Zapraszamy do lektury trzeciej i ostatniej części wywiadu z Markiem Borowskim. Przeczytacie m.in. o wyzwaniach stojących przed premierem Donaldem Tuskiem oraz o pozycji Jarosława Kaczyńskiego w PiS.

* * *

Rafał Więckiewicz: Porozmawiajmy jeszcze chwilę o sukcesie Platformy Obywatelskiej. Jest to pierwsza polska partia, która drugi raz z rzędu zdołała zwyciężyć w wyborach parlamentarnych. Donald Tusk będzie pierwszym premierem w historii, który drugą kadencję będzie formował swój gabinet. Czy uważa pan, że te najbliższe cztery lata będą trudniejszym sprawdzianem? Czy będą wymagały od Donalda Tuska dużo więcej? Czy teraz dopiero zobaczymy, jakim politykiem jest Donald Tusk?

Marek Borowski: Po pierwsze, to jest wielka rzecz, że prawdopodobnie powstanie ta sama koalicja. Ja jestem niezwykle zadowolony z tego powodu, czekałem na to wiele lat. To świadczy o stabilizowaniu się i dojrzewaniu polskiego społeczeństwa. Dotychczasowa tradycja, że po czterech latach ci, którzy się czegoś przez ten czas nauczyli, byli odsuwani, a przychodzili nowi, którzy zaczynali się dopiero uczyć. Tak mijały kolejne cztery lata, które koniec końców znowu przynosiły zmianę. Wyborcy bardzo łatwo przesuwali się od jednych do drugich. Teraz okazało się, że czasami bywają takie ucieczki jak z SLD w kierunku Palikota, ale w głównym nurcie się one nie zdarzają.

Po drugie, uważam, że Tusk już pokazał, jakim jest politykiem. Teraz nadchodzą dla tego rządu inne próby. W naszych ocenach starajmy się być obiektywni. Kiedy słucham czarnowidztwa i obelżywego słownictwa, które w Polsce się wylewa z ust opozycji, to robi mi się lekko niedobrze. Ciekawe, jak poradziliby sobie, gdyby rządzili w tym czasie? Musimy wziąć pod uwagę kryzys finansowy, dwie bardzo poważne powodzie, katastrofę smoleńską, która wstrząsnęła polskim społeczeństwem, wywołując ogromne emocje. To są takie cztery plagi egipskie, które nie spadły do tej pory na żaden rząd, a rząd Donalda Tuska dał sobie z tym nieźle radę. Moim zdaniem ten wynik wyborczy świadczy o tym, że znaczna część wyborców to zaakceptowała i przyjęła do wiadomości. Oczywiście, teraz, jeżeli nie będziemy mieli innych katastrof, to rozpocznie się normalne rządzenie, bez tych wstrząsów, ale za to z oczekiwaniem i koniecznością wyjścia z problemów finansowych, przeprowadzenia kolejnych reform i poprawienia tego, czego nie udało się dokończyć w poprzedniej kadencji. Teraz powinna być już tylko żmudna praca, co jest zupełnie innym wyzwaniem zarówno dla Tuska, jak i dla całej ekipy. Jeżeli premier temu zadaniu sprosta, to przejdzie do historii, tak jak inni premierzy na Zachodzie.

R. W.: Ale naturalnym wydaje się to, że aktualne wymagania w stosunku do Platformy Obywatelskiej, a także do samego Donalda Tuska po uzyskaniu takiego wyniku wyborczego, znacznie wzrosną.

M. B.: Bardzo dużo zależy od postawy opozycji. Jeżeli będzie ona nadal tak wściekła, jak do tej pory to wymagania specjalnie nie wzrosną, dlatego, że ludzie dzielą się w takich wypadkach na zwolenników i przeciwników, następuje polaryzacja, niechęć emocjonalna. W związku z tym jedni są dobrzy, a inni są źli i co by nie zrobili, to ta opinia się nie zmieni. Natomiast jeśli cała opozycja zacznie być bardziej inteligentna, zniuansowana, umiejąca poprzeć pewne działania rządu i skupić się na kulturalnej krytyce, bez używania jak dotąd fajerwerków słownych, pokaże realną alternatywę w pewnych sprawach, wtedy Tuskowi będzie znacznie trudniej, a oczekiwania pod jego adresem wzrosną. Natomiast jeśli alternatywa ma polegać na tym, że władzę przejmie druga grupa, którą inna część społeczeństwa darzy szczerą niechęcią, to w takich warunkach jest bardzo łatwo rządzić.

R. W.: Czyli uważa pan, że PiS, występujący kolejny raz w roli opozycji, nie zmieni swojej polityki w stosunku do Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej? 

M. B.: Jak znam Jarosława Kaczyńskiego, to jeżeli nawet na chwilę przywdziewa skórę owieczki, to po jakimś czasie ona na nim pęka i wychodzi stary, dobry Jarosław Kaczyński. Ten, który węszy spiski, działalność służb specjalnych, wszędzie widzi zdrajców, białą flagę i pełzanie na kolanach. Wydaje mi się, że on ma już za dużo lat i za dużo lat uprawia tę politykę, żeby mógł się zmienić. Póki on będzie prezesem PiS, to będzie znacznie ułatwiał życie Platformie.

R. W.: Czy zatem istnieje możliwość, aby w najbliższym czasie władze PiS-u w jakimś stopniu się zmieniły? Czy możliwe jest, aby Jarosław Kaczyński oddał ster w partii?

M. B.: Jarosław Kaczyński zapowiedział, że nie chce tego zrobić, ponieważ Victor Orban nie sterów nie oddał, a teraz rządzi, więc może z prezesem PiS-u będzie tak samo. Według mnie, do 2015 roku, do następnych wyborów parlamentarnych władza w partii będzie spoczywała w rękach Kaczyńskiego, chyba, że nastąpi znowu jakaś dysydencja i zacznie powstawać jakiś poważniejszy ruch na prawo od Platformy Obywatelskiej, przy założeniu, że koalicja będzie się w miarę nieźle sprawować, to znaczy tak, aby PiS nie miał czego pokazać.

R. W.: Poruszył pan marszałek bardzo interesujący temat, mianowicie koalicjanta Platformy Obywatelskiej ? PSL. Miał pan styczność z tą partią, kiedy Sojusz Lewicy Demokratycznej współtworzył koalicję z PSL-em. Czy ta partia będzie tak dobrym koalicjantem, jak w minionej kadencji, czy jednak coś może się wkrótce zmienić?

 M. B.: Ja z PSL-em mam dużo doświadczeń, nie tylko te z okresu marszałkowania, kiedy byliśmy w koalicji z PSL-em, ale jeszcze wcześniejszych, z lat 1993 ? 1994, kiedy byłem ministrem finansów w rządzie Pawlaka i nie dogadywaliśmy się. PSL przeszedł dużą ewolucję. Przez długi okres czasu Polskie Stronnictwo Ludowe jako koalicjant było kompletnie nieprzewidywalne. Powiedziałbym, że było groźnym partnerem do współpracy. Bardzo odpowiadało takiemu powiedzeniu, jakie jest modne w świecie polityki, które mówi, jak stopniować słowo nieprzyjaciel. Nieprzyjaciel ? wróg ? koalicjant. I właśnie PSL był ucieleśnieniem tych słów, coraz bardziej wierzgał, przeszkadzał, nie zgadzał się, naruszał porozumienie koalicyjne, a na końcu wręcz występował z koalicji, bądź próbował odwołać ministrów koalicjanta. Takie działanie okazało się bardzo nieopłacalne, ponieważ ilekroć tak robił, miał kiepski wynik w wyborach. Zdaje się, że Pawlak to zrozumiał i w tej ostatniej kadencji zachowywał się zupełnie inaczej, zarówno on, jak i PSL, ale też prawdą jest, że Tusk nie przekraczał pewnych zasad współpracy. Otóż w takiej koalicji kluczowa sprawa polega na tym, że wcześniej ustalamy możliwie dużo z tego, co chcemy zrobić, a czego nie będziemy robić, a później, jeżeli pojawią się nowe sprawy to przyjmujemy zasadę, że bez zgody koalicjantów niczego nie wprowadzamy do Sejmu, a jeżeli ktoś coś takiego zrobi, to jesteśmy przeciw. Tych zasad w minionej kadencji się trzymano, dlatego ta koalicja dotrwała do końca. PSL zawsze najbardziej obawia się tego, że Platforma nagle zmieni koalicjanta, dlatego w tej chwili Pawlak stara się dość precyzyjnie uzgodnić z Donaldem Tuskiem, co będą robić, jakie będą reformy. Za wszelką cenę stara się uniknąć takiej sytuacji, że PO załatwia jakieś sprawy z kim innym. Nie we wszystkich punktach istnieje zgoda między PSL-em a PO, co nie przesądza o tym, że ta koalicja nie może przetrwać kolejnych czterech lat. 

R. W.: Ale problemem PSL-u może być to, że część ministrów nie dostała się do Sejmu, jak chociażby minister Fedak… Obecny rząd ma przetrwać do końca listopada. Mimo to ludowcy nie będą chcieli rezygnować ze swoich wpływów.  

M. B.: To prawda, ale ja nie przywiązywałbym do tego aż tak strasznej wagi, dlatego, że fakt czy ktoś dostał się do Sejmu, czy też nie, zależał od tego, na jakiej liście się znajdował. Ważną sprawą jest też to, jakich kto miał konkurentów na tej liście. Jeżeli PSL dostał 8,5 proc. to wiadomo, że w żadnym okręgu nie miał prawa wziąć dwóch mandatów, w grę wchodził tylko jeden. Akurat w tym okręgu, gdzie pani minister startowała, był również marszałek Zych, który jest bardzo popularny. Musimy więc uwzględnić, że jej przegrana nie jest przegraną z jakimś nieznanym kandydatem, tylko z kimś, kto ma ogromne tradycje w PSL-u. Podobnie było w Toruniu, gdzie startowała pani marszałek Kierzkowska i wiceminister Sosnowski, także z PSL-u. Natomiast w PO, na przykład pan poseł Czuma, były minister sprawiedliwości, nie dostał się do Sejmu, mimo, że Platforma wzięła w Warszawie 11 mandatów. Dopiero tutaj możemy mówić o jakiejś ocenie, właściwie o spadku popularności.

R. W.: Pan minister Grabarczyk, startujący z numerem 1 z Łodzi, również nie cieszył się  dużą popularnością, a urząd ministra nadal sprawuje.

M. B.: Tak, to prawda, tyle, że miał konkurenta w osobie innego ministra ? ministra sprawiedliwości. Powiedzmy sobie szczerze, że w Ministerstwie Sprawiedliwości łatwiej można zasłużyć na dobre oceny, choć obiektywnie powiem, że minister Kwiatkowski sporo zrobił. Natomiast ministrowi skarbu czy infrastruktury jest już bardzo ciężko zasłużyć na pozytywną ocenę wyborców. Inną sprawą jest to, że wynik ministra Grabarczyka oznacza tylko to, że jego dalsze funkcjonowanie na tym stanowisku jest zagrożone, czego zresztą Tusk nie ukrywa.

R. W.: Serdecznie dziękuję za rozmowę.

M.B.: Dziękuję.

* * *

Pierwsza część wywiadu: http://serwer1804402.home.pl/ssedno/?p=839

Druga część wywiadu: http://serwer1804402.home.pl/ssedno/?p=848

fot. Rafał Więckiewicz