FB Twitter

Z ziemi włoskiej do Polski…

| 0 komentarzy

Zastanawialiście się kiedyś, co myślą o nas nasi południowi „znajomi”? Jak nas postrzegają, dlaczego szanują, a które polskie cechy nieustannie ich denerwują? Nie? To naprawdę warto zacząć!

Gdy wybierałam filologię włoską, nie miałam pojęcia, że kierunek ten otworzy mi oczy i uwrażliwi na wiele, jakby się mogło wydawać, codziennych zjawisk. Kultura, a zwłaszcza kuchnia Półwyspu Apenińskiego już dawno opanowała każdy zakątek globu. Jej prostota i minimalizm ujęły za serce także niejednego polskiego kucharza. To dlatego w stolicy (Ba! Całej Polsce!) mamy tyle włoskich restauracji, barów i kawiarni. Słownictwo również bardzo szybko – przede wszystkim dzięki kuchni – dostało się do naszej świadomości i trwale zapuściło w niej korzenie. Powiedzmy sobie szczerze, kto dziś wyobraża sobie świat bez pizzy czy spaghetti? Te dwa popularne słowa są nam doskonale znane, być może także ze względu na prostą wymowę. Nie zawsze jednak jest to takie łatwe. Wystarczy wybrać się do jednej z warszawskich restauracji, której właścicielem nie jest italiano vero i wziąć do ręki menu, aby dostrzec, iż poszczególne nazwy włoskich dań napisane są z błędami. Wędrując wśród kolejnych zasad gramatyki i pisowni, coraz częściej uświadamiałam sobie, że dawniej nieprawidłowo wymawiałam dane słowo. Nierzadko powstawały przy tym niezwykłe hybrydy, takie jak „gnoczi”, „lambordżini”, czy „tagjatelle”. Obecnie natychmiast zauważam i poprawiam błędy. W filologicznym gronie krążą natomiast, słynne już wręcz, przekręcenia włoskich wyrazów wypowiadanych za pomocą połączenia języka angielskiego z polskim.

W życiu każdego studenta przychodzi taki moment, w którym zaczyna dawać mu się we znaki zmęczenie, czasem nawet zrezygnowanie. Pojawia się on najczęściej, gdy musi zrealizować zupełnie nowe, trudne zagadnienia. Mój kryzys trwał jednak bardzo krótko, podobnie jak katar, a zwalczyłam go pięcioma dniami spędzonymi nigdzie indziej, jak w słonecznej Italii. Zaledwie kilka dni w towarzystwie południowców przypomniało mi, dlaczego postanowiłam uczyć się tego niezwykle melodyjnego języka i dało przysłowiowego kopa do działania w kolejnych latach. Filologia włoska to nie tylko język, lecz także kultura, tradycja, zwyczaje i, przede wszystkim, kuchnia. Odwiedzić Włochy i nie spróbować przynajmniej jednego z typowych dań – to zbrodnia. Nawet, jeśli nie możemy spędzić w tym kraju zbyt wiele czasu, obowiązkiem jest wydzielenie przynajmniej dwóch godzin, aby spokojnie, bez zbędnego pośpiechu posmakować tutejszych potraw. Siedząc w rodzinnej trattorii przy drewnianym, podstarzałym stoliku, „ubranym” w kraciastą ceratę, próbując spaghetti alla carbonarra czy margharitty, popijając prosecco z bąbelkami i obserwując ludzi w codziennym biegu, możesz oddać się przyjemnej kontemplacji otoczenia. Kuchnia ściśle łączy się z samym językiem, ponieważ jest ulubionym tematem rozmów dla mieszkańców „buta”. Dlatego na samym początku warto opanować słownictwo związane z jedzeniem. Gdy uprzejmie zamówisz swoje danie po angielsku, włoscy kelnerzy na pewno obdarzą Cię niejednym uśmiechem i sympatią. Składając zamówienie po włosku – skradniesz ich serca.

Umiejętność porozumiewania się w innym języku ma wiele zalet: zapamiętywanie poszczególnych słów rozwija pamięć, gramatyka –  uczy logicznego myślenia i umiejętności wykorzystywania pewnych systemów, a tworzenie tekstów kształtuje styl pisania i wypowiedzi. Tubylcy postrzegają Cię wtedy z mieszaniną sympatii i podziwu. Zwłaszcza Włosi, którzy nie chcą uczyć się innych języków lub nie mają takiej możliwości. Podczas jazdy czy to warszawskim, czy mediolańskim metrem, słysząc włoską mowę po pewnym czasie zauważasz, że zrozumienie jej nie sprawia trudności. Dzięki temu możesz lepiej poznać samych mieszkańców Włoch, ich przekonania i opinie, które niekoniecznie zdradziliby cudzoziemcowi w bezpośredniej rozmowie. Bardzo często można dowiedzieć się równie ciekawych, co zaskakujących rzeczy nawet na swój temat! Pomaga to również w spełnianiu drobnych uprzejmości, takich jak wskazanie drogi czy wymiana pozdrowień.

W tym tekście chciałabym przede wszystkich zachęcić do nauki języków. Oczywiście nie musi być to mowa Włochów. Na świecie istnieje około 7000 języków, w tym mnóstwo odmian, jakimi są dialekty, dlatego wybór jest ogromny. Nie ważne czy będzie to francuski, niemiecki, angielski, hiszpański, chiński czy suahili. Zacznij od wybrania kraju, który najbardziej Cię fascynuje, gdyż, poza samą nauką, celem jest również odwiedzenie danego państwa i doświadczenie niezwykłego uczucia jakim jest dyskusja z mieszkańcami w ich ojczystej mowie. Warto uczyć się języków obcych – w ten sposób możemy się rozwijać i uczyć „anielskiej” cierpliwości. Allora, iniziamo a imparare?

 

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.