FB Twitter

O mocy sprawczej słów, cz.2 – prof. dr hab. Władysław Śliwiński w rozmowie z Urszulą Gruszką

| 0 komentarzy

O tym, że słowa mają moc każdy z nas przekonał się na własnej skórze. Są słowa, które podnoszą na duchu. Te których się wstydzimy wypowiedzieć. Oraz takie, które złamały nasze serce. O rozmowę poprosiłam wybitnego językoznawcę prof. zw. dr hab. Władysława Śliwińskiego, z którym rozmawiałam o mocy sprawczej języka, a także o tym, w jaki sposób mówić – aby nas zrozumiano. CZĘŚĆ 2

Urszula Gruszka: Być może problem leży też w tym, że trudno mówić nam o emocjach i uczuciach…

prof. dr hab. Władysław Śliwiński: Łatwiej przemilczeć, niż wypowiedzieć prawdę i być gotowym na konsekwencję swoich słów. Mówiąc, czyli wysyłając do kogoś komunikat, oczekujesz odpowiedzi. Często prawda nie jest straszna, ale kogoś reakcja na prawdę bywa różna. Uważam, że podstawą każdej relacji międzyludzkiej jest mówienie o swoich uczuciach, obawach, potrzebach. Ludzie boją się, dlatego milczą, zamiast mówić.

Urszula Gruszka: Boją się niezrozumienia, czy odrzucenia?

prof. dr hab. Władysław Śliwiński: I jedno i drugie. Niezrozumienie jest odrzuceniem komunikatu, zaburzeniem komunikacji. Jeśli osoba czuje się niezrozumiana, będzie bronić się przed otwartością i stanie się chłodna i wycofana w relacji. Ludzie uciekają także przed odpowiedzialnością. Odpowiedzialnością za swoje słowa, w tym obietnice. Nie rozumieją, jak wielką moc ma słowo, które nie tylko trafia do głowy, ale i do serca. Te „sercowe” niedotrzymane obietnice bolą najbardziej. Ludzie zbyt często mówią coś bez zastanowienia, a jak obecne czasy pokazują, czasem prowadzi to do tragicznych konsekwencji. Ale my mówimy tu o prawdzie, ale gdzieś między słowami pojawia się kłamstwo, nie mówiąc już o manipulacji.

Urszula Gruszka: A właśnie porozmawiajmy o manipulacji. Czy na prawdę musimy stosować ją w relacjach międzyludzkich?

prof. dr hab. Władysław Śliwiński: Tak, bo byłaby pani zawiedziona. Manipulacja słowna jest nam potrzebna, nie zawsze jest szkodliwa. „Jesteś najpiękniejszą kobietą na ziemi”, „to najlepsze ciasto, jakie kiedykolwiek w życiu jadłem”. Taka manipulacja jest miła i nieszkodliwa. Ale manipulacja stosowana na stopie biznesowej jest często oszustwem w białych rękawiczkach. Czy trzeba się jej wystrzegać? Tutaj dochodzą kwestie etyczne, moralne… indywidualny wybór człowieka.

Urszula Gruszka: Kiedy warto milczeć?

prof. dr hab. Władysław Śliwiński: Jestem zdania, że ludzie czasami milczą nie dlatego, że nie mają nic do powiedzenia, a dlatego, że mają aż nazbyt wiele. Najgorsza jest bezsensowna gadanina, o wszystkim i o niczym, a szczególnie obgadywanie, nasycone ocenianiem. Szacuje się, że 95% naszego oceniania jest niesłuszne i nie wynika z wiedzy, a ze swoich osobistych przypuszczeń. Co człowiek to opinia, w takich sytuacjach wypada milczeć.

Urszula Gruszka: Gdy wypowiemy o kilka słów za dużo, wypada przeprosić. Jak to zrobić? Z tym też mamy problem, bo przecież to pokazanie swojej słabości, błędu, obniżenie swojego ego…

prof. dr hab. Władysław Śliwiński: Najprostsze „przepraszam” jest niedocenionym lekarstwem, oczyszczającym słowem, który potrafi zdziałać cudna. Ma moc sprawczą, która pozwala człowiekowi na przebaczenie. Zamiast szukać złożonych metafor, lepiej jak najszybciej udać się z przeprosinami do drugiej osoby. Ale uwaga, to kolejne zmierzenie się z prawdą, przed którą najczęściej zwiewamy.

Urszula Gruszka: A jeśli mężczyzna zdradził kobietę to „zwykłe” słowo przepraszam wystarczy? Czy to jest sprawiedliwe? Przecież to nie naprawi i zrekompensuje bólu. Można przeprosić zarówno za szturchnięcie w autobusie, jak i złamanie komuś serca tymi samymi słowy?

prof. dr hab. Władysław Śliwiński: Słowo „przepraszam” za szturchnięcie wypływa z naszych ust niemalże automatycznie, a „przepraszam” za zdradę, musi kosztować wielkie emocje, dlatego jedno słowo, ale różne skale. Czasem na „przepraszam” z biegu i nieuwagi nawet się nie czeka, podczas gdy na to drugie „przepraszam” czeka się całe życie.

 

 

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.