Przyznajmy, sytuacja gospodarcza na ten moment wygląda fatalnie. Światowy kryzys gospodarczy jest już faktem. Nikt nie jest w stanie przewidzieć faktycznego spadku PKB dla poszczególnych gospodarek oraz przyrostu bezrobocia. Słowa wypowiedziane przez premiera Morawieckiego, mówiące o tym, że globalna gospodarka zostanie „przeorana” wydają się w pełni uzasadnione. Należy jednak pamiętać, że w każdym kryzysie są wygrani i przegrani, lub jak w przypadku tego załamania przegrani, którzy mogą walczyć w drugiej rundzie i Ci, którzy leżą na łopatkach i są już liczeni przez sędziego (w tym wypadku przez rynki finansowe). 

Sytuacja Polski na tle innych gospodarek

Zastanówmy się przez chwilę, w jakim stopniu jest źle na naszym rodzimym podwórku. Niestety jestem zmuszony używać pesymistycznego słownictwa, ponieważ w obecnej sytuacji może być tylko źle, bardzo źle lub tragicznie. Na nasze szczęście mamy dość dobrze zdywersyfikowaną gospodarkę. Nie jesteśmy uzależnieni od ceny ropy, tak jak Rosja, od branży motoryzacyjnej, jak na przykład Słowacja, czy od turystyki, jak w przypadku Chorwacji. Co ciekawe, rządy tych krajów (jaki i wielu innych) zdawały sobie sprawę z dużego ryzyka uzależnienia gospodarki od jednej branży, jednak bardzo często nie udawało się znaleźć realnej alternatywy. Są to tylko niektóre przykłady państw wystawionych na dużo większe ryzyko niż Polska. Nie podlega dyskusji, że na przykład bardzo prawdopodobne załamanie branży motoryzacyjnej uderzy również w nasz kraj.  Mimo to wydaje się, że jesteśmy w stanie zmniejszyć rozmiary kryzysu rozwojem innych gałęzi gospodarki. W przygotowanej przez rząd Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju kilka sektorów (branż kluczowych) ma szanse na znaczny rozwój. Można śmiało tu wymienić sektor specjalistycznych technologii teleinformatycznych, sektor produkcji leków, wyrobów medycznych, nowoczesnych usług medycznych czy sektor żywności wysokiej jakości (gdzie będziemy rywalizować z pogrążonymi w kryzysie Włochami czy Hiszpanią). Przez ostatnie lata mieliśmy również do czynienia z marginalnym bezrobociem oraz w miarę bezpiecznym poziomem deficytu budżetowego. Wydaje się, że zwiększenie bezrobocia w Polsce nawet o kilka punktów procentowych nie będzie jeszcze dramatem społecznym. Warto przypomnieć, że w połowie lat 2000 bezrobocie wynosiło kilkanaście procent. 

Włochy, czyli chory pacjent wymagający respiratora

We Włoszech sytuacja jest tak zła, że ciężko nawet pisać o skutkach gospodarczych, ponieważ na co dzień rozgrywają się dramaty ludzkie. Koronawirus dotknął kraj chyba najbardziej wrażliwy na tego typu infekcję. Zadłużenie Włoch to dziś ponad 130% PKB, co daje drugi po Grecji najwyższy wynik w całej UniI Europejskiej. Warto pamiętać że, wirus znacznie sparaliżował najbardziej uprzemysłowioną i najbogatszą północną część Włoch. Co więcej, około 13% PKB Włosi generują z turystyki, która praktycznie zamarła i z wielką dozą pewności można przypuszczać, że ten stan potrwa jeszcze wiele miesięcy. Nawet w przypadku ustania epidemii, np. za miesiąc, efekty marketingowe „zainfekowanego” kraju będą wielomiesięczne.  Obecnie bezrobocie we Włoszech to około 10%, a są to dane jeszcze sprzed praktycznego wyłączenia gospodarki tego kraju.  Włochy znajdą się w głębokiej recesji, co może być zagrożeniem dla finansowania długu tego państwa. Można odnieść wrażenie, że świat jest w tak dużym szoku, że jest jeszcze za wcześnie na analizy gospodarcze, ale te niewątpliwie nastąpią. Jednym z pesymistycznych scenariuszy jest niewypłacalność Włoch, a bankructwo tak dużej gospodarki byłoby sprawą niemal bezprecedensową. Nawet jeśli nie dojdzie do tak drastycznych skutków, to bardzo prawdopodobne jest wyjście Włoch ze strefy euro. Kraj po takich perturbacjach musi mieć swoją słabą walutę, która przywróci konkurencyjność eksportu oraz turystyki. Antyeuropejskie nastroje we Włoszech potęgują prawdopodobieństwo tego rozwiązania. Dla podkreśleniaskali problemu nadmienię, że gospodarka Włoch jest ponad dziewięciokrotnie większa od gospodarki Grecji, a chyba wszyscy pamiętamy jeszcze jakim problemem była potencjalna niewypłacalność Greków. 

Sytuacja europejska

Możne śmiało założyć, że nawet jeśli Unia Europejska przetrwa w obecnym kształcie, to do grona biednych krajów Unii będziemy nie tylko zaliczać państwa Europy Środkowo-Wschodniej, ale również południa Europy. Zapewne rozgorzeje dyskusja na temat globalizacji, regionalnego łańcuchu dostaw czy walki z klimatem. Akurat w tym ostatnim punkcie Polska ma do wygrania bardzo dużo. Po pierwsze, już teraz ceny emisji co2 spadły z około 25 euro/tonę do około 17 euro. Obecna polityka klimatyczna była zbliżającą się katastrofą dla naszego sektora energetyki i ciepłownictwa. Oblicza się, że przy rosnących cenach emisji co2, Polska stałaby się de facto płatnikiem netto w Unii w nadchodzących latach. Kryzys związany z koronawirusem naszej gospodarki nie oszczędzi, ale spowolnienie gospodarcze może dać oddech tak kluczowej gałęzi jaką jest energetyka. Wydaję się również, że takie kryzysy zawsze potęgują próbę zidentyfikowania winnego całej sytuacji. Bardzo prawdopodobne jest obarczenie Chin za kryzys gospodarczy. W tej sytuacji rodzi się pytanie, czy Europa będzie dalej niemal samodzielnie chciała finansować walkę z globalny ociepleniem? Podniosą się głosy bezpieczeństwa lokalnej gospodarki i lepszej kontroli łańcuchu dostaw. Wielce prawdopodobne wydaję się próba odcięcia produkcji chińskiej na rzecz krajów europejskich. Ponownie może się okazać, że na tym całym zamieszaniu Polska może być wygranym.

Cały czas jesteśmy jednym z tańszych krajów, gdzie mogą powstawać nowe zakłady produkcyjne, a bliskość największego rynku europejskiego (Niemcy) jest naszym olbrzymim atutem. Globalne podejście do ekologii może sprzyjać procesowi powrotu przemysłu do Europy, gdzie będzie lepiej kontrolowalny pod europejskimi rygorami przyjaznej produkcji. Prawdopodobnie pojawi się pomysł wprowadzenia jakiegoś rodzaju podatku od śladu węglowego dla importowanych spoza EU towarów (jeśli cały rynek europejski rynek handlu emisjami nie rozpadnie się całkowicie).  

Jeżeli w Polsce nie powtórzy się scenariusz włoski, czyli de facto zamknięcie gospodarcze całego kraju, to w przypadku opanowania epidemii w północnej Europie, to polskie towary mogą naturalnie wypełnić powstającą lukę. Z jednej stromy osłabienie złotówki generuje problemy z obsługą długu zagranicznego, ale z drugiej – daje nam sporą przewagę konkurencyjną w przypadku nagłego odbicia gospodarki. Już teraz rywalizujemy z Włochami w branży meblowej, spożywczej czy nawet odzieżowej. Oczywiście, jestem daleki od strategii „kopania leżącego”, ale te procesy zajdą bez względu na wyrachowanie, a są po prostu następstwem zwykłej ekonomicznej kalkulacji. Idea Polskiej Strefy Inwestycji jest bardzo ciekawym i już działającym narzędziem przyciągającym inwestycje typu green-field oraz pomagającym polskim małym i średnim firmom produkcyjnym w konkurowaniu na rynku międzynarodowym. Teraz oczywiście mało firm myśli o inwestycjach, ale trzeba również brać pod uwagę mocne odbicie po opanowaniu wirusa, np. w przypadku pojawienia się szczepionki.

Inna sprawą jest możliwy scenariusz, że to Włosi i Hiszpanie szybciej opanują pandemie, wyłączenie gospodarki Polski jest nieuniknione, a tylko odsunięte w czasie. Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, jak ważne są obecne rygorystyczne podejście do spędzania czasu wolnego. Potencjalne wyłączenie całej gospodarki Polski miałoby katastrofalne skutki. 

Działania antykryzysowe

Zaproponowana tarcza antykryzysowa jest narzędziem niewystarczającym, ale w obecnej sytuacji naszego kraju nie jest możliwe wprowadzenie rozwiązań całkowicie niwelujących skutki kryzysu. Krótko mówiąc, na tyle nas po prostu stać, a „ofiary” kryzysu na pewno się pojawią (wyższe bezrobocie, bankructwa firm).  W przypadku przedłużenia się załamania należy zastanowić się, czy cały aparat administracyjny państwa nie powinien wspomóc sytuacji finansowej kraju, niejako „płacąc” za komfort pewnego zatrudnienia. Redukcja wynagrodzenia w wysokości 10-15% dla całej administracji państwowej i samorządowej na czas pandemii wydaje się sprawiedliwym rozwiązaniem (z wyłączeniem urzędników zarabiających płacę minimalną).  Reakcja NBP w sprawie obniżki stóp procentowych było działaniem na czas. Oczywiście ponownie nie uważam, że jest to rozwiązanie, które uchroni nas przed kryzysem, ale jest małym kamyczkiem poprawiającym sytuację zarówno przedsiębiorstw, jak i gospodarstw domowych spłacających kredyty. Nie jestem zwolennikiem restrykcyjnej polityki monetarnej prowadzonej między innymi we wczesnych latach 2000, ale trzeba przyznać, że przyniosła ona zaufanie do własnej waluty. Należy przypomnieć, że podczas poprzedniego kryzysu finansowego Polacy ruszyli do kantorów sprzedając euro, kiedy cena osiągnęła około 4,60. Inna sprawa to fakt, że cena euro sprzed kryzysu oscylowała w granicach 3,60, więc psychologiczna pokusa przewartościowania euro była bardzo duża. Niestety należy się spodziewać dużej niestabilności na rynku walutowym, bo wydaje się, że nawet inwestorzy nie są pewni, gdzie dziś istnieje jakaś bezpieczna przystań (o ile istnieje). Na pewno nie będzie to rynek surowców i kluczowa cena ropy naftowej. Akurat w tym przypadku światowe spowolnienie gospodarcze powinno utrzymać cenę tego surowca na dość niskim poziomie, co ponownie może być małą pomocą na odbudowanie polskiej gospodarki. 

Czy możemy już dziś myśleć o reformach po kryzysie?

Koronakryzys wymusi inne podejście do pracy oraz technologii. Jeśli chcemy się załapać na ten pociąg krajów przestawionych na technologiczne ułatwienia życia, to za chwilę musimy się otworzyć na zmiany. Kryzys pokazał, że odbieranie awizo, stanie w kolejkach do urzędów, wypełnianie druków, nie zawsze jest niezbędne. Nowoczesne technologie muszą na stałe zagościć w świadomości urzędników oraz polityków stanowiących prawo. Skostniałych instytucji w Polsce, które nie akceptują maili, skanów dokumentów, telekonferencji, podpisów elektronicznych, jest w Polsce bez liku. Musimy to zmienić, żeby nie utknąć w kolejkach, podczas gdy cały świat zajmie się biznesem. Polski system płatności mobilnych (BLIK) pokazał, że w Polsce da się wprowadzić banalnie proste i zarazem świetne rozwiązanie, które jest szeroko akceptowane przez społeczeństwo. Jesteśmy gotowi na wielką e-reformę podejścia państwa do obywatela i obywatela do państwa. W całej tej idei nie chodzi jedynie o wygodę, ale również o redukcję kosztów działania aparatu państwowego. Wraz z rozwojem technologii musimy zredukować cześć etatów urzędniczych i zwiększyć odsetek ludzi pracujących w realnej gospodarce.  

Wydaje się, że kolejną szansę dostanie polska energetyka, a ściślej mówiąc wyrok śmierci na czarną energię został odroczony o kilka, może kilkanaście lat. Nie możemy zmarnować tego czasu, a inwestycje w zieloną energię muszą dalej postępować. Nie ulega wątpliwości, że temat dekarbonizacji wróci jak tylko pojawią się symptomy ponownej hossy. Musimy mieć świadomość, że zmiany w energetyce są nieuniknione. Teraz mamy po prostu na tą reformę więcej czasu i będzie ona tańsza. 

Świat wreszcie doceni wagę nauki i finansowania badań. Podkreślając jeszcze raz, jeśli nie chcemy tracić dystansu do najbardziej rozwiniętych krajów, to polska nauka oraz polscy zdolni naukowcy muszą być dofinansowani. Współpraca międzynarodowa oraz tworzenie odpowiednich warunków dla naukowców (również tych pracujących obecnie za granicą) jest sprawą absolutni kluczową, jeśli marzymy o dobrobycie w naszym kraju. 

Obecna sytuacja jest na tyle niepewna, że wszelkie prognozy są obarczone dużym ryzykiem błędu, ale jedno jest pewne: im bardziej zdamy test jako całe społeczeństwo w dyscyplinie ograniczającej zarażenia, tym większa jest szansa na ograniczenie ofiar tego kryzysu i na szybką odbudowę gospodarczą państwa. Życzmy sobie jak najszybszego powrotu do normalnego życia. 


autor:

Marcin Czyża – wiceprezes Warmińsko-Mazurskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Wiedniu (Wirtschaftsuniversität Wien). Doświadczenie zawodowe zdobywał w branży energetycznej i finansowej w kilku krajach europejskich.