autor teksu: Aleksandra Chróst

Obecnie nazywany królem polskiej komedii, podczas gdy kiedyś spotykał się jedynie z drwinami i niezrozumieniem filmowego środowiska. Jest doskonałym przykładem twórcy, który zyskał  sławę i szacunek – jakby na wzór wielu uznanych  dzisiaj poetów – dopiero po śmierci. Stanisław Bareja już w trakcie studiów w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej w Łodzi uchodził za twórcę ze skłonnością do absurdalnego dowcipu. Ekipę, do której należał wraz z Januszem Morgensternem, Kazimierzem Kucem, Januszem Weychertem i Lechem Lorentowiczem określano wśród studentów mianem „Kolektywu” lub „Wielkiej szóstki”. Z niektórymi z jej członków Bareja przyjaźnił się aż do śmierci, jednak Kazimierz Kutz – po tym, jak już zdobył uznanie jako reżyser – zaczął otwarcie linczować twórczość komediową byłego przyjaciela, przekuwając termin „bareizm” w synonim kiczu i komercyjnej tandety.

Mimo wyszydzania przez środowisko filmowe jego stylu i wiecznego konfliktu z cenzurą, nie można odmówić reżyserowi tego, że jego filmy były jednymi z najpopularniejszych w Polsce już za jego życia. W czasach kiedy społeczeństwo było sfrustrowane ciężką sytuacją polityczną i finansową, filmy Barei miały swego rodzaju psychoterapeutyczne działanie – sprawiały, że groteskowe realia stawały się  bardziej znośne.

Lata 60. to czas debiutu reżyserskiego i zapoznawania się z technikami realizatorskimi, ale i pierwsze próby, w których Bareja przymierza się do zaprezentowania w kolejnych dziełach zupełnie innego, autorskiego stylu. Pierwsze pozycje w dorobku reżyserskim Stanisława Barei  nie zapowiadają burzy, którą wywołają jego późniejsze filmy. „Mąż swojej żony” z roku 1960 charakteryzuje się bajkowym, przedwojennym klimatem i konwencjonalnym humorem. Bohaterami są źle dobrani małżonkowie, a fabuła wcale nie koncentruje się na ukazaniu absurdów społeczeństwa czasów PRL-u. To okres filmów niewinnych, w lekkoduszny wręcz sposób przedstawiających społeczeństwo tamtych czasów.

Wraz z końcem dekady w twórczości reżysera skończyły się lekkie i rozśpiewane komedie. Zaczęły powstawać „świeże” dzieła – satyrycznie i drapieżnie opisujące komunistyczną rzeczywistość. Bareja był zresztą znakomitym obserwatorem rzeczywistości -sam mawiał, że najważniejsze jest widzieć komizm tam, gdzie zdawałby się on nie istnieć. Opierał go przede wszystkim na eksponowaniu niedorzeczności panującego wówczas systemu. Natchnienie dla jego scenariuszy stanowiły bardzo często szokujące napisy na murach, wypowiedzi telewizyjne, polityczne hasła i różnorakie sformułowania. Przekupywanie milicjanta choinką czy handel mięsem spod lady to sceny z kultowego „Misia”, które są idealnym przykładem absurdów, na których Bareja zbudował swoje komedie.

Obiektem żartów w jego filmach były nie tylko sytuacje, ale i sami ludzie biorący w nich udział. Prawdziwą przekrojową miniaturę społeczeństwa stworzył w serialu komediowym „Alternatywy 4”. Choleryczny lekarz, artystka bez talentu, czy wynalazca robota to tylko niektórzy mieszkańcy słynnego bloku na warszawskim Ursynowie. Nawet negatywne postacie potraktowane zostały z przymrużeniem oka, pewną sympatią i ukazane w krzywym zwierciadle. Wszystko przerysowane i jednocześnie satyryczne, ale zawsze z oddaniem w kierunku zwykłych ludzi – budując komiczne sylwetki bohaterów w swoich filmach, Bareja nadal nie ośmieszał ich, a sytuacje, w których przyszło im się znaleźć.  W końcu w każdym miejscu świata ludzie zapewne zachowywaliby się podobnie, mając do czynienia z tego typu niewiarygodnymi zdarzeniami  dnia codziennego!

Niejedna osoba, która miała okazję doświadczyć osobiście PRL-u przyzna, że żaden inny twórca nie ukazał w swoich filmach realiów życia tamtych czasów tak właściwie, jak zrobił to właśnie Bareja. Inni reżyserzy tworzyli dzieła niemal pompatyczne, jednak z rzeczywistością w nich ukazaną zderzała się mniejsza część społeczeństwa. Z tym, co w swoich dziełach przedstawiał Bareja, spotykał się natomiast każdy przeciętny człowiek.

Sylwetki na pewno „kolorowych”, a wręcz komicznych postaci, stanowią swego rodzaju instrument, którym Bareja posługiwał się do przedstawienia w sposób karykaturalny realiów, z którymi mierzyli się mieszkańcy socjalistycznego państwa. Jego twórczość można porównać do przysłowiowego  „śmiechu przez łzy”, gdyż  unikał w niej sztucznego koloryzowania rzeczywistości. Dzięki temu zamiast bajkowej obłudy zachowywał warstwę autentyczności komunistycznej zmory. Jednocześnie przy pomocy charakterystycznej dla siebie ironii kreował niezwykle ciepły obraz polskiego społeczeństwa – zupełnie inny niż w filmach kolegów po fachu, którzy otaczający świat przedstawiali przy pomocy koncepcji dramatu.

Mimo, że komedia w PRL-u uważana była za gatunek  podrzędny i o niskich walorach artystycznych, Bareja udowodnił, że nawet śmiech można wykorzystać do przedstawienia panujących wówczas szarych i wcale niewesołych realiów.