Z Robertem spotkałam się już jakiś czas temu. Nie było wówczas pandemii, społecznych niepokoi, izolacji. Na nasze szczęście mogliśmy spokojnie celebrować poranek, popijając kawę z widokiem na panoramę Warszawy. Dobrze jest wrócić do rozmów, które inspirują i z perspektywy dzisiejszego dnia, dają nadzieje, że jeszcze będzie dobrze, a nawet i znacznie lepiej.

Urszula Gruszka: Robert, wielu naszym czytelnikom nie trzeba cię przedstawiać. Biznesmen, człowiek z listy Forbes, dla innych również inspiracja. A ty jakbyś siebie nazwał?

Robert Gryn: Spośród tych określeń, które właśnie wymieniłaś, największym komplementem jest inspiracja. Postrzeganie siebie w taki sposób mogłoby wydawać się nieco próżne, ale nie ukrywam, inspirowanie siebie i innych jest dla mnie ważne. Wiele kryzysów, które przechodziłem w młodości wynikały właśnie z tego, że ich nie miałem. Być inspiracją dla innych to ogromny przywilej. W Polsce brakuje nam osób, które mogłyby potwierdzić sens tego, co robimy.

Gdzie szukasz inspiracji? Jest ona zewnętrzna, odkrywana w drugim człowieku, czy wręcz przeciwnie – twoje sukcesy i przekonanie o samym sobie cię inspirują?

Inspirują mnie osoby, ale niekoniecznie takie, które zainspirują innych. To dosyć indywidualna sprawa, o której decyduje wiele aspektów, często uzależnionych od tego, do czego dążymy. Bez wątpienia szukam na swojej drodze ludzi, którzy przekraczają granice i pokazują, że stać nas na więcej, niż się spodziewaliśmy. Gdy mam jakąś trudność, zastanawiam się, co by „mój idol” zrobił na moim miejscu i wówczas mój problem staje się malutki, porównując do tego, z czym mierzą się wielcy ludzie. To daje mi kopa do działania.

Czy aby osiągnąć sukces, niezbędna jest pewność siebie?

Pewność siebie może przyjść z czasem. Ważniejsza jest wiara w siebie, swoje możliwości, cele. Pozwala ona działać dalej, mimo przeciwności, które pojawiają się na drodze. A zbyt wysoka pewność siebie może być zgubna, jeśli brakuje nam pokory i oczekujemy, że zawsze będzie nam się udawać. Gdzieś na równi stawiam pracowitość, wyzbywanie się lenistwa, ciągła walka ze swoimi słabościami. Mnie codziennie czegoś się nie chce, ale to nie oznacza, że tego nie robię.

Dużo mówisz o tym, aby wykonywać nie tylko te czynności, które sprawiają nam przyjemność, ale również (albo przede wszystkim) to, co jest dla nas trudne i niedogodne. A jak to ma się do pracy, czy musimy ją lubić, aby być dobrymi, efektywnymi pracownikami osiągającymi sukcesy?

Myśle, że jeśli pracujemy nad czymś, co jest naszą wizją, i w którą wierzymy, lubienie albo ciekawość jest jej elementem. A już na pewno jeśli dopiero zaczynamy, czyli na początku tej drogi. Ale w pracy, nawet tej wymarzonej, pojawiają się różne zmienne okoliczności, kryzysy ekonomiczno-gospodarcze, problemy z pracownikami lub osobiste, wówczas nasza reakcja i postawa jest kluczowa. Nie ma się co łudzić, aby cokolwiek przyniosło jakikolwiek pozytywny efekt, musimy ciężko pracować, szczególnie na początku. Gdzie jeszcze nikt nas na rynku nie zna, jest ogromna konkurencja i zarobki są niewielkie, a czasem dokładamy do biznesu. To jest trudne, dlatego sama wizja i ciekawość nie wystarczy.

Ja nie lubię wcześnie rano wstawać, dlatego pracę organizuję sobie w taki sposób, aby najpierw wyspać się, a dopiero później zająć się obowiązkami. Sugerujesz, abym zmieniła swój nawyk, z punktu widzenia korzyści, które mogą z tego wynikać?

Ja bym z pewnością tak zrobił, w końcu, kto z nas nie lubi pospać dłużej? Jednak to pozostawia nas w tzw. strefie komfortu, która nie sprawia, że z dnia na dzień stajemy się silniejsi. Pozostanie w takich wygodnych okolicznościach sprawia, że nie przygotowujemy się na sytuacje trudne i wymagające od nas zdyscyplinowania. A chcąc osiągać sukcesy musimy być na to przygotowani. Na okres, w którym może być bardzo trudno, i w tym przypadku, okres, w którym może zdarzyć się zarywanie nocek. Sukces nigdy też nie jest naszą własnością, jest wynajmowany, a czynsz należy płacić każdego dnia. Ja, pomimo lenistwa, staram się robić głównie to, na co nie mam ochoty. Kiedyś unikałem niekomfortowym sytuacji, teraz – stawiam im czoło.

A więc, na co dziś nie miałeś ochoty? Biorąc pod uwagę to, że rozmawiamy już kilkanaście minut, a jest po godz. 8. 

Wstałem z łóżka, gdy było ciemno, a dla niektórych jeszcze noc. Jestem już po krótkiej medytacji, treningu, a także spakowałem się na podróż, bo za chwilę jadę do Krakowa. Nie jadłem jeszcze posiłku, bo odżywiam się w systemie okna żywieniowego, więc muszę jeszcze chwilę poczekać. To, co wymieniłem nie jest konieczne, ale sprawia, że czuję się zdyscyplinowany i silniejszy. W życiu kieruję się tym, że nie idę na łatwiznę. Jeszcze dużo pracy przede mną, zdaję sobie sprawę z tego, że jestem na początku swojej ścieżki zawodowej.

Jakie jest twoje największe odkrycie lub zasada, która towarzyszy ci podczas podejmowania decyzji?

Jedną z ważniejszych zasad, w którą wierzę jest to, co powiedział William James: „Człowiek może zmienić swoją przyszłość, zmieniając zaledwie swoje nastawienie”. A więc, wszystko jest w głowie. A wyrośnięcie z mentalności ofiary było najważniejszą zmianą w moim życiu. Sam decydujesz o tym kim jesteś: zwycięzcą czy ofiarą. Ale należy wziąć odpowiedzialność i wszystkie konsekwencje wynikające z tego wyboru. Nie znam też nikogo, kto poprawiłby jakość swojego życia narzekaniem. A więc, działajmy!