autor tekstu i zdjęć: Zuza Kulpa

TAJLANDIA. FEERIA KOLORÓW, KTÓRA MNIE ZACHWYCIŁA

Kolor. Jedno słowo, a jakże wiele pełni funkcji! Za pomocą kolorów określamy ubiór, jedzenie czy wreszcie nasze życie. Kolorystyka przejawia się w zwyczajach, w tradycji, w nas. Zarówno każdy kraj, jak i człowiek interpretuje kolory na swój oryginalny sposób. Tyle kolorów naraz ile w kraju wodnych targów i zapierających dech w piersiach krajobrazów, nie widziałam jednak jeszcze nigdy. W Tajlandii zlewają się one ze sobą i tworzą nową barwę, której niemalże nie sposób wyrazić. Zmienia ona bowiem odcień w zależności od regionu, lecz z pewnością doskonale oddaje istotę państwa południowo-wschodniej Azji. Najczęstszymi hasłami ukazującymi się po wpisaniu w wyszukiwarkę internetową „Tajlandia, kraj…” są: „prostytucji”, „uśmiechu”, „rozpusty”. Prostytucja rzeczywiście stanowi ogromny problem, mimo że jest całkowicie zakazana. Wystarczy wybrać się na Walking Street w Pattayi – mieście położonym nad Zatoką Tajlandzką – aby zrozumieć, że biznes ten ma się całkiem dobrze i nikt nie zamierza z niego rezygnować. Nie sposób przejść spokojnie ulicą, ponieważ kobiety niemal siłą wciągane są do klubów i barów, więc na leniwe, wieczorne spacery polecam wybierać takie miejsca jak Pattaya Beach czy targ Talad Nut. Należy bardzo uważać, gdyż często „dziewczyny” okazują się umalowanymi mężczyznami. Tak, tak! Tajlandia słynie bowiem z ladyboyów – mężczyzn przebranych za kobiety, których trudno od nich odróżnić.

Istnieje wiele powodów, dla których warto odwiedzić Bangkok. W niespotykany nigdzie indziej sposób egzotyka miesza się tutaj z nowoczesnymi budowlami, kompleksy świątynne i tradycja z technologią. Jest to doskonała baza wypadowa do Pattayi, Ayutthayi czy Kanchanaburi, gdzie znajduje się słynny most na rzece Kwai. To tętniące życiem przez całą dobę miasto jest kwintesencją tajskości. Decydując się na przyjazd do Pattayi, również możesz być pewien, że atrakcji nie zabraknie! Kluby, kabarety, dyskoteki to tylko początek. Jako typowo turystyczne miasto Pattaya ma do zaoferowania dużo więcej. Od sportów wodnych i ekstremalnych, poprzez pola golfowe i możliwość nurkowania, aż po ciągnące się kilometrami plaże. Miejsce, w którym znajdziesz wszystko, czego zapragniesz, wliczając w to główną promenadę – przechadzają się nią Europejczycy szukający wrażeń i towarzystwa, które mogą zapewnić im przepiękne Tajki. Rozpusty jest w Tajlandii czasem więcej niż pięknych krajobrazów… Zgadzam się ze stwierdzeniem, że to kraj uśmiechu. Mieszkańcy uwielbiają się śmiać i żartować, ale mimo to interesują się głównie swoim krajem. O ile młodzi mieszkańcy kojarzą państwa europejskie, starsi nie wiedzą zbyt wiele na ten temat (chyba że na co dzień mają kontakt z turystami). Podczas pobytu na targu wdaliśmy się w rozmowę z pewnym staruszkiem. Całkiem nieźle znał angielski, co już było godne podziwu, ale gdy dowiedział się, że jesteśmy z Polski, od razu zaczął wymieniać znane polskie osobistości! Tajowie są niezwykle rozmowni oraz sympatyczni, choć na początku mogą wydawać się wstydliwi. Rezerwa, z jaką do nas podchodzą, wynika jednak wyłącznie z nieznajomości naszej kultury.

Na międzynarodowych konkursach fotograficznych kolorowe zdjęcia podobno już się nie zdarzają. To oczywiste, że czerń i biel wydobywają ze zdjęcia szczegóły, których być może nie zauważylibyśmy, gdyby nasze zmysły rozpraszało zbyt wiele barw. Czarno-białe fotografie są z pewnością bardziej emocjonalne. Skupiamy się na kształtach, relacjach zachodzących pomiędzy przedstawionymi obiektami. Dodatkowo stają się bardziej klimatyczne. W Tajlandii jednak nie sposób robić tylko czarno-białych zdjęć. Nie oddałoby to w pełni obrazu tego kraju. Nie raz próbowałam! Niemniej jednak zdjęcia lepiej wychodziły w kolorze. Warto czasem wyłamać się z pewnych standardów i nie tylko naciskać przycisk, lecz także czuć zdjęcia całym sobą. W tym kraju nikt nie przejmuje się fotografem. Ludzie nie peszą się, ale pięknie i naturalnie pozują. Tajowie uwielbiają żartować, biesiadować, przebywać z rodziną i przyjaciółmi, chociaż wielu z nich nie ma takich możliwości jak my. Cieszą się każdą chwilą, a ja miałam przyjemność te chwile udokumentować.

RELIGIA

Tajskie świątynie robią niesamowite wrażenie; dosłownie opływają w złocie i drogocennych kamieniach. Cały region jest niezwykle silnym ośrodkiem buddyzmu, a przywiązanie do tej religii najlepiej opisuje anegdota, która mówi, że gdyby w pobliskiej – jeszcze uboższej –Birmie przetopić najokazalszą ze świątyń, rozwiązałoby to wszystkie problemy finansowe tego państwa.

Raz w życiu każdy Taj zobowiązany jest do spędzenia pewnego czasu (tygodnia, miesiąca lub kilku lat) jako mnich. Ceremonia wyświęcenia odbywa się w klasztorze i jest połączona z hucznym ucztowaniem w gronie rodziny i znajomych. Codziennie o wschodzie słońca mnisi wyruszają z klasztorów, aby zebrać jałmużnę w pobliskich domach. Ofiarowanie skromnych „prezentów” jest postrzegane jako dobry uczynek. Kobiety nie mają prawa dotknąć mnichów. Zakazane jest również przebywanie z nimi w zbyt bliskiej odległości czy robienie sobie wspólnych zdjęć. Gdy kobieta chce podać coś tajskiemu mnichowi, zobowiązana jest zrobić to przez mężczyznę lub położyć podarek na ziemi. Życie mnicha określa około dwieście trzydzieści zasad, do których musi się bezwzględnie stosować. Buddyzm to nie tylko religia, lecz także system filozoficzno-etyczny, według którego każdy człowiek jest bezwzględnie odpowiedzialny za swoje czyny. Dlatego spełnianie dobrych uczynków, szerzenie uśmiechu i niesienie pomocy jest tak ważne dla jego wyznawców.

OBYCZAJE

Mieszkańcy Tajlandii witają się, składając ręce i wykonując lekki ukłon. Nie wszystkich pozdrawiają jednak w ten sam sposób. Gdy witają przyjaciół, rodzinę, znajomych i turystów złożone ręce znajdują się zazwyczaj poniżej głowy, przy piersi. Kiedy z wyższymi urzędnikami – czubki palców są już wyżej, najczęściej na wysokości ust. Przy pozdrowieniu króla, dłonie dotykają czoła. Głowa jest świętą częścią ciała dla Tajów. Jeśli jesteś kobietą, nie masz prawa dotknąć mężczyzny w jej czubek, chyba że jest to jeszcze małe dziecko. Stopy to natomiast źródło zła i brudu. Lepiej zbytnio ich nie eksponować, nic nimi nie pokazywać ani nie układać w taki sposób, aby palce celowały w Taja, gdyż może być to uznane za najwyższą obrazę.

W Tajlandii nie wypłaca się emerytur. To dzieci utrzymują rodziców – są nie tylko owocem miłości, lecz także inwestycją na przyszłość. Aby założyć rodzinę, trzeba być zamożnym, a przynajmniej mieć stały i odpowiedni dochód. Choć z drugiej strony – im większa jest rodzina, tym większe przysługują ulgi podatkowe. Nie warto stosować polskiego powiedzenia „czujcie się jak u siebie w domu” w stosunku do Tajów – oni dosłownie czują się jak u siebie i może nie byłoby w tym nic osobliwego, gdyby nie fakt, że są niesamowitymi bałaganiarzami i co więcej – ciekawskimi. Lubią zaglądać w każdy kąt! Pod żadnym pozorem nie zapraszaj więc Tajów do wnętrza domu. Lepiej urządzić imprezę na tarasie bądź w ogrodzie – „straty” będą na pewno dużo mniejsze, chociażby dlatego, że unikniesz niepotrzebnych nieporozumień. Tubylcy kompletnie nie przywiązują wagi do mieszkania. Bardzo często podniszczone baraki, w których żyją, nie są wynikiem skrajnej biedy, ale kultury. W większości przypadków po wejściu do środka od razu rzuca się w oczy mnóstwo gadżetów – od zabawek, przez smartfony, po 40-calowy telewizor, które w niezwykły sposób kontrastują z drewnianymi ścianami i prześwitami w dachu.

KAMBODŻA. JAK TUBYLCY UCZĄ NAS ŻYĆ Z NIECHLUBNĄ PRZESZŁOŚCIĄ?

Historia kraju skażona jest jednym z prawdopodobnie największych pogromów ludności w dziejach świata. Tragedia Kambodży jest tym bardziej poruszająca, że nie są za nią odpowiedzialni najeźdźcy ani zaborcy. Nie stanowi także efektu wojen czy klęski żywiołowej. Zbrodni tych dokonywali zarażeni ideologią komunistyczną Kambodżanie – pobratymcy tych prawie 2 milionów osób, których pozbawili życia. Co smutniejsze, Czerwoni Khmerzy wciągali w swoje szwadrony śmierci niczego nieświadome dzieci. Dopiero teraz kraj powstaje z kolan, a nowo otwierane szkoły i uniwersytety jeszcze 10-15 lat temu nie miałyby racji bytu, gdyż władza wyniszczyła całą inteligencję. Życie można było stracić nawet za zbyt gładkie dłonie (nieskalane pracą fizyczną). Trudno jest podnieść się po takiej tragedii, zwłaszcza że jej skutki nadal są widoczne – szacuje się, że w Kambodży cały czas może znajdować się ok. 5-7 milionów nierozbrojonych min. Od niedawna sytuacja stale ulega poprawie, a Kambodżanie mogą coraz śmielej patrzeć w przyszłość z podniesioną głową. Dziś – podobnie jak Tajlandia – jest to przede wszystkim kraj zaraźliwego optymizmu. Wędrując pomiędzy rozciągającymi się aż po horyzont polami ryżowymi, co chwilę można natknąć się na mieszkańców pozdrawiających z uśmiechem na ustach. Słońce przyjemnie muska skórę, a pod nogami plączą się kambodżańskie dzieci, które czasem z ciekawości, czasem mając w tym jakiś interes lgną do turystów, zagadując w rodzimym języku lub prostą angielszczyzną. Kraj ten – mimo pewnych postępów – jest bardzo ubogi i dzieci z wielodzietnych rodzin często proszą o pieniądze bądź próbują sprzedać drobne pamiątki. Nic dziwnego, gdyż biały człowiek kojarzy im się z bogactwem i dobrobytem. Przyzwyczajanie ich do tego jest niewłaściwe, ponieważ w ten sposób uczą się złych nawyków i opuszczają szkołę, która może dać im wykształcenie i szansę na lepsze życie.

ANGKOR WAT

Pisząc o Kambodży, grzechem byłoby nie wspomnieć o Angkor Wat – jednym z największych kompleksów świątynnych świata. Wrośnięte w skały drzewa kapokowe i figowce tworzą krajobraz żywcem wyjęty z baśniowych opowieści. Miejsce trwale zatopione w azjatyckiej dżungli i otoczone tajemniczymi uśmiechami kamiennych strażników silnie działa na wyobraźnię. Wśród skał słychać niemal zgiełk dawnych miast prastarej khmerskiej cywilizacji… Cud architektoniczny, który przez wieki pozostawał ukryty przed światem, w połowie XIX wieku odsłonił swoje oblicze. Tuż po tym wydarzeniu tubylcy i Europejczycy uświadomili sobie, jak wielkie bogactwa skrywa ta ziemia. Niezwykle klimatyczne zakamarki świątyń stały się także tłem dla wielu filmów przygodowych.

MUZEUM MIN LĄDOWYCH

Po burzy ponoć zawsze wychodzi słońce. Kambodża nie jest wyjątkiem od tej reguły, co przejawia się między innymi w działalności jednego skromnego człowieka. Aki Ra był tylko dzieckiem, kiedy jego rodzice zostali zamordowani. Sytuacja zmusiła go, żeby został żołnierzem, więc od najmłodszych lat nie znał innej rzeczywistości niż ta wojenna. Obecnie pragnie wymazać wyrządzone krzywdy. Te same ręce, które kiedyś zaminowywały kraj, dziś usuwają pozostałości trudnych czasów. Tuż po wojnie został saperem i na własną rękę rozbraja miny. Na początku za pomocą prostych narzędzi, takich jak patyki i nożyk, z czasem jednak przeszedł odpowiednie szkolenie i zaczął robić to na większą skalę. Wraz z rodziną założył i do dziś prowadzi Muzeum Min Lądowych w Siem Reap, a przy nim ośrodek dla dzieci dotkniętych śladami terroru lat 70. Niebezpieczeństwo, jakie towarzyszy mu każdego dnia, jest niczym w porównaniu z podziwem i wdzięcznością, jakimi darzą go mieszkańcy. Aki Ra pokazuje, jak nie rozpamiętywać przeszłości, a jedynie wyciągać z niej wnioski, uczyć się na błędach i wykorzystywać swoje doświadczenie podczas pomocy innym ludziom.

Wyprawa do Tajlandii i Kambodży to niewątpliwie odkrycie zupełnie nowej rzeczywistości. Podróże – zwłaszcza te poza Europę kształcą i budują światopogląd człowieka. Obcowanie z inną kulturą obfituje nie tylko w miłe wspomnienia, lecz także otwiera oczy na rzeczy, których nie byliśmy dotąd świadomi, skłania do refleksji. Obdarza nas większą ilością kontekstów, do których możemy się odnosić, kształtując przekonania. Jeśli więc masz takie możliwości, odkrywaj kraje, poznawaj tradycje i czerp z nich garściami, bo kto wie, ile jeszcze mogą nas nauczyć inne narody?