FB Twitter

Wszystkie wyzwolenia Ar-Rakki

| 0 komentarzy

W piątek rano rozpoczął się Warszawski Festiwal Filmowy. Tego dnia zależało mi przede wszystkim na pokazie filmu Miasto duchów w reżyserii Matthew Heinemana.

W Ar-Rakce wszystko zaczęło się wraz z arabską wiosną. „Precz z dyktaturą” – napisały dzieci na murze szkoły. Zatrzymano je i torturowano – to wydarzenie stało się punktem zapalnym dla wybuchu rewolucji w styczniu 2011 roku. Przeciwko rządom Baszszara al-Asada protestowali wszyscy razem, zjednoczeni mieli w sobie siłę. Ar-Rakka była pierwszym miastem, które obaliło reżim dyktatora. Jednak już w 2014 roku, wraz z wejściem bojowników, stało się stolicą Państwa Islamskiego. Główny plac Ar-Rakki szybko zamieniono w miejsce egzekucji. Mówiono wtedy dużo o wrogach wiary. Wbijano głowy na pal, przybijano do krzyży. Ludzie dołączali do ISIS; do grupy walecznych, którym pozostał choć cień życia albo na ziemi, albo w wyśnionym raju. W krótkim czasie w wyniszczonym bombardowaniami i szukaniem zdrajców mieście nie było już czego zabraniać. Jednak nawet w tej twierdzy, która zabija od środka, narodził się opór. By dokumentować sytuację w mieście i przekazywać wiadomości poza Syrię, utworzono platformę „Raqqa is being slaughtered silently”, której założyciele zmuszeni byli potem wyjechać z ojczyzny.

Każdy z bohaterów filmu stracił kogoś lub coś. Operator ogląda często nagranie z egzekucji ojca. Przed śmiercią z rąk bojowników ISIS wypowiedział słowa: „Pilnujcie, co robią wasze dzieci”. Młody dziennikarz, Ahmed, stracił brata, gdy ten próbował wydostać się z Syrii. Jego łódź zatonęła. Matematyk, który nie zna się na ortografii, ma żonę. „Nie mogę stracić nikogo” – powtarza. Ogląda czasem film z wesela, tego lata było jeszcze normalnie. Azylu udzielono im w Niemczech. Ale i tam nie jest bezpiecznie. Znaleźli już adres Ahmeda, groźby wrzucają do jego skrzynki. Mimo propozycji niemieckiej policji, ten odmawia ochrony. Jego przyjaciele, którzy zginęli, nie mieli takiej możliwości, w Ar-Rakce zostali sami. „Bojownicy, islamskie lwy – znajdźcie ich” – głoszą tuby ISIS. Ich mentora zabili na stambulskiej ulicy w środku dnia.

To media są siłą ISIS. Bojownicy szukają profesjonalnych filmowców. Dzięki nim nabór do grona dżihadystów jest tak duży. Nagrania z walk i pościgów przypominają amerykańskie superprodukcje i gry jak Grand Theft Auto. Propaganda głosi, że w Ar-Rakce żyje się dobrze. Niezależni dziennikarze w ukryciu nagrywają kolejki po żywność i tych, którzy na ulicach głodują i giną pod gruzami budynków. „Czy to nie nasza ulica? Wszyscy zginęli” – komentują relacje z wyniszczonego miasta dziennikarze w Niemczech. Jeden z korespondentów z Ar-Rakki zasłania twarz. Najbardziej boi się, że jego dzieci dołączą do obozów szkoleniowych dla przyszłych dżihadystów. Młodzi wojownicy spacerują po syryjskich miastach, śpiewają piosenki o zabijaniu niewiernych. Noszą flagi ISIS i strzelają do zdrajców. Nie boją się śmierci.

Dziennikarze-uchodźcy czasami żyją zwyczajnie. Obrzucają się śniegiem, śmieją, zakładają rodziny i marzą o ciepłych wieczorach. Nie wiedzą, ile jeszcze przeżyją. Ani kiedy umrą. Przed kamerami obnażają zatem najdelikatniejsze części swojego życia, swoje wzruszenia, cierpienia, niepewności. Pokazując twarz dają sygnał, że nie dadzą się zastraszyć. W filmie Heinmana wkraczamy w intymne życie ludzi o krok od śmierci, którzy nie mają już nic do stracenia. Ich żal i cierpienie są realne, niezapośredniczone przez opinie znawców konfliktów i społeczeństw. To oni przez swoje życie opowiadają historię Ar-Rakki i syryjskiej wojny.

„Wszędzie jest źle. Ale w niektórych miejscach jeszcze gorzej” – mówią goście dziennikarskiej gali. Mają rumiane twarze, noszą drogie garnitury, są uprzejmi i grzeczni. Lubią przykładnie rozmawiać o cierpieniu, trzymają w dłoniach kieliszki drogiego szampana. Wstają, gdy dziennikarze z Ar-Rakki dostają nagrodę. To szczególny wieczór dla nagrodzonych Syryjczyków. Na chwilę bezpieczni przenoszą się do swojego miasta sprzed rewolucji. Z rozgrzanych kamieni wskakiwano wtedy do rzeki, chłopcy wieczorami ścigali się na motorach, brano śluby, trzymano się za ręce, ukradkiem wymieniano pocałunki.

17 października, czyli już po pokazie filmu, Ar-Rakka została wyzwolona z rąk bojowników Państwa Islamskiego. Miasto kontrolowane jest obecnie przez Syryjskie Siły Demokratyczne. Chciałabym wierzyć, że to już koniec cierpień mieszkańców i dziennikarzy. Nie wiem, czy mam jednak w sobie tyle wiary.

***

W tamten piątek między Złotymi Tarasami a Pałacem Kultury stał prorok. Mówił, że musimy wybrać – albo być z Bogiem, albo umrzeć w piekielnych męczarniach. Byłam przerażona, gdy chwilę później w kinie usłyszałam podobne słowa z ust proroków Państwa Islamskiego. „Stańcie z nami, wtedy wieczność będzie dla was rajem, nie męką” – krzyczeli. Nie pozostawiali alternatywy – by udowodnić, jak bardzo są poważni, wyjmowali broń. Choć czynów obu proroków nie można porównywać, myślę, że właśnie jednostronnych rozwiązań i braku wyboru powinniśmy obawiać się najmocniej. Niezależnie od ust, które wymawiają groźby w imię wiary.

Autor: Maria Dybcio

Studentka stosowanych nauk społecznych, ?prawie? absolwentka studiów wschodnich. Wielbicielka literatury faktu i Polskiej Szkoły Filmowej. Zafascynowana Kaukazem i Bałkanami. Zakochana we wszystkim, co warszawskie. Dla SEDNA odkrywa nieznane zakątki Warszawy i śledzi aktualne festiwale filmowe.

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.