FB Twitter

Pochodzenie ma znaczenie?

| 0 komentarzy

Nie jest ważne, kto kim się urodził, ale kim się stał

~ J. K. Rowling

Dopada mnie czasami… Podstępem wkrada się do mojego mieszkania, siada obok i w ogóle nie daje się wyprosić. Proponuję kawę, herbatę, a czasem tylko wodę. Nie, nie jest tym zainteresowana. Przyszła tylko po to, by skutecznie zamęczyć mnie swoją obecnością. Twórcza niemoc. Jeszcze nie ma imienia, ale ostatnio trochę się u mnie zasiedziała. Są różne sposoby, żeby ją przegonić, lecz nie zawsze ich zastosowanie kończy się sukcesem. Niedawno odkryłam jednak metodę idealną – drugi człowiek. Koniecznie taki, który powie głupotę. I to głupotę ciężkiego kalibru, która z całej siły uderzy Cię w twarz. Później trzeba cierpliwie przeczekać falę największych emocji, a potem spokojnie zacząć pisać.

 

Człowieku, który stwierdziłeś, że w dzisiejszych czasach każdy może skończyć studia i dlatego rodzice mieszkający na wsi wysyłają swoje dzieci na uczelnie wyższe w miastach, żeby były „kimś”, posłuchaj! Teraz to ja mam swoje pięć minut! Odpowie Ci studentka pochodząca z miejscowości, której nazwy i tak nie zapamiętasz, a która wybrała studia w Warszawie, bo takie miała marzenie. I nie chce być „kimś”, bo to puste określenie, równie puste, jak Twoje wyobrażenie o ludziach z małych miejscowości. Będzie tym, kim zechce, ponieważ ma to, o czym Ty możesz tylko pomarzyć – otwarty umysł i szacunek dla drugiego człowieka! I już nawet nie jest mi smutno, że w 2018 roku trzeba jeszcze komukolwiek tłumaczyć, iż świat nie jest czarno-biały, tylko szary i (na szczęście) trochę kolorowy. Jestem tym zwyczajnie zmęczona i poirytowana.

 

STEREOTYPY – WALKA Z WIATRAKAMI?

Od dziecka, jak każdy człowiek, zderzam się z ludzką mentalnością. Od dziecka jej też nie rozumiem. Pewnie dlatego, że jest mi obojętne, kim jest osoba stojąca przede mną. Liczy się wyłącznie to, w jaki sposób traktuje mnie i otoczenie. Mógłbyś być czarnoskórym homoseksualistą, wyznającym wiarę w Latającego Potwora Spaghetti, a nie powiedziałabym złego słowa o Tobie, jeśli byłbyś po prostu dobrym (czyt. zachowującym się po „ludzku”) człowiekiem. Niektórzy, po przeczytaniu słów „czarnoskóry homoseksualista”, odpuścili dalszą lekturę. Cóż, ich strata… Tym bardziej nie mogę zrozumieć sztucznego i krzywdzącego podziału: miasto = inteligencja, wieś = zaścianek. Skąd się to bierze? Właśnie ze stereotypów.

Stereotypy towarzyszą nam od najmłodszych lat i dlatego są wyjątkowo podstępne. Traktujemy je jako coś normalnego, a przez to rzadko zauważamy, że w danej chwili się nimi kierujemy. Ich główną wadą jest zamykanie reprezentantów jakiejś grupy społecznej w sztywnych ramach naszych wyobrażeń. Przypisujemy pewnym ludziom określone cechy, nieraz noszące znamiona hiperbolizacji, kategoryzujemy, a w końcu „przypinamy łatkę”. W polskim społeczeństwie głęboko zakorzeniony jest stereotypowy obraz osoby pochodzącej ze wsi. Często mówi się, że jest to ktoś o konserwatywnych poglądach, ograniczony, wręcz ksenofobiczny, kto nie umie odnaleźć się w świecie, nie zna języków obcych, jego dzieci gorzej się uczą, nie mają perspektyw, a ich wiedza znacznie odstaje od tego, co umieją rówieśnicy z miasta. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo możemy się na takim myśleniu „przejechać”.

Walka ze stereotypami jest bardzo trudna, ale jednak możliwa. Już samo uświadomienie sobie, iż w danej sytuacji kieruję się jakimś uproszczonym schematem, jest połową sukcesu. Na samym początku trzeba się pilnować, ponieważ nadal biorą górę utarte przyzwyczajenia, ale z każdym kolejnym krokiem jest łatwiej. Najważniejsze to podchodzić do nowo poznanej osoby jak do kogoś interesującego, z kim chcemy zawrzeć znajomość i być może czegoś się od niego nauczyć. Jeśli okaże się, że poglądy czy sposób bycia tej osoby nam nie odpowiadają, to zawsze można zerwać z nią kontakt. Jednak wtedy robimy to dlatego, że nie zgadzamy się z tym, co robi, mówi, jak się zachowuje, a nie ze względu na jej pochodzenie.

ZE WSI = GORSZY?

Kiedy chodziłam do szkoły podstawowej, bardzo popularny był portal „Nasza Klasa”. Wielu moich znajomych się na nim rejestrowało. Część z nich w rubryce „miejscowość” wpisywała Kielce – najbliższe naszej wsi większe miasto, kojarzone w całej Polsce. Z ciekawości pytałam ich, czemu nie wpiszą prawdziwej nazwy miejsca zamieszkania albo dlaczego nie zostawią po prostu pustego pola. Wszyscy zgodnie odpowiadali: „bo to wstyd mieszkać na wsi”. Zobaczcie, jak bardzo – już na etapie dzieciństwa – jest w nas zakorzeniony stereotyp pochodzenia. „To wstyd”, czyli nieważne, jakim jesteś człowiekiem, tylko skąd jesteś. Skoro „wstyd”, to już na starcie skreśla Cię reszta społeczeństwa, a właściwie skreślasz sam siebie, bo w końcu to Twoje słowa.

Do 16. roku życia mieszkałam na wsi i nigdy na to nie narzekałam, przynajmniej w tamtym czasie. W szkole podstawowej nie zastanawiałam się, jak to będzie dalej i co zrobię ze swoim życiem. Po prostu żyłam, aż pewnego dnia przyszły marzenia… Wtedy zderzyłam się z rzeczywistością. Boleśnie. A to na jakimś konkursie usłyszałam, że dzieci ze wsi nie znają języków obcych, źle się uczą i mają mniejszą wiedzę ogólną od rówieśników z miasta, a to ktoś mi powiedział, iż w mieście sobie nie poradzę, a w ogóle to wymyślam, bo kto to widział mieć „takie marzenia” w tym wieku, a jeszcze ta wieś… („No weź, dziewczyno, zejdź na ziemię!”). Identyczne stereotypy słyszę do dzisiaj. Już nie bolą, są po prostu śmieszne. W tym momencie znam cztery języki obce, z których tylko jednego nauczyłam się po 16. roku życia, czyli po zamieszkaniu w mieście. Interesuje mnie lingwistyka – od zawsze! Nie można mi więc zarzucić, że znam je „piąte przez dziesiąte”! Nigdy nie czułam się głupsza czy gorsza od „dzieci z miasta”. Na studia poszłam z ogromnym bagażem wiedzy i bez żadnych problemów byłam (i jestem) w stanie wykorzystać ją w praktyce. Interesuję się wieloma dziedzinami – od nauk humanistycznych, przez społeczne, po ciekawostki z zakresu nauk ścisłych, w szczególności biologii i medycyny – co oznacza, że z wiedzą ogólną nie jest tak źle, jak myślą niektórzy. W czasie studiów dostawałam się na wszystkie upatrzone praktyki, pomimo niemałej konkurencji. Właśnie zaczęłam stawiać pierwsze kroki w naukowym świecie, dość wcześnie jak na standardy uniwersyteckie, co skutkuje tym, że wszędzie jestem „tą najmłodszą prelegentką/autorką”. Gdzie te wszystkie wymienione stereotypy? Dlaczego ktoś chciał mnie zamknąć na całe życie na małej przestrzeni nazywanej wsią? Dlaczego ludzie boją się marzyć i odpuszczają? Wmawia się im, że są bez szans, że już zawsze będzie tak samo, że muszą się pogodzić z tym, jak i gdzie zaczęło się ich życie, dostosować się, bo inaczej nie będzie. BZDURY!

W gimnazjum zamarzyło mi się napisanie doktoratu. W czasie, w którym młodzież zastanawia się, gdzie zapalić papierosa, żeby nie zostać nakrytym przez nauczyciela, w mojej głowie powstawały odrealnione (i dla większości zapewne śmieszne) plany. Wystarczyłoby przecież tylko to, że uwierzyłabym we wszystko, co usiłowano mi wmówić na temat „dzieci z małych miejscowości” – tak niewiele, żeby odpuścić. Teraz, gdy minęło ładnych kilka lat i robię to, co kocham, zastanawiam się, ilu moich rówieśników wtedy zrezygnowało, ilu mogłoby wieść teraz zupełnie inne życie, tak nierealne dla ludzi myślących stereotypami…



Niech ten felieton będzie przestrogą dla każdego, kto, przytłoczony zdaniem innych, powoli podejmuje decyzję o rezygnacji z własnych ambicji i planów. To Twoje marzenia i Twoje życie. Naprawdę chcesz poświęcić je w imię czyichś wyobrażeń? Nie jest ważne, skąd pochodzisz, tylko co sobą reprezentujesz, bo to, że „ze wsi”, nie oznacza „gorszy”. Możesz być częścią nobliwej i szanowanej rodziny, a zachowywać się jak ostatni… (no właśnie!). Możesz być ze wsi i dążyć do czegoś wielkiego. Pamiętaj, że życie bardzo rzadko toczy się zgodnie z prawami logiki. Decyzja należy do Ciebie!

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.