FB Twitter

CZY MIAŁEŚ JUŻ RYŻ?

| 0 komentarzy

Chiny – kraj herbaty, ryżu, jedwabiu i pereł. Dawniej zamiast zwykłego „dzień dobry” lub „jak się masz”, pozdrawiano się w tym państwie zdaniem, które w języku polskim oznacza „czy miałeś już ryż?”. Danie to, jest bowiem w tym kraju podstawą wyżywienia. Chińczycy jedzą ryż nawet trzy razy dziennie. Według nich symbolizuje on dobrobyt – jego brak równa się klęsce urodzajowej i głodowi. Po co jednak jeść go każdego dnia? Odpowiedź na to pytanie może być tylko jedna; ponieważ jest on pyszny. I rzeczywiście, jego chińska odmiana jest niezwykle smaczna, różni się od naszego przede wszystkim konsystencją – jest bardziej klejąca i ma inny smak. Chiny to państwo, które jest jedyne w swoich rodzaju, fenomen na skalę światową, który swoją starożytną tradycję kontynuuje po dziś dzień. Jego stolica jest siedzibą rządu. Nie znajdziemy tam nadzwyczajnych budowli, ale identyczne, piętrzące się obok siebie, jakby chciały skupić się w jak najciaśniejszych grupach bloki mieszkalne. Na ulicach Pekinu przeważa szarość i nieco zgaszona zieleń. Ten drugi kolor pojawił się tam przed organizowaną w 2008 roku Olimpiadą, dlatego dzisiaj można zauważyć dokładnie przycięte żywopłoty, drzewka ustawione w równych rzędach, a także zadbane ogródki. Nie są one jednak podobne do tych europejskich; pełnych kwiatów i kolorów. W ogrodach chińskich przeważa kolor zielony. To co od razu rzuca się w oczy to także niespotykana czystość – przynajmniej na głównych – ulicach.

Z północy udajemy się na południe gdzie atmosfera miast całkowicie różni się od pekińskiego klimatu. Urokliwa prowincja Yangshuo ze swoją West Street jest tłumnie odwiedzana przez turystów. I nic w tym dziwnego, gdyż miejsce to jest niejako ziszczeniem się wszystkich wyobrażeń o Chinach. Ludzie z całego świata obserwują performance’y, muzykę na żywo, niecodzienne wyroby i życie wylewające się z lokali i straganów na ulice. Morze podróżników ciekawych świata, płynie wąskimi uliczkami aż do momentu, gdy gwar się zmniejsza, kolory stają się mniej jaskrawe, a z ziemi zaczynają „wyrastać” domy mieszkalne. Wtedy zawracają, aby ponownie zanurzyć się w feerii dźwięków i smaków. Znajdziemy tam udekorowane barwnymi lampionami uliczki, niezliczone restauracje, bary i kluby (nierzadko noszące europejskie nazwy), ubrania, pamiątki i jedzenie z całego świata. Nie brakuje tradycyjnych przysmaków jak różne rodzaje mięs, na czele z grillowanym robactwem, oryginalnych rzeźb oraz murali przykuwających wzrok. Jednak nawet na West Street, oprócz Starbucksa nie znajdziemy jakichkolwiek kawiarni, których niedobór dla Europejczyka jest odczuwalny na terenie całego Państwa Środka.

Makau, czyli światowa stolica hazardu. Mieści się tam ponad 30 kasyn, z czego największe z nich, The Venetian jest kompleksem inspirowanym Pałacem Dożów włoskiego miasta na wodzie, a po jego terenie można poruszać się gondolami! W tym mieście miłośnicy europejskiego jedzenia mogą znaleźć coś dla siebie po niewygórowanych cenach i odpocząć od chińskich przysmaków. Miejsce, które jest byłą kolonią portugalską, co najmniej do 2049 roku będzie się cieszyło dużą autonomią. Makau jest jednym wielkim neonem. Gdy zapada zmrok oczom turystów ukazuje się niezwykły blask bijący od centrów rozrywki i hoteli. Można tu także znaleźć czarującą portugalską dzielnicę i liczne europejskie akcenty jak Fasada Katedry św. Pawła. W przeciwieństwie do innych chińskich miast obowiązuje tu ruch lewostronny. Hong Kong jest drugim ze specjalnych regionów administracyjnych Chińskiej Republiki Ludowej. W tej byłej brytyjskiej posiadłości biały człowiek nie czuje się już tak „osamotniony”, gdyż przyjeżdża tutaj mnóstwo ludzi z całego świata; od studentów do biznesmenów. Wdzięk tego miejsca jest nie do opisania. Ze swoimi strzelistymi drapaczami chmur, wybudowanymi ciasno przy sobie, ulicami, na czele z Hollywood Road, ponad ulicznym labiryntem przejść, portem i mieszkalnymi łodziami oraz wzgórzami i bujną roślinnością Hong Kong kojarzy się raczej z baśniową krainą niż jedną z finansowych i przemysłowych potęg. Widok ze Wzgórza Wiktorii na panoramę miasta jest doświadczeniem którego nie zapomina się przez całe życie.

W XIX wieku na świecie pojawiła się moda na chińszczyznę. Mieszkańcy Azji Wschodniej znali swoją wartość i nigdy nie mieli kompleksów w stosunku do światowych mocarstw, takich jak Wielka Brytania czy Francja. Chińczycy gardzili handlem wymiennym i za swoje wyroby kazali płacić srebrem, więc po kilku transakcjach brytyjski skarbiec opustoszał w mgnieniu oka. Brytyjczycy wpadli więc na pomysł, aby wymieniać towary na opium. Szybko jednak okazało się, że od tej używki uzależnia się coraz więcej chińczyków, więc zostało ono zabronione. Europejska potęga natychmiast znalazła sposób, aby obejść zakazy. Zawsze znalazł się pracownik, który za drobną łapówkę pozwalał „opiumowym” statkom wpłynąć do zatoki i przeprowadzić zamianę. Aż do czasu. Pojawił się bowiem nieprzekupny urzędnik, który cały towar kazał zmieszać z wapniem i utopić w rzece. Brytyjczycy poczuli się obrażeni i zaatakowali Chiny. Tak rozpoczęły się trzy wojny, nazwane opiumowymi, których skutkiem były haniebne dla strony chińskiej traktaty, które zmuszona była podpisać. Po tej klęsce mieszkańcom bardzo trudno było odzyskać dawną równowagę; nie mogli znieść świadomości, że „zagraniczne diabły” panoszą się w ich państwie, które do tej pory było najlepsze. Interesującą historią są także dzieje sławnego Muru Chińskiego, wokół którego krążą niezwykłe legendy. 6259,6-kilometrowy cud architektury był przeznaczony do ochrony przed barbarzyńskimi ludami. Nie powstał on w jednym czasie, ale na przestrzeni lat. Nigdy nie był obstawiony wojskiem, wartownicy znajdowali się jedynie w strażnicach. Na początku nie był on też linią ciągłą, ale zespołem umocnień, który kazał połączyć cesarz Qin Shi Huang. Kolejnym kłamstwem, które warto obalić jest twierdzenie, że Mur Chiński widać z kosmosu, gdyż można to porównać do oglądania włosa z odległości trzech kilometrów. W jego wnętrzu nie chowano także ludzi – byłoby to niemożliwe, że wzglądu na następstwo, jakim byłaby niestabilność fundamentów.

OBYCZAJE

Ludzie przez wiele lat – szczególnie za czasów Mao Zedonga, który był przywódcą kraju w latach 1949–1976 – byli uczeni chamstwa. Nie dziwi, więc fakt, że w naszej opinii obecnie Chińczycy zachowują się co najmniej niestosownie. Plują, siorbią i wydają z siebie inne, nieprzyjemne odgłosy. Europejczyków może to dziwić, a czasem nawet bawić, gdyż w naszej kulturze oznacza to brak dobrego wychowania. Dla nich jest to jednak zupełnie normalne. Kolejną oryginalną rzeczą jest medycyna naturalna. Chińczycy są specjalistami w przygotowywaniu różnego rodzaju naparów z ziół. W Chinach istnieją trzy rodzaje aptek; identyczne jak te europejskie, zawierające chińską medycynę tradycyjną i trzecie, w których recepty wypisuje szaman. Można w nich znaleźć między innymi słoiki z niewiadomymi substancjami, zioła, suszone koniki morskie.

Chiny należą do jednych ze spokojniejszych państw azjatyckich, codzienność jest tam łagodniejsza i bardziej poukładana  niż na przykład w słynącej z nocnego życia Tajlandii. Chińczycy jako ludzie opanowani i sumienni nie imprezują w ciągu tygodnia, ponieważ priorytetem jest dla nich praca. Nie biesiadują w urokliwych knajpkach (takowych nie mają) i kładą się wcześnie spać. Jedynie w weekendy wychodzą na ulice, aby porozmawiać z przyjaciółmi i zjeść dobrą kolację; uwielbiają się „mrowić”. Nie są jednak mistrzami w nawiązywaniu nowych znajomości, a romantyzm to rzecz nieznana. Małżeństwa są w tym kraju kojarzone, więc rzadko która para wiąże się z miłości. Mężczyzna pragnący się ożenić musi być przede wszystkim bogaty, natomiast kobieta piękna, zgrabna i najlepiej niewykształcona. Dzieci wychowują dziadkowie, gdyż rodzice dużo pracują. Bardzo często znajdują jednak czas na znalezienie swojej pociesze drugiej połówki, co pokazuje, że z reguły nie mają one pozwolenia na to, aby iść własną drogą – są stworzone, żeby spełniać oczekiwania i wizje rodziców. Bardzo ważnym aspektem chińskiego życia społecznego są także tzw. guanxi, czyli znajomości i układy z wpływowymi osobami. Trzeba się nimi posłużyć niemalże w każdej sprawie, aby rozstrzygnąć ją na swoją korzyść. Używa się ich w takich sytuacjach jak na przykład przyśpieszenie dostawy, zapewnienie lepszego stanowiska czy polecenie pracownika. Zdobywa się je za pomocą dobrej kolacji, wyświadczaniem przysług lub zwykłą przyjaźnią, a życie tego kto nie ma ich wcale jest niezwykle utrudnione.

HERBATA

Mieszkańcy najludniejszego państwa na świecie nie pijają kawy, za to herbata jest dla nich podstawą, bez której nie są w stanie żyć. Ich zamiłowanie do tego napoju ma odzwierciedlenie w licznych plantacjach, rytuałach związanych z jej parzeniem i podawaniem oraz ceremoniach picia herbaty, które nierzadko trwają kilka godzin. Liście herbaty zbierane są od wiosny do jesieni, wyjątkiem jest zima. Drzewka przycina się dwa razy do roku podczas lata i zimy. Uschnięte części tworzą naturalny nawóz, gdyż rośliny nie są spryskiwane, a ze szkodnikami walczy się za pomocą żółtych kartek, wsadzanych pomiędzy liście. Są one posmarowane specjalną kleistą mazią, która wabi owady i sprawia, że przyklejając się do nich, giną. Ciekawy jest proces robienia herbaty. Ręcznie zebrane liście suszy się przez 1-2 minuty, ucierając w metalowej czarce, w której temperatura wynosi około 180 stopni. Czynność tą wykonuje się bez rękawiczek, gdyż trzeba czuć liście gołymi dłońmi. Należy uważać, aby palcami nie dotknąć powierzchni czarki i nie poparzyć w ten sposób skóry. Ucieranie i mieszanie liści, musi więc wykonywać doświadczona osoba. Następnie przenosi się je na drewnianą tackę lub deskę i uciera, formując z nich niewielką kulę przez około 25-30 minut. Celem tego działania jest pozbycie się olejków, które zostają na tacce. Dzięki temu smak herbaty jest delikatniejszy i czystszy, nie czuć już goryczki, która zawarta jest właśnie w odsączonych olejkach. Na koniec należy „piec” liście przez około 2 godziny (przewracając co 10 minut) w metalowej czarce. Po upływie tego czasu listki są przyszykowane do zalania, a po wystudzeniu – herbata gotowa do picia.

POLSKA A CHINY, CZYLI RÓŻNICE KULTUROWE

Polacy są indywidualistami, przez całe życie dążą do wypromowania samego siebie, natomiast Chińczycy to kolektywiści. Od dziecka nagradzani są za działania dla grupy, najsłabsze jednostki nie są spychane na margines, ale chronione i otaczane opieką. Gdy kończy się zima jesteśmy szczęśliwi, że pojawia się coraz więcej słońca i z niecierpliwością wyczekujemy pierwszych dni wakacji, aby móc się opalać, podczas gdy obywatele Chin przez całe życie chowają się pod parasolami i stosują kremy wybielające. Szef, natomiast, to zwykły człowiek, można mu zwrócić uwagę czy zażartować z jego błędów, podczas gdy dla chińczyków przełożony to niemalże półbóg, a to co powie jest święte i musi być wykonane. Kiedy Polakowi zdarzy się faux pass, uśmiechnie się on, grzecznie przeprosi i wróci do swoich obowiązków. Kiedy mieszkaniec kraju Azji wschodniej  popełni gafę, jest to dla niego niemalże koniec świata, „utrata twarzy”, którą będzie wspominał latami. Zupełnie inny mamy także stosunek do problemów; my wychodzimy trudności naprzeciw i staramy się ją rozwiązać podczas gdy oni próbują ją ominąć, lub udają, że jej nie ma, ponieważ boją się, że gdy podejmą walkę, nie uda im się jej podołać. W Chinach nie jest przyjęte nadmierne pokazywanie emocji. Twarz trzeba mieć przyjemną dla oka, najlepiej rozpromienioną uśmiechem, który dlatego też w tym kraju nie oznacza nic. Wskazane jest nie tracenie nad sobą panowania i zawsze w każdej sytuacji mówienie „tak”, gdyż wstyd jest powiedzieć „nie” lub „nie wiem”. Prowadzi to często do nieporozumień, szczególnie pomiędzy tubylcami, a turystami, gdyż nawet kiedy chińczyk nie ma pojęcia o jakim miejscu mówisz i tak wskaże ci do niego drogę. W Polsce na otaczający nas świat patrzymy oczami – oni oglądają go poprzez obiektywy aparatów…

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.