Polska jest okropna. Ludzie są niemili. Drogi mamy nierówne, albo w ogóle ich nie mamy. Dusimy się w smogu, bo zwolennikom Rospudy nie udało się obronić wszystkich drzew. Edukacja leży, a bezrobocie hasa, wywołując całą gamę powodów do buntu, parad, marszów i całej tej ulicznej, blokującej ruch wrzawy. W ogóle ten kraj jest do niczego. Nie dość, że wciśnięty pomiędzy zwolenników faceta z głupim wąsikiem a plemię pijusów z hegemonicznymi ciągotkami, to jeszcze biedny, brzydki i rządzony przez kogoś, kto zgoleniem (znów tego nieszczęsnego) wąsa wywołał sensację na miarę promocji w Biedronce. Kto by w ogóle chciał tutaj przyjechać? W jakim celu?

Piękne zdanie Polaka o jego polskich ziomkach. Nic dziwnego, że światowa opinia publiczna jest przesycona wiadomościami o tym, jak w Polsce jest źle i strasznie, kiedy za granicę wyjeżdżają ludzie tak zamknięci na własną kulturę. Co można zrobić, by zmienić nasz negatywny wizerunek w czasach, w których strzelanie do imbecylów jest (jeszcze) nielegalne?

poland-lol_o_994217

Można, co też zrobiły wszystkie szanujące się uniwersytety i uczelnie wyższe, wziąć udział w międzynarodowym programie wymiany studenckiej Erasmus i spróbować pokazać, że nie taki diabeł (jak Polska, nie jak Putin) straszny, jak go malują. Już od szesnastu* lat wysyłamy swoich studentów na najlepsze uczelnie w Europie, w zamian przyjmując obcokrajowców zaciekawionych ?egzotycznym krajem?, w którym stworzono dziwne, acz smakowite danie ? pierogi. Niektórzy postanowili przyjechać eksperymentalnie, na pół roku, by sfotografować swoimi iPhonami prawdziwego Polaka: w dzikiej puszczy, ubranego w skóry upolowanej zwierzyny, próbującego przez pocieranie patyka rozpalić ogień, na którym upiecze mięso dla swojej żony i trzódki dzieci. Więksi ryzykanci, liczący na to, że potomkowie Polan są przynajmniej zaznajomieni z czcionką Gutenberga, zostali na rok, by zobaczyć, co oznacza PRAWDZIWA sztuka przetrwania.

10416980_579390408845270_2220522552059880579_n

Prawdziwi bohaterowie zostali na stałe, kiedy odkryli, że nie dość, że wiemy, do czego służą samoloty, to jeszcze potrafimy nimi latać! Gorzej z lądowaniem, ale to już rozmowa o odrobinę innym zabarwieniu? Mamy czerwiec, koniec roku akademickiego niebawem, a więc niestety uczestnicy Erasmusa pakują walizki i prasują śnieżnobiałe chustki, by nimi machać, żegnając polską ziemię. Jakie wspomnienia ze sobą zabiorą? Czego się tutaj nauczyli? Co ich urzekło, a co zniesmaczyło? O to zapytałam samych zainteresowanych.’

885741b5220985720eeecac1d826fdd103cb25be52ad4a484c420551ffcbfbe7

Niesamowite, jak bardzo ludzie potrafią się do siebie upodobnić. Rok u nas wystarczył, by europejska otwartość przerodziła się w naszą krajową ? sądzę, że wrodzoną ? awersję do włączonego dyktafonu. Pytają, czy jest konieczny. Nie, skąd. Noszę go przecież tylko po to, by przez zamontowany w nim mikrochip kontaktować się z Zordonem. Ale niech wam będzie, zadowolę się notatkami. Zadam pierwsze pytanie, które ciśnie mi się na usta za każdym razem, gdy widzę kogoś z zagranicy. Moją ofiarą pada Hiszpanka:

AM: Dlaczego wybrałaś Polskę?

H: Miałam kilka opcji. Zadecydował jednak język nauczania. No i oczywiście koszty. Polska jest znacznie, naprawdę znacznie tańsza od Anglii i Norwegii. Nawet od Hiszpanii. Nie rozumiem, jak można tak mało zarabiać. 10 zł za godzinę? Przecież to tylko 2?!

AM: Polscy studenci cieszą się z małych rzeczy.

H: Właśnie widzę! To niesamowite. I nie chodzi mi tylko o to, jak dobrze sobie radzicie ekonomicznie. Kiedy dowiedziałam się, że wylatuję do Polski, moi znajomi ostrzegali:?Tam mieszkają zimni, nieczuli i zamknięci ludzie?. Po roku mieszkania tutaj mogę powiedzieć, że oczywiście, takich też spotkałam. Ale byli oni w mniejszości. Wszystko zależy od tego, jak podchodzisz do ludzi. Jaki jesteś. Czy umiesz się uśmiechnąć. Poznałam tu naprawdę wielu wspaniałych ludzi.

(podchodzi do nas kolega z Niemiec)

N: A co tu się dzieje? Wywiadzik się robi? W mediach próbuje zaistnieć?

AM: Wypomnę ci to, kiedy zobaczysz moje nazwisko w Bildzie. Masz jakieś dobre wspomnienia z rocznego pobytu w Warszawie? Przemyślenia? Wnioski? Zażalenia?

N: Zażalenia? Właściwie to mam jedno. Uniwerek dbał o to, by cały program Erasmus trzymał się razem. Nasze plany były tak ułożone, że niestety, rzadko kiedy mogliśmy się spotkać z Polakami i po prostu ich poznać. Na szczęście w akademiku sytuacja wyglądała inaczej. Imprezy w kuchni uczą życia i ujawniają wasze prawdziwe oblicze.

AM: Mam nadzieję, że to nie jest aluzja do narodowych praktyk dotyczących?

N: Picia. Właśnie to miałem na myśli. Kolega z Chorwacji, który niedawno wyjechał,

w ciągu pierwszego dnia nauczył się zwrotu: ?Dzień dobry, poproszę wino, piwo i wódkę?. Alkohol macie tani. Papierosy też. Żyć nie umierać.

AM: A nie pamiętasz czasem czegoś związanego z uczelnią?

N: Profesorowie są mili. Niewiele wymagają. Ale to może być tylko ?taryfa ulgowa? dla studentów z wymiany.

(Wokół nas zbiera się coraz więcej ludzi. Uroki rozmów na klatce schodowej. Ukrainiec, Anglik i Estonka sadowią się na ławce, rozbawieni moim skupieniem, kiedy próbuję zebrać to, co usłyszałam, w logiczne zdania)

E: Niewiele wymagają? Ja właśnie piszę pracę magisterską i wierz mi, że co chwilę muszę coś poprawiać. Mam już dość nauki, tym bardziej, że jest taka piękna pogoda.

W Warszawie jest tak zielono! W weekend wszyscy urządzają sobie pikniki, jeżdżą na rolkach, rowerach. Nie przypomina to Warszawy z opisów, jakie słyszałam. Że to szare, brzydkie miasto, okaleczone pamiątkami po Stalinie.

AM: Lubicie Warszawę?

U: Jasne! Tutaj spotkałem najlepszych ludzi!

H: Łatwo wszędzie dojechać. Nawet o trzeciej nad ranem, kiedy po prostu szukasz transportu do kolejnego klubu (śmiech). A kluby to macie świetne!

A: Macie tutaj zimno. I deszczowo. A to niby na Wyspach jest nieprzyjemnie.

U: Powiedział człowiek, który pięć minut temu narzekał, że jest dziś za gorąco.

(dochodzi do rękoczynów)

AM: Najlepsze wspomnienie z pobytu tutaj?

N: Zakwaterowanie. Moja rezerwacja pokoju zaginęła, kobiety w sekretariacie nie za bardzo ogarniały angielski, na zewnątrz lało, a ja stałem w holu, ociekając wodą. Wtedy podeszła do mnie dziewczyna z Polski i zaoferowała ręcznik. Tak po prostu. Później wpadła do biura, coś tam powiedziała i kilka minut później dostałem klucz.

H: Mam setki wspaniałych wspomnień. Ciężko wybrać jedno.

U: Zawody w jedzeniu frytek! Wygrałem!

AM: Wrócicie tutaj?

E: Może. Jest tyle miejsc na świecie, które trzeba jeszcze zobaczyć! Polskę już zobaczyłam, ale pewnie wrócę tu kiedyś, by zjeść oscypki?

A: Bigos?

H: Albo Pierogi!

9f0fd032f17effe47439a28c1ac69e77

Rozmowy z reprezentantami wielu europejskich kultur pomagają spojrzeć na Polskę z dystansu. Dla obcokrajowców nie jesteśmy książkowymi przykładami zacofanych, zakompleksionych ludzi, przytłoczonych wspomnieniami wojen, ale partnerami, próbującymi swoich sił w dorosłym życiu. Kiedyś szare miasta zaczynają zapełniać się parkami, miejscami przyjacielskich spotkań. Dziurawe autostrady nie denerwują, a śmieszą, bo według jednego z Anglików ?to zaskakujące, jak Polacy rozwiązali problem piratów drogowych ? wystarczy zapomnieć o położeniu asfaltu na kilku kilometrach, a wszyscy wciskają hamulec i jadą z przepisową prędkością?. Tak niewiele chęci trzeba, by pokazać, że nie jest z nami aż tak źle.

Narzekamy, to prawda, ale przecież to jest cecha narodowa. Ponadto jesteśmy leniwi. Mówimy łamanym angielskim, wywołując dzikie ataki radości przybyszów zza Kanału La Manche. Staramy się powiedzieć komplement po włosku, a wychodzi nam chorwacka obelga. O tradycji łączenia skarpet z sandałami krążą legendy, których nie muszę przytaczać. Mamy dużo wad, jak każda inna nacja. Znajdują się jednak ludzie, którzy przyjeżdżają do Polski i z uśmiechem przekonują, że pomimo różnic kulturowych w pełni nas akceptują. Pokazują, że Polska nie jest zła, ale po prostu pokrzywdzona fatalnym PR-em. I skarpetami w sandałach.

*Polska włączyła się do programu w 1998 roku.