?Magnificat? to kolejny już projekt realizowany przez Martę Górnicką w Instytucie Teatralnym. Celem reżyserki jest stworzenie nowoczesnego chóru tragicznego, który mógłby wyrażać krytyczną refleksję nad człowiekiem funkcjonującym we współczesnej kulturze. Ambitne zadanie.

Teatr oratoryjny pozostaje w Polsce zjawiskiem marginalnym (w przeciwieństwie do ?tradycyjnych? chórów), jednak ma swoje stałe ośrodki, jak chociażby powracające do korzeni sztuki teatralnej Teatr Pieśń Kozła czy Ośrodek Praktyk Teatralnych Gardzienice, podobne spektakle powstają też w Warszawie (np. świetna ?Nieskończona historia? Pałygi w reżyserii Cieplaka).

W ?Magnificacie? na zbiorową wypowiedź składają się cytaty z Biblii, przepisy kulinarne, teksty Jelinek, Mickiewicza i fragmenty ?Bachantek? Eurypidesa, a także cytaty z gazet. Spektakl rozpoczyna się od narastających szeptów, pisanych przez dyrygującą (i stojącą tyłem do publiczności) Martę Górnicką. Scena sprawia wrażenie, jakby reżyserka ?pisała? na klawiaturze złożonej z aktorek. W miarę jak chór sie zbliża, szepty stają się coraz bardziej agresywne. Po chwili kobiety zamieniają się w istny oddział bojowy. Ten oddział, bez makijażu i bez kostiumów, będzie reprezentował kobiety zbuntowane, stłamszone przez społeczeństwo. Cytaty z ?Pieśni nad pieśniami? (po wykonaniu której aktorki dyszą z nienawiścią ? ktoś wie, dlaczego?) czy ?Dziadów? dość nieskładnie mieszają się z niewybrednymi żartami ze Świebodzina czy Tupolewa oraz statystykami dotyczącymi polskiego kościoła.

Zdjęcie ze spektaklu MAGNIFICAT - aut. Krzysztof Krzysztofiak

Zdjęcie ze spektaklu MAGNIFICAT – aut. Krzysztof Krzysztofiak

Górnickiej dekonstrukcja obrazu Matki Boskiej (a wraz z nią miejsca kobiety w kulturze katolickiej) się nie udała. Wypowiedź przypomina bardziej krzyk zbuntowanego nastolatka, który nie podejmując próby zrozumienia otaczającej go rzeczywistości, z miejsca ją odrzuca. Pod efektowną forma kryje się tabloidowa treść, a slogany wykrzykiwane przez nieodmiennie przepełnione agresją aktorki są miejscami nieznośne.

I nie chodzi mi bynajmniej o wymowę polityczną (bo ta nie powinna odgrywać roli w ocenie dzieła artystycznego), ale raczej o miałkość i powierzchowność przekazywanych treści. Bardziej niż do ?krytycznej refleksji nad człowiekiem ustanawianym przez kulturowe, społeczne, ekonomiczne i religijne normy? pasuje to wszystko do portretu zbiorowego tej najbardziej krzykliwej i naiwnej części polskich feministek. I chyba tym w istocie jest.

Na plus można z pewnością zaliczyć wyzyskanie zróżnicowania kobiet należących do chóru ? każda z 24 aktorek miała szansę pokazania własnego charakteru, osobistej formy ekspresji.