Deklaracja Aleksandra Kwaśniewskiego o tworzeniu nowej inicjatywy politycznej z Januszem Palikotem i Markiem Siwcem zaskoczyła chyba tylko Leszka Millera. Jeśli ktoś wątpił w siłę ?szorstkiej przyjaźni? czy politycznych niesnasek między oboma panami, to też srodze się pomylił. Powstaje jednak pytanie: po co to wszystko? I wreszcie: jakie szanse na powodzenie ma nowy plan Kwaśniewskiego-Palikota.

Mam chusteczkę…
W zgodzie z wymogami budowania wizerunku, prezydent Kwaśniewski wyciągnął rękę najpierw do premiera Leszka Millera. Było jednak wiadome, że w obliczu znacznej różnicy zdań pomiędzy tymi politykami co do przyszłości polskiej lewicy, konsensus nie będzie możliwy. Miller, dla którego jakakolwiek współpraca z Palikotem i jego przyszywaną lewicą nie jest możliwa, nie mógł się zgodzić na tworzenie wspólnych list wyborczych do Parlamentu Europejskiego. Swoją drogą, opozycja w stosunku do wszelkich ?panlewicowych? projektów szerokich koalicji od dawna charakteryzuje obecnego przewodniczącego Sojuszu, w przeciwieństwie do nastawienia Kwaśniewskiego, który siłę lewicy widzi tylko w budowie szerokiej platformy ? porozumienia wielu ugrupowań lewicowych. Środowisko obecnego przewodniczącego SLD (w tym cały zarząd partii) uważa podobne deklaracje za zdradę ideałów politycznych, która doprowadzi do zapaści Sojuszu, jedynej prawdziwie ?lewicowej? partii w Polsce. Problem w tym, że dla Kwaśniewskiego i Siwca SLD już się zapada, a Miller jest na tyle nieudolnym przywódcą, że nie potrafi odpowiedzieć na społeczne wyzwania XXI wieku, tym samym nie tylko tworząc grunt pod popularność Ruchu Palikota, ale także petryfikując wizerunek Sojuszu jako partii zatwardziałej, przestarzałej i ?postkomunistycznej?. Typowym procesem historycznym jest w takim wypadku szukanie kozła ofiarnego, czy prowadzenie polowania na czarownice ? tym razem w osobie Ryszarda Kalisza. Czyszczenie szeregów z elementów wywrotowych (czyt. środowiska Kwaśniewskiego) pogłębia wizerunek SLD jako partii wodzowskiej, nieotwartej na dialog i rozgrywającej osobiste animozje. W tym kontekście zabawny wydaje się stosunek przewodniczącego Millera do działań premiera w stosunku do ministra Gowina po jego wypowiedzi o rzekomej niekonstytucyjności wszystkich projektów o związkach partnerskich.

Fabryki, głupcze
Osobną kwestią są europejskie ambicje Aleksandra Kwaśniewskiego. Do wybicia się w unijnych strukturach nie wystarczą jednak salonowe znajomości ? środowisko, w którym obraca się były prezydent, choć nadal wpływowe, nie jest w stanie zapewnić mu stabilnej posady w Unii. Stąd konieczność ponownego przypomnienia o sobie tamtejszym decydentom. Kwaśniewski, ze swoim wizerunkiem doradcy czy eksperta, który wprowadzał Polskę do UE, jest na pewno smacznym kąskiem dla Palikota, którego ugrupowaniu ewidentnie brakuje rysy autentycznej lewicowości (na hasło ?budowania fabryk? prawie każdy reaguje dzisiaj śmiechem).

Trudno uwierzyć, że sam Kwaśniewski myli się w ocenie politycznej Palikota i jego partii ? przeciwnie, jest doskonale świadom wszystkich wolt ideologicznych przewodniczącego RP, czy braku wiarygodności, którą może budzić. To jednak nie problem, bo Europa Plus (o której, swoją drogą, na razie mało wiadomo) jest projektem pragmatycznym, a nie ideologicznym. Założeniem twórców jest skupienie nazwisk-magnesów, które pozwoliłyby na wejście dość eklektycznej grupy osobistości do Parlamentu Europejskiego. Jeżeli ?nie? współpracy z Europą Plus powiedzą jednak członkinie Kongresu Kobiet, w tym namawiana osobiście przez Janusza Palikota prof. Magdalena Środa, to może się skończyć tak, jak w przypadku Ruchu Palikota w wyborach do Sejmu: dużo nieznanych i przypadkowych osób, wprowadzanych do parlamentu przez kilka nazwisk, które ?biorą?. To może wystarczyć do pokonania SLD w wyborach do PE, czy w przysporzeniu Ruchowi popularności na arenie krajowej (a ta, w obliczu spadających sondaży, jest mu niezbędna), ale raczej nie uczyni z Europy Plus projektu o istotnym dla Europy znaczeniu. Na dłuższą metę nie wiadomo bowiem, jaką politykę w kwestiach społecznych czy gospodarczych prowadzić miałaby EP.

Brak odzewu ze strony znanych polityków nie oznacza jednak, że Kwaśniewski zatracił zmysł polityczny i pomylił się w ocenie potencjału Europy Plus. Jeśli nie chodzi o nic więcej poza wspólnym wejściem Kwaśniewskiego i Siwca do Europarlamentu, to były prezydent wyjdzie na swoje. Jakim kosztem ? przyjdzie nam się jeszcze przekonać.

fot. Mateusz Najsztub, za flickr.com, na licencji CC-BY-2.0