Zapraszamy do lektury pierwszej części wywiadu z dr Maciejem Rasiem (ISM UW) o aktualnej sytuacji polityczno-społecznej w Federacji Rosyjskiej.

Rafał Więckiewicz: Panie doktorze, coraz częściej dochodzą do nas informacje o pogorszeniu się stosunków pomiędzy Władimirem Putinem a Dmitrijem Miedwiediewem. Czy pańskim zdaniem, ostatnie wydarzenia są oznaką, że słynny kremlowski tandem faktycznie się rozpada, czy może jest to próba poprawienia spadających notowań w sondażach?

dr Maciej Raś (ISM UW): Należy podkreślić, iż elita rządząca Rosją, często nazywana elitą kremlowską, to osoby dobrze znane opinii rosyjskiej jak i międzynarodowej z imienia i nazwiska. Natomiast to, co się w tej elicie dzieje, jak ona jest skonstruowana, wiedza na temat jej wewnętrznej struktury w dużej mierze  pozostaje tajemnicą. Jest to dość hermetyczne środowisko pod względem mechanizmów, które wewnątrz niego zachodzą. Dość łatwo przewidzieć, nawet nie będąc znawcą Rosji, że jak w każdej innej elicie, zwłaszcza tak dużego państwa, nie jest to środowisko jednolite – odbywa się tam ?podskórna? gra interesów różnych grup, czy lobbies. Niewiele z tego wydostaje się na zewnątrz. Jeśli coś się ?wypływa?, to nie jesteśmy zazwyczaj pewni, czy jest to prawda, czy może jednak fakt wykreowany przez PR-owców związanych z ową grupą. Coś, co jest nam w odpowiedni sposób sprzedawane, abyśmy tę elitę, jak i samą Rosję w odpowiedni sposób postrzegali. Mówiąc ?my? mam na myśli opinię zewnętrzną, zwłaszcza rosyjską opinię publiczną, jak również opinię międzynarodową. Bardzo trudno ocenić wydarzenia rozgrywające się na styku Putin – Miedwiediew właśnie z takiego punktu widzenia. Czy jest to wyraz szczerości, czy raczej pewna gra pozorów, albo dążenie do osiągnięcia jakiegoś efektu medialnego.

Obecnie możemy już chyba powiedzieć, że w elitach rządzących Rosją obok frakcji premiera Putina wyrosła również grupa popierająca prezydenta Miedwiediewa.

Tak, zdecydowanie. Jak zauważyłem wcześniej, w tej elicie obecne są różne siły i widać wyraźnie, że pewną grupę wokół siebie zbudował i dalej umacnia premier Władimir Putin, a drugą – prezydent Miedwiediew. Z tym że ?grupa Miedwiediewa? to w większości ludzie ?wychowani? przez Putina. Każda z tych grup ma cele czasami zbieżne, czasami rozbieżne. Natomiast trudno dziś wyrokować, czy obserwowana wymiana gestów to jedynie działanie skierowane do opinii publicznej, czy może początek rzeczywistego kryzysu dość zwartej ekipy putinowsko- miedwiediewowskiej. Trudno też określić, na ile jest to zaplanowany podział ról, a na ile rzeczywisty spór. Widać, że prezydent Dmitrij Miedwiediew stara się pozycjonować jako zwolennik procesów modernizacyjnych, a nawet wręcz westernizacyjnych w Rosji. Prezentuje się jako zwolennik okcydentalizacji, przemian na wzór zachodni – nie tylko w wymiarze gospodarczym, czy innowacji technologicznych, ale również w wymiarze polityczno-społecznym. Mówi on o zdążaniu w kierunku zachodniego społeczeństwa, otwartości, demokracji, prawach człowieka oraz zwalczaniu korupcji i wielu innych aspektach życia społecznego. Z kolei premier Putin stara się pozycjonować nieco pośrodku, pomiędzy siłami naciskającymi na szybką modernizację, a siłami bardziej zachowawczo-konserwatywnymi.

Przez wielu zachodnich obserwatorów premier Putin jest jednak utożsamiany z siłami zachowawczymi.

Opinia ta wydaje się jedynie w części prawdziwa. Przedstawiciele nurtu konserwatywnego są zwolennikami utrzymania w Rosji obecnego systemu: silnej – przynajmniej z definicji – władzy państwowej, dużego wpływu państwa na życie polityczne, społeczne oraz ekonomiczne z utrzymanym protekcjonizmem  państwowym w sferze gospodarczej. Konserwatyści pragną zachowania państwa zoligarchizowanego, z kontrolowaną, czy jak mówią Rosjanie ?zarządzaną? demokracją. Wyrazicielem tych właśnie tendencji jest, czy raczej ma być premier Putin. Proszę jednak zwrócić uwagę, że jeżeli mówimy o modernizacji, to Władimir Putin nigdy nie unika stwierdzeń, że jest zwolennikiem przemian. Bardzo często jego ocena sytuacji w Rosji jest wyjątkowo krytyczna. Nie chodzi tu tylko o sytuacje w odniesieniu do społeczeństwa czy gospodarki, ale także instytucji państwowych. Przypomnijmy, iż po burdach pomiędzy kibicami a diasporą kaukaską zamieszkującą w rosyjskiej stolicy doszło do sytuacji, w której premier Putin – mówiąc o milicji – skrytykował jej działania, używając między innymi rosyjskiego słowa bardach.

Nie mniej jednak, o ile prezydent Miedwiediew mówi o modernizacji, dla osiągnięcia której będą stosowane mechanizmy znane na Zachodzie, o tyle premier Putin mówi raczej o wykorzystywaniu siły państwa dla modernizacji kraju. Wizja Władimira Putina to silne, aktywne na rynku gospodarczym, aktywne w sferze społecznej i politycznej państwo. Jest to model demokracji i gospodarki wolnorynkowej budowanej od góry. Mamy do czynienia z dawaniem Rosjanom przez elitę kremlowską alternatywy między modernizacją w postaci propozycji Miedwiediewa i w postaci oferty Putina. Od obywateli zależeć będzie, który wariant zostanie wybrany. Nie będąc wewnątrz ekipy rządzącej Rosją, trudno tak naprawdę powiedzieć, czy i na ile jest to wynik zaplanowanego działania. Jeżeli tak jest w rzeczywistości, to twórcom tego projektu należą się na pewno wyrazy głębokiego podziwu za dokonaną kreację. Być może jednak jest to wyraz zarówno różnic światopoglądowych, przekładających się na korzystny dla tej elity układ sił, jak również jej zaplanowanych działań. W efekcie mamy różne warianty rozwoju: prezydent Miedwiediew to wizerunek bardziej zachodni, a premier Putin – bardziej tradycyjny,  wizerunek paternalistycznego państwa.

Komu bardziej zależy na podtrzymaniu obecnej sytuacji pozornego bądź realnego dwugłosu,  premierowi Putinowi, czy prezydentowi Miedwiediewowi? Część rosyjskich ekspertów wyraża opinię, że jednak Putinowi, który w roli premiera musi aktywniej zaznaczać swoją obecność na rosyjskiej scenie politycznej. Sondaże są jednak coraz gorsze dla obu polityków.

Uważam, że może to być korzystne dla obu polityków, ponieważ w ten sposób obóz władzy związany i z prezydentem, i z premierem będzie w stanie zachować większe poparcie w całym społeczeństwie. Ci obywatele Rosji, którzy są nastawieni bardziej liberalnie i ci, którzy są nastawieni bardziej zachowawczo dalej mogą popierać władzę, gdyż posiadają wspomnianą możliwość wyboru. Ten obóz nie przedstawia jednej opcji. Warto podkreślić, że trudno traktować Miedwiediewia i Putina jako niezależne postaci. Politycy ci są emanacją pewnego układu politycznego, czy polityczno – biznesowego Oczywiście, oni sami jako silne jednostki kreują ten układ, ale tak jak w każdym innym systemie politycznym są emanacją pewnych lobbies, które za nimi stoją i które zachowują wpływ na ich działanie. Ów ?dwugłos? ze strony Kremla służy ograniczeniu strat w przypadku kryzysu. Zwróćmy uwagę, że do spadku popularności rządu i instytucji państwa dochodzi zawłaszcza po okresie nasilonego kryzysu finansowego, czyli obecnie.

Mimo zapowiedzi obu polityków, że nigdy nie zdecydują się startować przeciwko sobie w przyszłorocznych wyborach prezydenckich, część obserwatorów jest zdania, że ostatnie zaostrzenie sytuacji może być mimo wszystko zapowiedzią takiego pojedynku. Czy możliwy jest start obu polityków w najbliższych wyborach prezydenckich?

Moi zdaniem, może to być zapowiedzią konkurencji w przyszłych wyborach. Jeżeli okaże się, że poparcie dla władzy kremlowskiej jest słabnące, to wystawienie jednego kandydata kremlowskiego na urząd prezydenta może doprowadzić do sytuacji, w której pojawi się silny rywal albo grupa rywali, z którymi trudno będzie zmagać się temu kandydatowi. Może wtedy dojść do sytuacji, w której będziemy mieli do czynienia z meczem pomiędzy kandydatami opozycyjnymi a jednym kandydatem obozu władzy. Będzie to trudne dla Kremla. Bardzo ciekawym rozwiązaniem byłoby wystawienie dwóch kandydatów, którzy pozornie, albo nawet ? w pewnym stopniu – rzeczywiście, będą reprezentować różniące się nieco opcje, dając gwarancję Kremlowi, iż zwycięstwo któregokolwiek z nich doprowadzi do zachowania status quo. Z drugiej strony, taka gra byłaby trudna, ponieważ wystąpienie obu kandydatów w wyborach prezydenckich spowodowałoby automatycznie drugą turę wyborów. Trudno sobie bowiem wyobrazić, biorąc pod uwagę sondaże, o których Pan wspominał, by którykolwiek z nich uzyskał w wyborach tak miażdżącą przewagę, jak dwukrotnie Putin a raz Miedwiediew i wygrał w pierwszej turze.

Sytuacja może być ciekawa z jeszcze jednego powodu. Rosyjska konstytucja zakłada wariant, który przez ostatnie dwa czy trzy procesy wyborcze był dużo groźniejszy niż opozycja. Otóż wybory prezydenckie są ważne wtedy, gdy weźmie w nich udział co najmniej 50 proc. uprawnionych do głosowania. Warto przypomnieć, że w ostatnich wyborach władza kremlowska nie martwiła się tym, czy Miedwiediew wygra, lecz tym, czy 50 proc. obywateli Federacji Rosyjskiej pójdzie do urn wyborczych. Dla władz rosyjskich byłaby to po prostu kompromitacja. Warto zauważyć, iż bardzo często w okresie kryzysowym obywatele, nie mając alternatywy politycznej, w wyborach decydują się na absencję, odmawiając zaufania rządzącym elitom. Sądzę, że kryzys w Rosji w przyszłym roku będzie jeszcze dość silnie oddziaływał. W tym przypadku start dwóch kandydatów mógłby podnosić frekwencję.

Zakładając, że Władimir Putin i Dmitrij Miedwiediew faktycznie starliby się wyborach prezydenckich,  który z nich miałby większe szansę na zwycięstwo?

Przewidywanie w tym wypadku jest w znacznym stopniu wróżeniem z fusów. Można wymienić kilka za i kilka przeciw. W dużej mierze zależałoby to od tego, kogo obywatele uznają winnym niedowładu państwa rosyjskiego.  Chodzi głównie o niedowład gospodarczy. Pytanie brzmi: czy Miedwiediewowi uda się zrzucić winę na Putina, tak jak to mu nieźle wychodzi w tej chwili? Czy może jednak odwrotnie: Władimir Putin będzie udowadniał, że gdy on był prezydentem, to było dobrze, a gdy prezydentem został Miedwiediew, to… było dobrze, ale może już nie tak bardzo. Czyli jednym słowem, Putin jako silny człowiek ? ?samiec alfa?, jak go określono na forum międzynarodowym, potrafi sobie poradzić z takim zjawiskami, jak kryzys gospodarczy. Wpływ na decyzję wyborczą Rosjan mogą mieć również przypadkowe zjawiska. Przypomnijmy sobie wybory w Hiszpanii w roku 2004, kiedy premier José María Aznar przegrał sprawę na skutek zamachów, a – przede wszystkim – zrzucając odpowiedzialność na ETA. Taka sytuacja w Rosji, gdzie zamachy terrorystyczne mają miejsce znacznie częściej, niż w Hiszpanii, może mieć wpływ na decyzje wyborcze. Inna sprawa to tzw. ?administratiwnyj riesurs?, czyli sformułowanie, które po rosyjsku oznacza dosłownie ?zasoby administracyjne?. Mówiąc obrazowo: możliwość i umiejętność wykorzystania administracji państwowej, regionalnej i samorządowej do kreowania opinii społecznej i zwycięstwa w wyborach. Nie chodzi o fałszowanie wyborów, ale przede wszystkim o nakłanianie obywateli do różnych postaw, czy choćby zmuszanie armii urzędników do określonych postaw wyborczych. W tym przypadku Putin posiada pewną przewagę. Co prawda Miedwiediew ma administrację prezydencką, ale to Putin jest szefem rządu.

Druga kwestia dotyczy tego, że obecny premier jest liderem partii Jedna Rosja, a to partia wykorzystująca ów zasób administracyjny. Należy do niej znaczna część urzędników, tak federalnych, jak i regionalnych oraz samorządowych. Co, jeżeli Putin dalej pozostanie liderem tej partii, znacznie ułatwiłoby mu korzystne rozwiązanie wyborcze.

Dimitrij Miedwiediew zdaje się uderzać pośrednio w ten właśnie układ. Prezydent federacji zażądał, aby do początku lipca ze spółek skarbu państwa zostali usunięci ministrowie. Wielu specjalistów jest zdania, że w głównej mierze decyzja ta uderza w wicepremiera Igora Sieczyna – bliskiego współpracownika Putina.

Tak, na pewno. Pamiętajmy też o tym, iż w spółkach skarbu państwa w Rosji zasiadają także przedstawiciele tzw. ministerstw prezydenckich, czyli tych, których szefów wyznacza prezydent, a także kontroluje ich działalność. Zasiadają tam związani z nimi biznesmeni i przedstawiciele administracji prezydenckiej, więc jest to trochę działanie pokazowe prezydenta Miedwiediewa, aczkolwiek działanie bardzo dobrze odbierane w świecie, ponieważ to, co jest poważnym problemem w Rosji, to niezwykle silne związki władzy politycznej i biznesu. Krótko mówiąc, przedstawiciele państwa zasiadający w spółkach tworzą pewną symbiozę państwa i przedsiębiorstw państwowych – w dużej mierze związanych z tzw. naturalnymi monopolami – z firmami, którym zależy na protekcjonizmie państwa. Łącząc te dwie funkcje, w administracji państwowej i w biznesie, są oni w stanie ową protekcję w miarę skutecznie zapewniać. To z kolei hamuje rozwój procesów modernizacyjnych w Rosji, co jest hasłem prezydenta Miedwiediewa. Dmitrij Miedwiediew pokazuje w ten sposób, że jest modernizatorem i chce przemian, a na styku polityki i biznesu znajdują się ludzie, którzy te przemiany hamują.

Z drugiej strony pamiętajmy jednak, że ta grupa, ludzie z nimi związani, ich rodziny, pracownicy tych przedsiębiorstw wcale nie dążą do wielkich zmian w państwie rosyjskim. Dla wielu z nich owa ?stabilizacja?, którą zapewnił im Władimir Putin jest stanem pożądanym.

Być może prezydent Miedwiediew zapomniał o tym, że sam niegdyś będąc jeszcze wicepremierem zasiadał  w Radzie Dyrektorów Gazpromu.

Tak. Dodajmy: będąc wicepremierem zajmującym się zresztą funduszami rozwojowymi. Wtedy mu to nie przeszkadzało. Był szefem Rady Dyrektorów Gazpromu.

———————

Kolejna część wywiadu – już wkrótce na łamach „Sedna”!

grafika: jurvetson, na licencji CC-BY-2.0