Opowiem wam o najlepszym filmie Warsaw Film Festiwal. O wzruszeniu, które wywołał i ostatnich łzach, które wypełniły moje oczy jeszcze kilka minut po jego zakończeniu. Nie było to plastikowe wzruszenie oparte na znanych w świecie filmowych trickach-pewniakach, które wzruszą każdego.

Nie będzie to opowieść o laureacie głównej nagrody festiwalu – ?Idzie?. Zawsze podkreślam, że piszę subiektywnie. W emocjach nie można odnaleźć obiektywizmu, a emocji w odbiorze filmu nie pozbędę się nigdy. Być może to ?Ida? powinna wygrać. To dobry film. Świetnie zagrany, poruszający ważny temat, doskonale nakręcony i wypełniony wspaniale oddającą klimat lat sześćdziesiątych muzyką. Zadowolił mnie. Nie wyszłam jednak z kina wypełniona poczuciem dotknięcia absolutu.

Filmem całkowicie bezbłędnym, wychodzącym poza schematy dzięki swojemu tematowi i doskonałej realizacji są dla mnie gruzińsko-estońskie ?Mandarynki?. Nie kieruje mną wcale moja wielka miłość do Gruzji. Szukając obiektywizmu stwierdzam, że to po seansie ?Mandarynek? rozległy się najdłuższe brawa jakie słyszałam w czasie Festiwalu. Imponująca liczba osób została też na spotkaniu z reżyserem i członkami obsady. Po zakończeniu projekcji w powietrzu można było wyczuć wzruszenie. Wypełniło ono całą salę i stało się wspólnym doświadczeniem zgromadzonych. Widziałam zachwyt na twarzach obecnych, ich mokre od łez policzki i charakterystyczne zwolnienie tempa. Wychodzenie z sali w końcu przestało przypominać walkę o pierwsze miejsce w wyścigu do drzwi.

?Mandarynki? opowiadają o wojnie w Abchazji z 1992 roku. Mieszkańcy tej części Gruzji walczyli wówczas o niepodległość. Po stronie abchaskiej w wojnie brali udział ochotnicy z Kaukazu Północnego, przede wszystkim Czeczeńcy, Ingusze i Kabardyjczycy. Wspierała ich Rosja. Wojnę wygrała strona abchazka, stwarzając tym samym autonomię. Głównym bohaterem jest, mieszkający na terenie Abchazji Estończyk. Przed wybuchem wojny Abchazję zamieszkiwało wielu przedstawicieli tego narodu. W czasie jej trwania większość opuściła jednak swoje dawne miejsce zamieszkania i wróciła do rodzinnej Estonii. Bohater został w wiosce jedynie ze swoim przyjacielem, czekającym na zbiór mandarynek. Wojna jednak go nie umożliwia. Mandarynki to tylko jedna z ofiar tego konfliktu. Pewnego dnia w okolicy rozlegają się strzały. Spokój mężczyzn burzy pierwsze spotkanie z wojną ? odnajdują zwłoki młodych Gruzinów i Czeczenów. Okazuje się jednak, że dwóch przedstawicieli wojujących stron przeżyło. Estończyk pomaga im dojść do zdrowia stając między dwoma nienawidzącymi się mężczyznami, których jedynym pragnieniem jest unicestwienie wroga i pomszczenie śmierci współtowarzyszy.

Film jest opowieścią nie tylko o samej abchazko -gruzińskiej wojnie. Nie jest to historia jednego konfliktu, tylko uniwersalna opowieść. Niesie przekaz o bezsensowności wojny. O niepotrzebnych podziałach i równości wszystkich nacji wobec śmierci. W czasie wojny ginie mnóstwo niewinnych osób. Zaślepieni podziałami ludzie zabijają tych, do których pałają nienawiścią. Jedyne, co dzieli bohaterów stojących po przeciwnej stronie konfliktu, to miejsce urodzenia, religia i długość brody. Porozumiewają się nawet za pomocą tego samego języka. Ich spojrzenia wypełnia jednak nienawiść, a w każdym geście starają się oni ukryć rozpierający ich od wewnątrz gniew.

Chciałabym pogratulować twórcom filmu: doskonałego scenariusza ? uchwycenia w nim ważnego, ponadczasowego tematu, realizacji wspaniałych zdjęć, pięknej, idealnie dopasowanej muzyki, gry aktorskiej, która nadała realizmu postaciom., a także wyczekiwanego sukcesu gruzińskiego filmu.

?Thank you for this movie? ? tych kilka słów zdołałam przekazać trzymającemu moje dłonie aktorowi. Ocalę od zapomnienia jego pełne wdzięczności spojrzenie. On sam nie spodziewał się chyba sukcesu w tak odległej od Gruzji Polsce.