W pragmatycznym świecie coraz trudniej doświadczyć czegoś magicznego. Są jednak ludzie, którzy potrafią wpleść w szarą rzeczywistość elementy baśni. Porozmawiałam z magikiem zwanym Sick Paul o sztuczkach, magii i pracy…

Joanna Sosińska: W odniesieniu do tego czym się zajmujesz, jak wolisz by o tobie mówiono: magik, iluzjonista a może hipnotyzer?

Sick Paul: Wolę żeby mówili o mnie magik, ponieważ kojarzy mi się to z mistycyzmem. Iluzjonista zajmuje się raczej rzemiosłem, natomiast i magik i iluzjonista są profesjonalistami. Ja również wykonuję sztuczki według zasad. Znajomi natomiast zwracają się do mnie Sick Paul, tak samo jak nazywa się mój kanał na YouTubie oraz mój fanpage na Facebooku.

1039695_643666935750441_6350575752549860884_o

Źródło: fanpage na Facebook’u

J.S: Skąd wziął się tak oryginalny pseudonim?

S.P.: Ksywa pojawiła się dużo wcześniej niż zacząłem zajmować się magią. A od czego to do końca nie wiem. W magii wykorzystuje ją, bo spotkałem się z określeniem, że robię chore sztuczki, typu połykanie różnych przedmiotów i wyciąganie ich przez skórę, bądź lewitacje przedmiotów.

J.S: A jak ty określiłbyś to czym się zajmujesz?

S.P.: Jestem po prostu magikiem, czaruję (śmiech).

J.S: Jak zaczęła się twoja przygoda z magią? Dlaczego zdecydowałeś się zgłębić jej tajniki? Myślałeś o zajęciu się nią zawodowo?

S.P.: Moja przygoda z magią zaczęła się ponad 3 lata temu. Chciałem zrealizować coś, co było moim marzeniem w dzieciństwie. Jako dziecko chciałem być magikiem, ale w sklepach nie mogłem znaleźć zestawu małego magika, a przecież na filmach dzieci zawsze dostawały takie zestawy, by potem móc stać się profesjonalistą światowej sławy. Tak więc, moja kariera na ten czas została przekreślona (śmiech).

Są różni magicy, zajmujący się różnymi rzeczami. Ja natomiast ciągle poszukuję dziedziny w której czułbym się najlepiej. Wiem, że nie chciałbym się zajmować tzw. magią komediową czyli magią przeplataną żartami, np. wyciąganie z ust wstążek czy podobnych rzeczy. Pociągają mnie mroczniejsze klimaty (śmiech).

as1

Źródło: fanpage na Facebook’u

J.S: A co z hipnozą sceniczną?

S.P.: Nigdy jej nie wykorzystywałem, aczkolwiek zajmowałem się nią czysto badawczo, chciałem lepiej poznać jej historię. Nie wykorzystuję hipnozy scenicznej, ponieważ wymaga ona ogromnej pewności siebie. Musi być się pewnym, że wszystko wyjdzie idealnie. Przy hipnozie to dobór człowieka, którego będziemy hipnotyzować jest najważniejszy. Wiadomo, jest to kwestia indywidualna, bo nie każdy jest podatny, przez co sztuczkę można łatwo „spalić”.

J.S: Co w takim razie robisz w sytuacji, gdy sztuczka ci nie wyjdzie, gdy się pomylisz? Masz plan B?

S.P.: Plan B wychodzi w trakcie. Każdą sztuczkę można obrócić w żart, albo udać, że nie wyszła, by potem zaskoczyć widza czymś efektywniejszym. Można również specjalnie spalić sztuczkę, aby kontrolować widza, zdobyć jego uwagę, utwierdzić go w tym, że naprawdę się pomyliłem. Cel jest taki, by spotęgować efekt następnej sztuczki. Ludzie tracą czujność, gdy spostrzegają, że coś nie wyszło. Wtedy łatwo jest zrobić coś kompletnie innego. W każdej udanej sztuczce występuje efekt zaskoczenia.

J.S: Pamiętasz swoją pierwszą sztuczkę?

S.P.: Nauczyłem się jej jeszcze w dzieciństwie. Była to zamiana jednej karty w drugą. Mogę ci ją nawet pokazać. Jeżeli jest się uważnym obserwatorem, łatwo zauważyć o co w niej chodzi (śmiech).

J.S: Zdradziłeś komuś kiedykolwiek na czym polega jakaś sztuczka?

S.P.: Moi znajomi znają podstawowe sztuczki, ale nie potrafiliby ich wykonać. Często w pracy pokazuję nowe sztuczki, na zasadzie testowania. Sprawdzam nowe, testuję stare. Im dłużej obserwuje się, tym więcej się zauważa. Jeśli zna się podstawy i wyćwiczy się je, łatwo można zauważyć co dana osoba chce ukryć i jak to ukrywa. Wiesz po prostu gdzie szukać.

as4

Źródło: fanpage na Facebook’u

J.S: Jakie masz wspomnienia z kręcenia filmików? Jak reagowali ludzie, gdy przypadkowo podchodziłeś do nich na ulicy? 

S.P.: Byłem zaskoczony, bo ludzie reagowali bardzo pozytywnie. Przyznam, że na co dzień jestem osobą raczej nieśmiałą, dlatego spontaniczne podchodzenie do ludzi przysporzyło mi trochę stresu. Najgorsze było podejście, ponieważ gdy już zacząłem robić swoje, stres magicznie znikał. Bez kamery nie ma problemu.

J.S:  Spotkałeś się kiedyś z określeniem: oszust?

S.P.: Oczywiście. Wiele razy. W tej kwestii ludzie dzielą się na dwie grupy. Pierwsi chcą oglądać przedstawienie i sprawia im to frajdę oraz ci, którzy za wszelką cenę chcą udowodnić, że jest to tylko sztuczka i robią to najczęściej w chamski sposób. Ci pierwsi na szczęście należą do większości i są to najczęściej mężczyźni. Często zachwycają się i wierzą, że jest to prawdziwa magia. Powtarzają, że zawsze chcieli się tym zająć, ale nigdy nie mogli znaleźć informacji na ten temat.

J.S: Ty jednak znalazłeś.

S.P.: Tak. Ludzie najczęściej nie szukają, bo myślą, że jest to „wiedza tajemna”. Istnieje wiele stron, na których zarabia się na magii, tzn. sprzedaje się sztuczki. Ja natomiast nigdy niczego nie kupowałem, poprzez uważną obserwację doszedłem do tego, co obecnie umiem.

J.S: Czy magików obowiązuje zmowa milczenia?

S.P.: Kiedyś owszem obowiązywała, teraz w Internecie znaleźć można bardzo dużo informacji, wyjaśnień sztuczek.  Na samym YouTubie jest dużo znanych magików, przy czym nie należy nigdy wierzyć we wszystko, co się widzi. Jeżeli chcę wykonywać coś dobrze i za każdym razem wzbudzać zachwyt i podekscytowanie, to logika nakazuje, bym jednak nie zdradzał na czym to polega. To samo tyczy się innych magików. Nie chcieliby, by ten zachwyt zniknął, ponieważ nie mieliby już czym się zajmować.

J.S: Istnieją jakieś sztuczki Twojego autorstwa?

S.P.: Nie istnieje sztuczka, której ktoś by kiedyś nie wykonał. Oczywiście każdy pokazuje je inaczej, czasem dodaje od siebie jakieś elementy. Istnieje bardzo dużo sztuczek, które minimalnie się od siebie różnią, polegają jednak na tym samym.

as

Źródło: fanpage na Facebook’u

J.S: A czym zajmujesz się poza tym? Masz jakieś inne hobby?

S.P.: Studiowałem dziennikarstwo, ale zająłem się pracą w IT. W życiu robiłem już naprawdę wiele rzeczy. Grałem w trzech kapelach, uprawiałem sporty ekstremalne, zajmowałem się montażem i nagrywaniem filmików, jeździłem również na BMXie, do czasu gdy kontuzja kolana nie przekreśliła mojej kariery w tym kierunku. Wiem natomiast, że cały czas będę się rozwijał i robił jeszcze więcej.

J.S: Wierzysz, że na świecie istnieje magia?

S.P.: Tak, wierzę w magię. Wprawdzie zaklęć nigdy nie praktykowałem, ale w samą magię wierzę. Poza tym coś dla niedowiarków – historia wiele razy udowodniła, że coś, co kiedyś uznawane było za magię, dzisiaj już za nią nie uchodzi. Przykładowo ładunki wybuchowe i tym podobne były uznawane za rekwizyt czarnoksiężników, a ludzi palono z przeświadczeniem, że są opętani przez szatana. Nawet w Egipcie zaćmienie słońca było wykorzystywane jako boska zemsta za nieposłuszeństwo, gdzie teraz mamy naukę i wiemy jak to wszystko działa. To, co robię na co dzień, uchodzi więc dzisiaj za magię – coś, czego nie potrafimy jeszcze wytłumaczyć i nie do końca rozumiemy.

J.S: Chciałbyś coś przekazać naszym czytelnikom?

S.P.: Czytelnikom chciałbym przekazać, aby czasami wierzyli w magię, bo od czasu do czasu warto oderwać się od szarej rzeczywistości. Pasjonowanie się magią polecam szczególnie osobom nieśmiałym, jest to znakomity sposób, by nabrać pewności siebie.