FB Twitter

Krystian Przybylski – młody projektant, który już niebawem startuje z własną marką. Projektant, wizjoner, pasjonat mody.

| 0 komentarzy

U.G.: Jesteś młodym projektantem, który rozwija się i mieszka w Hamburgu. Czy moda była od zawsze Twoją pasją? Co spowodowało, że zdecydowałeś się postawić na Hamburg w swojej ścieżce rozwoju?

K.P.: Pasja do projektowania i ogólne zainteresowanie modą przyszło do mnie znikąd. Do 19 roku życia zupełnie nie interesowałem się tym – co się nosi, jak się nosi i w jaki sposób dana rzecz jest uszyta. Wówczas miałem w planach wyjazd do Niemiec, do kraju, w którym się zakochałem. Chciałem perfekcyjnie nauczyć się języka niemieckiego, rozpocząć studia a w konsekwencji zostać dwujęzycznym prawnikiem. Mam wrażenie, że pasja do projektowania zrodziła się sama. Wierzę jednak, że moja podświadomość już wcześniej kodowała pewne rzeczy, by w przyszłości zebrać wszystkie doznania estetyczne w całość i zmusić mnie do zmian w postrzeganiu mody. Z biegiem lat doświadczyłem wielu sytuacji, które nasycały we mnie przekonanie, że chcę być projektantem mody. Wspomnę, że moja babcia szyła, wychowałem się wśród tkanin a moja mama od zawsze miała z modą bardzo dużo wspólnego. Do tego mógłbym doliczyć wiele prac przy pokazach mody w Polsce i w Niemczech, podczas których miałem okazję poznać ten świat zza kulis. Podczas jednych z pokazów, w którym brałem udział zostałem doceniony i nagrodzony z rąk Lidii Popiel mianem najlepszego modela. To dodało mi wiary i pewności siebie. Doceniam także polskich projektantów, szczególnie Roberta Kupisza, którego projektami zachwyca się także społeczność w Hamburgu, pytając mnie często na ulicy „czy to Dolce&Gabbana?”. Pozostaje we mnie duży sentyment i śmieję się mówiąc, że moją modową matką chrzestną jest Lidia Popiel a Robert Kupisz moim ojcem chrzestnym.

U.G.: Jako projektant mody postrzegasz siebie jako artystę czy rzemieślnika? Czy ubrania mogą być postrzegane jako sztuka?

Według mnie, projektant mody musi być osobą wielofunkcyjną, otwartą na wiedzę zarówno artystyczną, jak i rzemieślniczą. Projektant musi mieć wyostrzony zmysł artystyczny, znać tajniki wiedzy krawieckiej i pracy ręcznej, mieć gen humanisty, bo wbrew pozorom projektowanie mody bazuje na człowieku i jego zachowaniu. W dzisiejszym świecie założenie firmy i produkowanie ubrań już nie jest czymś nadzwyczajnym. Każdy może założyć swoją markę i mówić, że jest projektantem mody, mimo że nigdy nie trzymał igły w dłoni. Niestety według mojego słownika taką osobę można nazwać jedynie stylistą. Jeżeli o mnie chodzi, z czystym sumieniem mogę się nazwać projektantem mody, jestem dopiero na początku swojej drogi i przecież „wiem, że nic nie wiem”.

Czy ubranie może być sztuką odpowiem, że zależy. Moda to słowo noszące informacje o tym, co ludzie zakładają, po co to noszą i jaki mają styl życia, a co za tym idzie – moda odnosi się do ludzi na ulicach. W dzisiejszych czasach nie ma miejsca na gorsety i średniowieczne suknie z prostego powodu, są niewygodne i nie pasują do XXI wieku. Tutaj nie ma miejsca na sztukę, nie mówiąc o printach czy barwach i ich wariacjach. Warto zauważyć, że kreacje haute couture pokazywane na wybiegach można często nazwać czystą sztuką, ale one zwykle nie mają nic wspólnego z Modą, chociaż mogą ją w pewien sposób kształtować i napewno należą do tej branży. Niestety często odbierane są przez „szare społeczeństwo” jako coś obrzydliwego, bez gustu, karykaturalnego lub zboczonego, dlatego że ludzie nie rozumieją tej formy przedstawienia dzieła. Ale czymże jest sztuka bez wywoływania emocji, prawda?

U.G.: Czy Niemcy okazały się dobrym wyborem czy z perspektywy dzisiejszego dnia zostałbyś w Polsce?

Zdecydowanie Niemcy to jeden z moich najlepszych wyborów w życiu. Zawód projektanta mody wymaga poznawania ludzi, kultur, języków, podróży, wyzwań i wyjścia spoza bezpiecznego gniazda, w którym się wychowaliśmy. W Polsce tolerancja na to, co nowe jest jeszcze bardzo niewielka, a to ogranicza rozwój artystyczny i nakłada bariery na wiele dziedzin życia. Na szczęście tendencja się zmienia. Niemcy są krajem dla mnie jeszcze obcym, nie czuję tam barier a to daje poczucie wolności bycia i rozwoju. Rynek niemiecki jest rynkiem otwartym, światowym, w którym widać szerokie horyzonty na inne rynki na świecie, a to w tej branży jest bardzo cenne. Nie bez powodu Berlin jest uznawany za jedno z miast mody w Europie. W naszym kraju od samego początku czuć niezwykle silną barierę w postaci układów, zamkniętych elitarnych grup i podrzucania kłód pod nogi, kiedy chcesz „wyjść przed szereg” a to nie rozwija skrzydeł i działa wręcz destrukcyjnie.

Dodatkowo rynek niemiecki jest silną trampoliną do kariery poprzez ogromne renomy uczelni, które są respektowane w większości stolic mody, tolerancję na nowości i silny wpływ talentu oraz pracy na uznanie, a nie układów i znajomości. Tego brakuje w Polsce.

U.G.: Czy widzisz różnicę w postrzeganiu mody i sposobu ubierania się w Polsce a za granicą?

K.P.: Zdecydowanie tak. Może nie tyle w postrzeganiu mody, co w swobodzie ubioru. Ale różnice zanikają, zwłaszcza w dużych miastach takich jak Warszawa, Kraków, Wrocław, gdzie mamy do czynienia z większą anonimowością i możemy założyć to, co nam się podoba, a nie to co wypada nosić. Nie trzeba ograniczać się i zastanawiać się nad reakcją społeczeństwa.  W Hamburgu, Berlinie, Frankfurcie mogłabyś wyjść półgoła w samych butach i majtkach do miasta, z irokezem na głowie lub tatuażami na całym ciele i nie wzbudziłabyś sensacji. Ale Niemcy również nie są pod tym kątem krajem jednolitym. Widać różnice między mieszkańcami Zachodniej a Wschodniej Części Niemiec, zwłaszcza w starszym pokoleniu i bynajmniej nie chodzi tutaj o status materialny.

U.G.: Czy zgadzasz się z powiedzeniem „jak cię widzą tak cię piszą?”

K.P.: Pytanie podchwytliwe ale uważam, że tak. Choć na to powiedzenie nie ma wpływu status materialny, który często definiuje według ludzi styl i modę (a przecież można ubrać się ultramodnie mając 10 złotych w portfelu), a bardziej odnosi się do sytuacji, w której się znajdujemy i kim jesteśmy. Ubranie ma jedno główne zadanie – chronić przed czynnikami zewnętrznymi, ale jedną z najważniejszych cech ubrania jest komunikacja niewerbalna z innymi ludźmi i tutaj w grę wchodzą barwy, długości, szerokości, kombinacje ciuchów. Jeżeli jestem w żałobie i ubiorę się całkowicie na czarno, a na mojej twarzy będzie dodatkowo widać smutek – opiszą mnie jako osobę, która przeżywa utratę kogoś bliskiego i nie pomylą się, ale jeżeli jestem prezydentem i ubiorę się jak klaun – nie nabiorą do mnie respektu i nie będą odbierać jako człowieka poważnego, choć powinni ze względu na status.

U.G.: Jakie masz plany na przyszłość?

K.P.: Napewno rozwój marki jest dla mnie priorytetem. Przygotowuję się na październikowe, lokalne pokazy mody w Hamburgu. Mam w planach prace nad kolekcją na przyszły rok. Przede mną obowiązkowe praktyki w domach mody, nauka języka włoskiego i szlifowanie angielskiego.

U.G.: Co motywuje cię do działania?

Ludzie, których mogę nazwać prawdziwymi przyjaciółmi, a mógłbym ich policzyć na palcach jednej dłoni oraz moja mama, która często ciągnie mnie za uszy, kiedy mam leniwy etap życia i doradza w wielu sprawach. Ostatecznie zawszę pozostaję wierny swoim przekonaniom.

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.