % głosów. To chyba pokazuje, że kwestie ekonomiczne powinny być przez republikanów w jeszcze większym stopniu podnoszone.

dr Sławomir Józefowicz: Te kwestie oczywiście są podnoszone, w ten sposób łatwo skrytykować rywala. Prezydent Obama siłą rzeczy jest postrzegany jako ten, który odpowiada za sytuację ekonomiczną Stanów Zjednoczonych. Obecne trudności obciążają jego konto. Do wyborów mamy jednak jeszcze kilka miesięcy. Obama nie wyciągnął na razie żadnych asów z rękawa, ani nie wytoczył żadnych armat ? a możemy mieć pewność, że to zrobi. Widziałem pierwsze filmiki zwiastujące jego kampanię wyborczą. Rysuje się w nich kierunek obrony prezydenta. W tych materiałach będzie się akcentowało wyjątkowy charakter obecnego kryzysu ekonomicznego. Obama będzie przedstawiany jako mąż stanu, który jak nikt wcześniej musiał zmierzyć się z bardzo trudnymi decyzjami i poradził sobie lepiej, niż zdołaliby to uczynić jego konkurenci. Jest zatem najlepszym przywódcą na trudne czasy. Oczywiście, że Obamie w pewnym sensie będzie trudniej niż przed czterema laty. Teraz już nie wystarczy powiedzieć Yes, We Can. Urok nowości przeminął, wszystko wygląda inaczej, wielu wyborców Obamy zawiodło się na nim. Nie wątpię jednak, że obecny prezydent ponownie pokaże na co go stać. Kampania prezydencka jest prowadzona głównie w mediach, zdolności retoryczne odgrywają w niej wielką rolę, a Barack Obama to znakomity mówca. Wciąż ma wokół siebie świetnych ludzi, pieniędzy na kampanię także nie powinno mu zabraknąć. Cała ta wyrafinowana maszyneria zostanie uruchomiona i dopiero gdy obie wyborcze maszynerie – republikańska oraz demokratyczna – zderzą się, rozstrzygnie się wynik wyborów. Względna słabość kandydatów republikańskich – z jednej strony nieokreśloność, niewyrazistość Mitta Romneya, a z drugiej nadmierna wyrazistość Ricka Santorum – nie rokują dobrze dla Partii Republikańskiej. Brak kandydata, którego można by nazwać w pełni optymalnym. Barack Obama ma zatem duże szanse na drugą kadencję.

R.W.: Czarny scenariusz dla Partii Republikańskiej w rozmowie z ?Newsweekiem? wieszczy profesor Thomas Byrne Edsall. Mówi on o tym, że tak na dobrą sprawę obecne wybory prezydenckie będą ostatnią szansą na wprowadzenie republikańskiego prezydenta do Białego Domu. Posługuje się tu argumentem demograficznym, mówiąc o tym, że stały elektorat republikański, konserwatywny, w dużym stopniu chrześcijański po prostu zaczyna z każdym dniem, z roku na rok stawać się coraz mniejszy, kurczy się. Czy zgodzi się pan doktor z takim przedstawieniem sytuacji? Co powinna zrobić w takim razie Partia Republikańska, żeby otworzyć się na nowych wyborców, żeby ta idea republikańska w Stanach Zjednoczonych przetrwała, żeby nabrała nowego impulsu?

S.J.: Nie podzielam tego poglądu. Partia Republikańska rzeczywiście w jakimś stopniu opiera się na konserwatywnych wyborcach ze stanów południowych, z tak zwanego ?pasa biblijnego?. Baza wyborcza obu głównych partii powoli i stopniowo, ale jednak zmienia się, ewoluuje. Obie mają zdolności adaptacyjne. Jeżeli republikanie uznają, że konserwatywnych, chrześcijańskich wyborców jest za mało, to zwrócą się ku innym grupom. Obecnie istotnym problemem, także dla republikanów, jest pozyskanie głosów Latynosów. Kto wie, może któremuś z kandydatów republikańskich uda się przedstawić program, który spotka się z pozytywnym odzewem mniejszości latynoskiej. Za kilkadziesiąt lat najprawdopodobniej będzie ona w Stanach większością. Jest to grupa wyborców, o których zdecydowanie warto zabiegać. Dzisiaj republikanie mają z tym problem, ale nie wątpię, że spróbują dostosować się do zmieniających się okoliczności. Nie sądzę, aby wspomniane procesy demograficzne i kulturowe mogły całkiem zdezintegrować bazę wyborczą tej partii. Na jej kandydatów głosują nie tylko chrześcijańscy konserwatyści. Partię republikańską można przedstawić w postaci szeregu kręgów: poza mocnym ideologicznym rdzeniem na obrzeżach nie brak wyborców pragmatycznych i umiarkowanych, którzy w gruncie rzeczy mogliby również głosować na demokratów. Zdarzają się przecież transfery polityków z jednej partii do drugiej.

Nie powinniśmy zatem wyolbrzymiać różnic dzielących obie partie. Niektórzy twierdzą wręcz, że podział na demokratów i republikanów jest dość iluzoryczny. Są to partie mainstreamu, od dawna monopolizujące amerykańską scenę polityczną, zainteresowane niedopuszczaniem ?prawdziwej? konkurencji do głosu, rozgrywaniem wszystkich starć między sobą. Zgodnie z tym poglądem, zarówno demokratyczni, jak i republikańscy politycy reprezentują przede wszystkim establishment, a nie interesy i poglądy przeciętnych Amerykanów.

Warto także uwzględnić jeszcze jeden czynnik: wyczerpanie materiału. W demokracji liberalnej zawsze mamy możliwość wybrania konkurencji. Po jakimś czasie stajemy się zmęczeni tymi, którzy są u władzy. Nawet jeśli rządzą dość sprawnie, zużywają się pod wieloma względami, stajemy się zmęczeni choćby nadmiarem ich obecności i wtedy wahadło demokratyczne może pójść w drugą stronę. Z samej istoty demokracji wynika, że opozycja prędzej czy później doczeka się swojej szansy. Republikanie znów będą mieli swojego prezydenta, choć niekoniecznie wybranego w tegorocznych wyborach. A kurczenie się twardego, chrześcijańskiego elektoratu to trudność, z którą prędzej czy później sobie poradzą.

R.W.: W związku z tym, co pan doktor powiedział, czy można prorokować, wróżyć jakieś otwarcie sceny politycznej, że otworzy się ona na jakieś nowe prądy, idee, pomysły?

S.J.: To jest bardzo intrygujące zagadnienie, było wiele takich prób. W polityce partyjnej nie przynosiły satysfakcjonujących rezultatów, przynajmniej w ostatnich latach. Natomiast kandydaci niezależni w wyborach prezydenckich mogliby trochę ?namieszać?. Jeżeli kiedyś udałoby się kandydatowi niezależnemu wygrać i jeśli byłby dobrym prezydentem, mógłby stworzyć wokół siebie jakieś środowisko, nowe ugrupowanie, które wyłamałoby się z duopolu demokratów i republikanów. Dotychczasowe próby nie powiodły się. Wynika to również z tego, że obie partie są na tyle pojemne i zdolne do adaptacji, że podważa to sens występowania przeciw jednej i drugiej jednocześnie. Zwykle mocny i, zdawałoby się, ?alternatywny? kandydat ostatecznie próbuje zdobyć poparcie jednej z nich.

Partia Herbaciana (Tea Party) zwracała się przeciwko establishmentowi politycznemu jako takiemu, krytykowała nie tylko demokratycznych, ale i republikańskich polityków, jako reprezentantów nielubianych elit waszyngtońskich, oderwanych od zwykłych Amerykanów. Ostatecznie jednak Tea Party wsparła wybranych kandydatów republikańskich w walce o urzędy i stanowiska. Walka odbyła się w obrębie Partii Republikańskiej ? Tea Party nie wyłoniła się jako trzecia, niezależna siła. Nie sądzę, aby w najbliższej przyszłości pojawiło się takie ugrupowanie, które skutecznie naruszyłoby dominację republikanów i demokratów.

Natomiast wiele się będzie działo w obu głównych partiach, na pewno nie zabraknie nowych idei i pomysłów. Jeśli republikanom nie powiedzie się w obecnych wyborach (mam na myśli zarówno wybory prezydenckie, jak i częściowe wyboru do Senatu i Izby Reprezentantów), zdecydowanie będzie im potrzebna nowa strategia.

R.W.: Może na koniec jeszcze panie doktorze pytanie odnośnie tego, co pańskim zdaniem, oprócz tych tematów, o których wspomnieliśmy, czyli o kwestiach gospodarczych, światopoglądowych stanie się głównym przewodnim tematem kampanii wyborczej? Dlatego, że wydaje się, że kwestie światopoglądowe do Amerykanów w tej chwili aż tak nie przemawiają, dlatego że oni odczuli już skutki kryzysu gospodarczego.

S.J.: Kwestie światopoglądowe zawsze są istotne. Czasami schodzą na drugi plan, ale nigdy nie znikają. Trudno bowiem sobie wyobrazić, że nagle przestaną być istotne różnice między ludźmi, którzy uważają na przykład, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, a tymi, którzy uznają małżeństwa homoseksualne za równoprawne. Podobnie polaryzująca jest kwestia aborcji i inne, które dzielą Amerykanów, według logiki wojen kulturowych, na zwolenników lewicy i prawicy kulturowej. Czasami te kwestie widać wyraźniej, niekiedy są one przytłumione przez problemy ekonomiczne.

Ale skoro pyta pan o dodatkowy czynnik, który mógłby wpłynąć na wyborcze konfrontacje, to może nim być polityka zagraniczna, sytuacja międzynarodowa. Pod tym względem to niełatwy rok. Jeśli coś stałoby się w związku z Syrią, czy Iranem – to są główne punkty zapalne – punkt ciężkości przeniósłby się i z kwestii ekonomicznych, i światopoglądowych na politykę międzynarodową, na rolę Stanów Zjednoczonych. Jeśli do tego nie dojdzie, wybory zdominuje ekonomia i po części sprawy światopoglądowe ? zwłaszcza jeśli Rick Santorum zostałby kandydatem. Jeżeli kandydatem GOP będzie Mitt Romney, w kampanii zapewne będzie mniej napięć, będzie ona także mniej interesująca. Ale nawet jeśli w najbliższych miesiącach nie dojdzie do kryzysu w polityce międzynarodowej, to kwestia roli Ameryki w świecie będzie w kampanii niesłychanie istotna. Zasadnicze pytanie dotyczy zdolności przywódczych lidera supermocarstwa: który kandydat lepiej poradzi sobie w roli polityka potencjalnie decydującego o wojnie i pokoju, o ewentualnym użyciu najpotężniejszych na świecie sił zbrojnych?

Wydaje mi się zatem, że wyborcze spory będą się koncentrowały na trzech głównych zagadnieniach: sytuacji ekonomicznej i sposobach wyjścia z kryzysu, kwestiach światopoglądowych oraz roli Ameryki w świecie, sytuacji międzynarodowej.

* * * * *

Link do pierwszej części wywiadu.

fot. vharjadi, na licencji CC-BY-2.0