Druga część rozmowy z prof. UW dr. hab. Stanisławem Bieleniem z Instytutu Stosunków Międzynarodowych, prodziekanem Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, badaczem Rosji.

Urszula Gruszka: Skoro tandem Putin-Miedwiediew się sprawdził, to czemu od niego odchodzić? Tak jak pan profesor powiedział, każdy zdawał sobie sprawę, że tak naprawdę  w Rosji rządzi Władimir Putin. Rosjanie mieli to, co chcieli, czyli silnego przywódcę w osobie Putina, który potrafił się do nich odezwać i umiał mówić do nich ich własnym językiem, Zachód miał natomiast tę uśmiechniętą twarz Dmitrija Miedwiediewa. Czy takie rozwiązanie nie było po prostu dla Rosji bardziej wygodne?

Prof. Stanisław Bieleń: Częściowo już odpowiedziałem na to pytanie. Współrządy Miedwiediewa i Putina były próbą oswajania wizerunku, pokazywania tej „lepszej” Rosji, która deklaruje swobody obywatelskie, respektuje prawo, walczy z oligarchią i korupcją. Samo hasło modernizacji, niezależnie od tego, co oznaczało u podstaw, miało pokazywać, że Rosja widzi swoje problemy w kontekście zglobalizowanego świata. To na pewno było rozsądne, nazywam to racjonalizacją władzy. Tkwił w tym pewien fenomen, związany z psychologią polityczną. To, że ta rosyjska odmiana kohabitacji przetrwała bez zgrzytów całą kadencję, świadczy o szczególnych mechanizmach lojalności w rosyjskiej elicie władzy. Świadczy też o kulturze osobistej polityków, ale i o ich determinacji, aby w imię stabilności systemowej, której stali się zakładnikami,  nie narażać Rosji na szwank. W wielu państwach na tle podziału władzy dochodzi przecież często do pojedynków i walk frakcyjnych. Rosja pod tym względem zdała egzamin z dyscypliny i odpowiedzialności elity władzy w imię stabilności państwa, w imię interesu narodowego i racji stanu.

U.G.: Na czym może zależeć Rosjanom? 

Wielu obserwatorom zewnętrznym niekiedy trudno jest zrozumieć, że pluralizacja polityczna świata oznacza koniecznośc respektowania różnych dróg rozwojowych, a zatem i sposobów sprawowania władzy politycznej.

Rosjanom z pewnością zależy na wyrównaniu dystansów cywilizacyjnych względem bogatego Zachodu, ale to wcale nie oznacza, że są oni gotowi in gremio poprzeć wszystkie rozwiązania ustrojowe, praktykowane w państwach tegoż Zachodu. Rosjanie nie artykułują potrzeb ustrojowych na modłę zachodnią, nie chcą mechanicznie przeszczepiać wzorców zachodnioeuropejskich czy północnoamerykańskich, gdyż uważają, że mają własne specyficzne wartości, a przede wszystkim własne interesy, których chcą bronić. Wiele państw zachodnioeuropejskich zmierza na przykład w stronę desuwerenizacji i tworzenia pewnych rozwiązań ponadnarodowych, podczas gdy w Rosji istnieje tendencja odwrotna: obrona silnego państwa, jego suwerenizacja, kontrola bogactw, samodzielność w wyborze dróg rozwojowych.

Oceniając więc Rosję na tle innych państw, należy pamiętać o tej specyfice. W imię owego pluralizmu, może warto raz jeszcze uszanować wybór Rosji i dać szansę Putinowi na przeprowadzenie koniecznych zmian? W imię pluralizmu ocen może warto też dostrzegać optymistyczne wersje rozwoju sytuacji? Obecnie mamy modę na „czarne” scenariusze dla Rosji, w których roi się od zagrożeń politycznych i gospodarczych, jakie czekają ją pod rządami Putina.

U.G.: No właśniew, z tym wiąże się kolejna ważna kwestia. Wydaje się bowiem, że Zachód nie zdaje sobie sprawy z tej odrębności Rosji i najchętniej widziałby ją skonstruowaną na własne podobieństwo, to znaczy jako demokrację liberalną, parlamentarną na wzór zachodni. Tutaj właśnie pojawia się  pytanie. Czy taki rozwój wypadków, jakaś rewolucyjna zmiana i wprowadzenie demokracji w Rosji jest obecnie możliwe i co ważniejsze, czy sami Rosjanie chcą takich zmian?

S.B.: Nie jestem deterministą. Nie uważam, że jakiś jeden czynnik może zadecydować o przyszłości. Na zmiany w Rosji złoży się wiele uwarunkowań. Rosja z pewnością nie przejmie cudzych wzorów ustrojowych w taki sposób, w jaki sobie to wyobrażają niektórzy ludzie na Zachodzie. Musi to być proces oddolny i raczej długotrwały. Chodzi bowiem o wykształcenie się świadomości obywatelskiej i demokratycznej kultury politycznej, opartej na potrzebach organizowania się, uczestnictwa w procesach decyzyjnych, kontroli władzy, odpowiedzialności publicznej, uczciwości społecznej itd. W dzisiejszej perspektywie takich warunków dla demokracji liberalnej jeszcze nie ma. Po doświadczeniach lat dziewięćdziesiątych ub. wieku ludzie w Rosji ciągle kojarzą demokrację z zagrożeniami dla bezpieczeństwa i bytu, z chaosem, zamętem, rozkradaniem mienia oraz ogólnym zniszczeniem państwa. Patrząc na tę kwestię z perspektywy dojrzewania społeczeństwa obywatelskiego, nie można oczywiście przesądzać, że demokracja w Rosji w jakiejś dłuższej perspektywie jest niemożliwa do wprowadzenia.

U.G.: A co byłoby największą zmianą? 

Proces ten wymaga cierpliwości i czasu. Najważniejsze są zmiany mentalne i świadomościowe. Ich początki sięgają pieriestrojki i głasnosti czasów Michaiła  Gorbaczowa. Rosjanie od tego czasu dokonali ogromnych przeobrażeń. Ale w państwie, które miało kilkaset lat rozmaitych despocji, zmiany demokratyzacyjne wymagają wysiłku wielu pokoleń. Być może jesteśmy świadkami kolejnej fazy przebudzenia politycznego Rosjan, może na naszych oczach rodzi się rosyjska demokracja internetowa i elektroniczna, może też zamiast rewolucyjnych zrywów obywatele Rosji przyzwyczajają się do zmian ewolucyjnych, z respektem dla  dotychczasowego dorobku demokratyzacyjnego i ze świadomością, jak ważną wartością jest ich własne, stabilne państwo?

U.G.: Czy jednak paradoksalnie takie gwałtowne zmiany demokratyczne, jakich oczekuje obecnie od Rosji Zachód nie okazałyby się dla niego niekorzystne? Jaki wpływ wywarłoby to w dziedzinie bezpieczeństwa i stabilności sytuacji międzynarodowej?

S.B.: Katarzyna Wielka uzasadniając kiedyś wybornie konieczność rządów autorytarnych w Rosji dowodziła, że wielkie bezkresne imperium rozpadłoby się na kawałki, jeśli-by zaprowadzono w nim rządy inne niż samowładcze. Jedynie one mogą z należytą szybkością zaspokajać potrzeby odległych stron, a każda inna władza jest zgubna z powodu powolności swojego działania.

Otóż świat potrzebuje Rosji stabilnej i bezpiecznej. W interesie świata leży zatem funkcjonalność jej władz, aby tę stabilność i bezpieczeństwo zagwarantować.

U.G.: Tak, z tym stwierdzeniem zgodzi się chyba każdy. Rosja jest państwem jądrowy. Mocarstwem, które posiada drugi pod względem wielkości arsenał nuklearny. Każdemu partnerowi powinno zależeć na stabilności i przewidywalności przywództwa. Prawda? 

S.B.: Rosja jest jedynym mocarstwem, które może przeciwważyć w tym względzie Stany Zjednoczone. Jest zatem współodpowiedzialna na równi ze Stanami Zjednoczonymi za bezpieczeństwo międzynarodowe i za stabilność na świecie. Rosja jest osłabiona pod wieloma względami, ale w dziedzinie strategicznej trzeba się z nią bezwzgędnie liczyć.

Demokratyzacja, pojmowana  w sposób żywiołowy i spontaniczny, taki właściwie uliczno-propagandowy, rodzi niepokój. W takim  państwie jak Rosja, ludzie nie mogą w formie gwałtownych demonstracji i buntów ulicznych obejmować urzędów władczych. Nie wiem skąd się bierze to zapotrzebowanie na kolejną rewolucję w Rosji. Wszystkie bowiem doświadczenia uczą, że radykalne zmiany  w tak złożonym państwie jak Rosja, muszą zrodzić poważne w skutkach turbulencje międzynarodowe. Świat ma  wystarczająco dużo kłopotów, związanych choćby z kryzysem ekonomicznym, aby chciał prowokować ryzyko „wielkiego wybuchu” w Rosji. Nawet gdyby ten „wybuch” miał przybrać postać kolejnej kolorowej rewolucji? Wiadomo przecież, że żadna z tego typu operacji, przeprowadzonych przy udziale Zachodu w przestrzeni poradzieckiej, nie przyniosła pożądanych efektów. Przeciwnie, i na Ukrainie, i w Gruzji, i w Kirgistanie mamy do czynienia z recydywą reżimów autorytarnych.

U.G.: Czy jest jakas zewnętrzna siła, która wpłynęłaby na zmianę reżimu Putina? 

S.B.: Obecnie żadne siły zewnętrzne nie mają szans na przeprowadzenie skutecznej akcji, mającej na celu zmianę reżimu Putina w Rosji. Przywódcy zachodni powinni natomiast dojrzeć w Putinie stabilnego przywódcę, który ma ogromną szansę historyczną. Jeśli nie zawiedzie go instynkt polityczny, jeśli dobrze odczyta zachodzące przemiany i oczekiwania pojawiające się w społeczeństwie rosyjskim, to jest całkiem możliwe, że odegra rolę „cara-odnowiciela”, który zacznie przekształcać istniejący system. Może to uczynić właśnie poprzez włączanie w proces decyzyjny części opozycji, poszerzanie udziału społeczeństwa w procedurze kontroli władz publicznych, decentralizację państwa oraz rozwój różnych form samorządności.

U.G.: Zatem, nie powinniśmy czynić z Putina człowieka wrogiego Zachodowi…

S.B.: Wręcz przeciwnie, Putin jest w stanie wrócić do koncertu decyzyjnego z udziałem wszystkich odpowiedzialnych potęg i całkiem nieźle z Zachodem współpracować. Na podstawie analiz wystąpień Władimira Putina – także tych przedwyborczych, którym nadano miano straszaka przez Zachodem – można sądzić, że zdaje on sobie doskonale sprawę, w jakim miejscu jest Rosja, jakich potrzebuje  reform modernizacyjnych, aby sprostać wyzwaniom i narastającym zagrożeniom.

U.G.: W jednej z publikacji mówiąc o pierwszym okresie jego prezydentury pada stwierdzenie, że była to odbudowa państwa rosyjskiego odziedziczonego po Jelcynie. Później przyszedł czas na odbudowę interesów Rosji w najbliższym otoczeniu sąsiedzkim, aż w końcu walka o odbudowę roli mocarstwa na arenie międzynarodowej. Czy pana zdaniem któreś z tych wyzwań są nadal aktualne? Jakie nowe wyzwania stoją przed Rosją?

S.B.: Przede wszystkim Rosjanie sami potrafią identyfikować swoje interesy. Ekipa putinowska od pierwszej kadencji postawiła na odbudowę statusu mocarstwowego Rosji, grając na sentymentach imperialnych. Pozostaje otwartym pytanie, na ile to jej się udało. Rosja bowiem ciągle pod względem wielu wskaźników odstaje od innych wielkich mocarstw. Z pewnością czynnik motywacyjny, jak za dawnych czasów, spełnia w stosunku do braków materialnych (ekonomicznych i wojskowych) rolę kompensującą.

W sensie psychologicznym i wizerunkowym jest wszak jednym z najważniejszych aktorów na arenie międzynarodowej. Wpisuje się w grono współdecydentów w najważniejszych sprawach dla ładu międzynarodowego, czy to na forum takich ugrupowań, jak ONZ, G8, czy G20, czy to w konsultacjach dwustronnych z liczącymi się potęgami, zwłaszcza z USA i państwami Unii Europejskiej. Obojętnie, czy mamy do czynienia z dominacją współpracy czy rywalizacji w różnych miejscach globu, bez Rosji nie można rozwiązać żadnego problemu ? dla przykładu kwestii palestyńskiej, irackiej, syryjskiej, irańskiej, koreańskiej i in.

Przed obecną kadencją prezydentury Putina jest wiele oczekiwań związanych ze stabilizacją osiagniętego statusu. Chodzi o to, żeby być wiarygodnym partnerem w działaniach na rzecz utrwalania wartości, związanych z demokratycznym ładem w stosunkach międzynarodowych. Trudniej tę wiarygodność utrzymać, gdy samemu się nie spełnia kryteriów demokratycznych. To jeden z ważnych paradoksów i pułapek, przed jakimi staje Putin. Musi on także uporać się z powszechnie rozpowszechnionym zarzutem, że rosyjska polityka zagraniczna stale jest motywowana ekspansją i agresją. Zwłaszcza pokojowe i partnerskie układanie się z państwami w „bliskiej zagranicy” należy do oczekiwań wielu obserwatorów zewnętrznych.

U.G.: Czy znając determinację Putina, Rosjanie będą dążyć do wejścia na „pełnych obrotach” do światowej gry ekonomicznej, wykorzystując globalizację jak najlepiej dla swoich interesów? 

S.B.: Oczywiście, jako mocarstwo surowcowe (petromocarstwo) Rosja dąży do umocnienia swojej pozycji jako ważnego kontrahenta Zachodu, jako istotnego gwaranta bezpieczeństwa energetycznego, który jest przewidywalny niezależnie od różnych wahań na rynkach surowcowych i rozmaitych faz dekoniunktury. Wykorzystując swoje atuty surowcowe i dynamikę wzrostu gospodarczego dzięki profitom petrodolarowym Rosja będzie skutecznie włączać się w procesy globalizacyjne, przepływy kapitałowe i inwestycyjne, decydowanie na rynkach broni, stali itp. 

Ważnym celem jest, aby Rosja mogła powrócić do ról stabilizatora i balansjera w stosunkach euroazjatyckich – a więc w relacjach z Chinami, Japonią, Republiką Korei i  Indiami. Putin zdaje sobie sprawę z wagi kierunku euroazjatyckiego, także z konieczności zagospodarowania, czy też zatrzymania degradacji azjatyckiej części Rosji. Stoi przed wyzwaniem uruchomienia ogromnego potencjału integracyjnego w przestrzeni poradzieckiej.

U.G.: Niektórzy określają to zjawisko neoimperializmem. Czy słusznie? 

S.B.: Obiektywnie rzecz biorąc, tylko Rosja może spełniać role przywódcze w przestrzeni poradzieckiej. Bez jej udziału, czy choćby przyzwolenia nie uda się żadne przedsięwzięcie, związane z eksploatacją i przesyłem surowców energetycznych z Azji Środkowej czy Basenu Kaspijskiego. W konflikcie ideologicznym między światem islamu a Zachodem Rosja ma do odegrania ważną rolę moderującą, rolę mediatora i forum dialogu międzycywilizacyjnego. Dysponuje w tym względzie niezłym doświadczeniem, związanym z rozwiązywaniem konfliktów wewnętrznych.

U.G.: A zagospodarowanie Arktyki?

S.B.: Rosja aktywnie uczestniczy w procesach planowania przyszłej eksploatacji zasobów surowcowych, zapewnia sobie kontrolę nad poważnym sektorem tych zasobów oraz dąży do uruchomienia Drogi Północnej, skracającej odległości żeglugowe między Zachodem a Wschodem. Jak widzimy, jest sporo konkretnych wyzwań. Przytoczone przeze mnie są jedynie niewielką ich częścią. Wiele z nich wymaga także aktywnego współdziałania ze strony Polski, ale to już temat na inną rozmowę.

* * * * *

Link do pierwszej części wywiadu z prof. Bieleniem.

fot. kremlin.ru, na licencji CC-BY-3.0