Rozmowa z prof. UW dr. hab. Stanisławem Bieleniem z Instytutu Stosunków Międzynarodowych, prodziekanem Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, badaczem Rosji.

Urszula Gruszka: W jednej ze swych publikacji „Wizerunki międzynarodowe Rosji” pada stwierdzenie, że w Rosji ogromną rolę odgrywa personifikacja polityki. Politykom przypisuje się nadzwyczajne funkcje w tworzeniu rzeczywistości politycznej. Tym sposobem wizerunek przywódcy nakłada się na wizerunek państwa. A Rosja ma twarz Władimira Putina.

Prof. Stanisław Bieleń: W pytaniu poruszyła pani wiele zagadnień. Na początek warto zauważyć, że Rosja nie jest żadnym wyjątkiem. Personifikacja polityki czy państwa jest zjawiskiem powszechnie znanym. Francja V Republiki kojarzyła się jednoznacznie z Charlesem de Gaulle’m i nikt nie miał wątpliwości, że to ów słynny Generał stanowił o wizerunku państwa. Podobna sytuacja ma miejsce ze Stanami Zjednoczonymi. Administracje amerykańskie postrzegamy przecież przez pryzmat poszczególnych prezydentów – wyróżniamy zatem Amerykę Kennedy’ego, Nixona, czy Cartera. W przypadku Rosji tradycja jest jeszcze silniejsza. Legitymizacja władzy w Rosji samodzierżawnej już od wieków średnich była legitymizacją tradycyjną, „sułtańską”  czy paternalistyczną. Nie bez powodu historię Rosji postrzegamy jak mało którą historię państwową przez pryzmat panowania kolejnych władców. Tacy carowie, jak Iwan IV Groźny, Piotr I Wielki, czy Katarzyna II Wielka to postacie, które decydowały o wizerunku oraz uplasowaniu państwa w dziejach.

U.G.: Jak jest w przypadku Putina? 

Tutaj mamy do czynienia z podobną koniunkcją legitymizacji charyzmatycznej i tradycyjnej. Przez pryzmat jego postaci i osobowości postrzegane jest całe państwo, jego instytucje władcze i charakter rządów. Zaczynamy jednak obserwować społeczny sprzeciw wobec tak pojmowanej legitymizacji. Oczekiwania świata, a także samych Rosjan zmierzają w tym kierunku, aby tej legitymizacji nadać cechy demokratyczne i normatywne. Stąd personifikacja polityki i państwa ulega podważeniu.

Rosją rządzą ludzie rozsądni, którzy potrafią diagnozować interesy tego państwa – zarówno wewnętrzne, jak i na arenie międzynarodowej. Dostrzegają oni potrzebę zmian, na przykład rozszerzenia społecznej bazy rządzenia Na pewno na szczytach władzy są zauważalne przemiany świadomościowe, idące w kierunku społeczeństwa obywatelskiego. Są to zjawiska, z których władze rosyjskie zdają sobie sprawę. Z tego choćby względu nie możemy na Rosję spoglądać wyłącznie przez pryzmat jej lidera. Wprawdzie Putin nie rozumie demokracji liberalnej w zachodnim wydaniu, ale na pewno wokół niego są osoby zdające sobie sprawę ze stojących przed państwem wyzwań.

U.G.: Jakich zmian można spodziewać się w Rosji? 

Myślę, że jesteśmy w ciekawym okresie przekształcania Rosji naprawdę w nowoczesne państwo. Dotychczas mieliśmy do czynienia ze swoistym sprzężeniem zmian i kontynuacji, budowaniem tożsamości nowej Rosji z ciągłym nawiązywaniem do sowieckiej przeszłości. Może właśnie teraz nadchodzi pora na gruntowną zmianę i z konieczności tej zmiany zdaje sobie sprawę sam Władimir Putin? Możliwe, że wielu z nas po prostu jeszcze tego nie dostrzega, ani nie jest w stanie docenić.

U.G.: Powiedział pan, że nie wolno traktować Rosji przez pryzmat lidera. Słuchając jednak zagranicznych ekspertów, czytając zagraniczne, ale i polskie gazety odnoszę wrażenie, że Rosja jest traktowana niemal jako synonim Władimira Putina.

S.B.: Myślę, że odbiorem zewnętrznym Rosji rządzą w dużej mierze oczekiwania, zwłaszcza ludzi Zachodu. Rosja jest naprawdę skomplikowanym pod wieloma względami państwem. Jest to, można powiedzieć, odrębna, specyficzna cywilizacja, fenomen geopolityczny, kulturowy, religijny i ustrojowy. Trudno sobie poradzić z tą złożonością. Ludzie z zewnątrz, mając do czynienia ze złożonym i tajemniczym obiektem poznania ułatwiają sobie sprawę i dokonują pewnych uproszczeń, a nawet „prymitywizacji” wizerunku, co wyraża się właśnie w tej poruszanej przez panią w pierwszym pytaniu personifikacji polityki i państwa. Wtedy można przenieść cechy charakterystyczne przywódcy na państwo i postrzegać je przez pryzmat tych cech.

Putin, w odróżnieniu od Jelcyna jest postrzegany przez międzynarodową opinię publiczną w sposób negatywny. Ciekawe, że Borys Jelcyn, dawny aparatczyk komunistyczny, mający także wiele grzechów na sumieniu, miał znacznie lepszy odbiór na Zachodzie. Uchodził, nie wiadomo właściwie dlaczego, za demokratę, który przeobraża Rosję zgodnie z oczekiwaniami Zachodu. A przecież ludzie w dzisiejszej Rosji pamiętają czasy Jelcyna jako okres zamętu, biedy, grabieży majątku, degradacji życiowych standardów. Po Jelcynie przyszedł człowiek, który miał proweniencję związaną ze służbami specjalnymi. Piętno KGB zdecydowało nie tylko o wizerunku Putina, ale i o charakterystyce rządzonej przez niego Rosji.

U.G.: Putinowi z miejsca przypisuje się regresywny charakter…

Tylko dlatego, że postawił na stabilizację państwa przy użyciu instytucji, które wtedy, w czasach chaosu i zamętu, jako jedyne nadawały się do tego zadania. Były to służby państwowe, tak zwani siłowicy, czyli kadry związane z aparatem bezpieczeństwa i armią. Dla demokratycznego Zachodu oznaczało to klęskę demokracji, której w Rosji naprawdę nigdy nie było. Efektem rządów Putina podczas dwu poprzednich kadencji prezydenckich są niewątpliwie rozmaite reformy. To on ustabilizował Rosję pod względem politycznym i gospodarczym, uczynił ją w miarę normalnym państwem. Mało tego, przywrócił wiarę w jej pozycję międzynarodową, w status mocarstwowy.

Nie zapominajmy jednak, że istnieją duże różnice zdań na ten temat. Wiele ocen zależy wprost od ludzkich oczekiwań, nastawień  i wyobrażeń. Na Zachodzie dość naiwnie oczekiwano, że Rosja przyjmie system wartości demokracji liberalnej, że stanie się, tak jak Niemcy Zachodnie czy Japonia po II wojnie światowej, demokracją na wzór zachodni. Tymczasem Rosja wybrała – jak to już nieraz bywało – własną drogę. Na ten wybór składa się wiele uwarunkowań: począwszy od dziedzictwa patrymonialnego autorytaryzmu epoki carskiej i radzieckiej, poprzez rozległość przestrzenną, po specyfikę mentalności i tożsamości kulturowo-cywilizacyjnej.

U.G.: Dawny prezydent Dmitrij Miedwiediew był utożsamiany bardziej z prozachodnią Rosją, taką, której obecnie oczekuje Europa i Ameryka. Jaką pańskim zdaniem odgrywa on rolę? Co zmienia się w tandemie Putin-Miedwiediew, który przecież oficjalnie funkcjoniwał w innym niż obecnie układzie?

S.B.: W kontekście koncentracji władzy i personifikacji polityki rosyjskiej, o których mówimy, prezydentura Miedwiediewa była swoistą fikcją. Był on figurantem, by nie powiedzieć marionetką, działającą z mandatu Putina i zgodnie z dyrektywami ośrodka rządowego. Wszystkie zabiegi, związane z różnicowaniem ośrodków politycznych (prezydenta i rządu) służyły w zasadzie kamuflowaniu monopolu władzy tego samego obozu, który w sensie parlamentarnym uosabia „partia władzy” Jedna Rosja. Obecnie nikt nie ma złudzeń co do tego, że w czasie kadencji Miedwiediewa realną władzę sprawował sam Putin. Nastąpiło przesunięcie punktu ciężkości z ośrodka prezydenckiego do ośrodka rządowego, co konstytucyjnie w systemie mieszanym było możliwe i dopuszczalne. Teraz trwa powrót do stanu, który był naturalny dla rosyjskiego porządku konstytucyjnego od czasów Jelcyna. Szczerze mówiąc, nie dostrzegam jakichś szczególnych zasług Dmitrija Miedwiediewa.  Jego prozachodnie nastawienie miało charakter deklaratywny i pokazowy. Był to zapewne zamierzony podział ról ze względu na negatywny odbiór Putina w kręgach zachodnich. Rosja potrzebowała po prostu bardziej cywilizowanej, prozachodniej twarzy, i Miedwiediew tę funkcję dobrze wypełniał. Należy jednak stwierdzić, że jego osiągnięcia na niwie modernizacji ustrojowej są niewielkie. Oswajał w jakiś sposób Rosję z wyzwaniami cywilizacyjnymi, ale była to Rosja putinowska, autorytarna i nieskora do pluralizacji systemu politycznego, podzielenia się władzą z opozycją demokratyczną, wspierania społeczeństwa obywatelskiego, czy dokonania redystrybucji bogactwa społecznego, które spoczywa w ręku wąskiej oligarchii. Jeśli Miedwiediew nie mógł  osiągnąć zbyt wiele jako prezydent, to trudno sobie wyobrazić, aby w nowych rolach politycznych u boku Putina mogłoby mu udać się zrobić więcej. Chyba że kryzys  legitymizacji władzy Putina doprowadzi do konfliktów wewnątrz „grupy trzymającej władzę” i wówczas Miedwiediew ujawni  się znowu jako użyteczna zasłona czy kamuflaż. Wydaje się jednak, że społeczeństwo rosyjskie nie zaakceptuje tak łatwo kolejnych manipulacji na szczytach władzy.

* * * * *

Część druga wywiadu – już wkrótce!

grafika: kremlin.ru, na licencji CC-BY-3.0