FB Twitter

GDY ROZUM ŚPI, BUDZĄ SIĘ DEMONY…

| 0 komentarzy

To jedna z tych książek, które na długo pozostają w pamięci czytelnika. I może nastręczałoby to mniej problemów, gdybym miała przed sobą kolejny kryminał czy thriller z wymyśloną fabułą, a nie książkę, którą napisało życie. Mowa tu o powieści  „Bestia. Studium zła” autorstwa polskiej dziennikarki i reporterki Magdy Omilianowicz.

Z pozoru zaczyna się niewinnie – od przemyśleń głównej postaci. Czytelnik od razu poczuje się nieswojo. Niby zwykłe zdania, a tak bardzo niepokojące. Z każdą kolejną stroną jest tylko gorzej. I nie chodzi mi tu bynajmniej o styl autorki, ale o historię, którą ona odtwarza, a właściwie o człowieka, którego życie opisuje. Dziś nazywają go „Wampirem z Bytowa”. Poznajcie Leszka Pękalskiego, przed którym na przełomie lat 80. i 90. XX wieku drżała cała Polska.

Urodził się w 1966 roku w PGR-owskiej wsi – Osiekach Bytowskich. Miał siostrę bliźniaczkę, z którą nigdy nie umiał znaleźć wspólnego języka. Jego matka była robotnicą rolną, pracującą przy wypasie krów. W pracy poznała przyszłego ojca Leszka – żonatego mężczyznę, który nigdy nie uznał córki ani syna. Lekko upośledzony umysłowo chłopak był w dzieciństwie miejscowym popychadłem. Wszyscy wytykali go palcami, szydzili z niego i śmiali się, czego szczerze nie znosił. Matka jawnie okazywała mu niechęć. Zarówno ona, jak i babcia chłopca piły i biły go, a ten rozładowywał agresję na zwierzętach. Przez całe dzieciństwo tułał się po domach dziecka. Namiastkę miłości odnalazł dopiero w placówce prowadzonej przez siostry zakonne. Pobyt w niej do dzisiaj wspomina bardzo dobrze.

Czytelnik nieznający historii Leszka Pękalskiego może nawet przez chwilę odczuje współczucie – przecież każdy z nas chciałby dobrze wspominać pierwsze lata życia. Trzeba przyznać, że młody chłopak nie miał łatwo, że brakowało mu kogoś, kto przekazałby mu podstawowe wartości, kształtujące moralnie i społecznie dojrzewającego człowieka. Zamiast tego Leszek doświadczył przemocy, niezrozumienia, a poza tym coraz bardziej zamykał się w sobie.

W szkole chłopak, mimo iż był opóźniony w rozwoju, bardzo dobrze radził sobie z geografią. Miał doskonałą pamięć – potrafił odtwarzać nazwy miejscowości wraz z ich położeniem, umiał czytać mapy, orientował się w terenie (nawet będąc w lesie), znał rozkłady jazdy autobusów i pociągów, uwielbiał podróżować. Przesiadywał godzinami nad mapami Polski i świata, bo stanowiły one dla niego namiastkę podróży. Poza tym był małomówny, nie rzucał się w oczy, nikt nie poświęcał mu większej uwagi, gdyż zachowywał się tak, jakby go nie było.

W miarę jak dojrzewał, narastała w nim chęć znalezienia sobie żony. W pewnym momencie stało się to wręcz jego obsesją. Podchodził do obcych kobiet i bez ogródek się im oświadczał. Pisał nawet do biur matrymonialnych. Dostał jedną odpowiedź – dziewczyna go wyśmiała. Inne, które poprosił o rękę, też z niego szydziły. Pękalski nie dbał o siebie, chodził cały czas w tym samym, niepranym ubraniu, nie mył się, nie czesał włosów, poruszał się w charakterystyczny sposób, tzw. „kaczym chodem”. Nie był dla kobiet atrakcyjny pod jakimkolwiek względem, dlatego wszystkie zgodnie mu odmawiały, a w nim wzrastała złość, która w końcu – skumulowana – wybuchła.

Nie wiadomo właściwie, kiedy Leszek Pękalski zabił po raz pierwszy. Prokuratura próbowała udowodnić mu 17 morderstw między 1984 a 1992 rokiem, finalnie skazano go jednak na 25 lat więzienia tylko za jedno. Mężczyzna przyznawał się do 67 zabójstw, ale jego relacje były pełne sprzeczności – twierdził, że jest winny, a później odwoływał swoje słowa. Na sali sądowej wycofał się ze wszystkich wcześniejszych wyjaśnień. Do tej pory „Wampir z Bytowa” pozostaje największą powojenną zagadką polskiej kryminalistyki. Do dzisiaj nie wiadomo, ile osób zaatakował i ile udało mu się zabić.

W czasie trwającego prawie cztery lata śledztwa przebywający w areszcie Leszek Pękalski sporządzał notatki o zbrodniach, które rzekomo popełnił. Każdy opis zawierał dokładne szczegóły (jak np. sposób ułożenia zwłok, ubranie ofiary czy miejsce przecięcia paska od spodni), które – według opinii śledczych – mógł znać tylko sprawca. Do zapisków dodawał pełne detali rysunki. Potrafił opisać, jak wyglądało mieszkanie ofiary, a nawet to, jakie obrazy wisiały na ścianie. Korzystając z notatek „Wampira” policjanci stworzyli mapę, zaznaczając miejsca, które opisywał. Zaznaczenia pokryły się z miejscami, w których znaleziono zwłoki ofiar. Było ich dokładnie 67.

Pękalski zupełnie przypadkowo wybierał swoje ofiary. Śledził i obserwował je albo atakował bez przygotowania. Działał głównie nocą, w ustronnych miejscach – zazwyczaj w lesie lub na odludziu. Zabijał po to, by zaspokoić swój popęd seksualny. Denerwował się, gdy ofiary krzyczały i szarpały się, dlatego je mordował. Mimo iż nie był dobrze zbudowany i – jak na mężczyznę – niski, to jednak niezwykle silny. Często pierwszy cios okazywał się śmiertelny.

Leszek Pękalski nie wzbudzał w ludziach strachu, ale raczej współczucie i litość. Mówił o sobie, że jest biedny, upośledzony, pokrzywdzony, opowiadał o traumatycznym dzieciństwie. Właśnie w ten sposób w czerwcu 1991 roku zwabił do siebie 17-letnią Sylwię, pracownicę sklepu w Jezierzach, która zlitowała się nad mężczyzną i dwukrotnie przyniosła mu jedzenie do lasu, w którym tymczasowo zamieszkiwał. Prawdopodobnie przyniosłaby i trzeci raz, lecz 26-letni wówczas „Wampir” był szybszy. Na trop mordercy wpadła zupełnie przypadkowo sekretarka, która pracowała w bytowskiej komendzie. Przeglądała ona akta Pękalskiego, skazanego kilka miesięcy wcześniej na dwa lata w zawieszeniu za gwałt na starszej kobiecie pochodzącej z jego miejscowości. Kobieta po otrzymaniu ciosu od napastnika udała martwą i tylko dzięki temu przeżyła. Sędzia uznał, że mężczyzna, z uwagi na upośledzenie umysłowe, nie jest szkodliwy i nie musi być izolowany od społeczeństwa.

W czasie wizji lokalnych „Wampir” szczegółowo opowiadał, w jaki sposób zabijał i gwałcił ofiary. Swoich czynów nigdy nie nazywał zbrodnią. Mówił: „miałem zdarzenie”, „zagrażałem”. Poza tym czuł się ważny i ciągle podkreślał, że jest sierotą, nie można się z niego śmiać i że chorzy psychicznie, a za takiego się uważał, nie trafiają do więzienia. Jak tylko zauważył, że śledczym zależy, aby mówił o zabójstwach, zaczął stawiać wymagania. Na wizje lokalne jeździł tylko wtedy, gdy wcześniej podano mu obiad (czasem nawet dwa), a z dziennikarzami spotykał się wyłącznie, jeśli przynieśli mu ze sobą jedzenie i gazety pornograficzne. Gdy był najedzony, chętnie opowiadał o tym co robił. Zgodnie z tym, co ustalili śledczy, zabijał również tylko wtedy, gdy miał pełen żołądek.

„Wampir” podróżował pociągami i autobusami po całej Polsce. Ofiarom zabierał cenne przedmioty, które później sprzedawał, aby mieć pieniądze na kolejne krwawe podróże. Okazał się dla organów sprawiedliwości trudnym przeciwnikiem. W pewnym momencie zaczął kłamać – przyznawał się do zbrodni, których dokonano w tym samym czasie w różnych miejscach. W trakcie śledztwa odkryto, że jego ofiarami były nie tylko kobiety w różnym wieku, lecz także mężczyźni oraz niemowlę, chociaż przyznanie się do winy i wyjaśnienia dotyczące porwania dziecka Pękalski odwołał, gdy dowiedział się, co robi się w więzieniu pedofilom.

Biegli psychiatrzy nie stwierdzili u „Wampira” choroby psychicznej. Według nich ujawnia on „poziom rozwoju intelektualnego mieszczącego się na pograniczu upośledzenia umysłowego stopnia lekkiego”. Gdy dokonywał zbrodni, był świadomy tego, co robi. Miał wyjść na wolność pod koniec 2019 roku, lecz słupski sąd skrócił mu karę do grudnia 2017. Na jego rodzinną miejscowość padł blady strach, choć sam Pękalski nie ograniczał się jedynie do zabijania na „swoim” terenie. 19 czerwca 2017 roku Sąd Okręgowy w Gdańsku, kierując się opinią biegłych psychiatrów, zadecydował o objęciu „Wampira z Bytowa” Ustawą o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób, znaną szerzej pod nazwą „Ustawa o bestiach”. Pękalski bezskutecznie odwoływał się od decyzji sądu. Do końca życia będzie izolowany od społeczeństwa, gdyż istnieje prawdopodobieństwo, że po wyjściu na wolność znów zabije. Zostanie przeniesiony do Krajowego Ośrodka Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie na Mazowszu. Od 2014 roku trafiają tu sprawcy najpoważniejszych przestępstw, którzy zakończyli już karę więzienia, ale stanowią zbyt duże zagrożenie dla otoczenia. Wielu przestępców przebywa tu na obserwacji, aby biegli mogli sprawdzić, czy po zakończeniu kar mogą wyjść na wolność.

Od września 2017 roku policjanci z zespołu do spraw zabójstw niewykrytych, nazywanego potocznie Archiwum X, sprawdzają, czy z pomocą nowoczesnych technik kryminalistycznych można udowodnić Leszkowi Pękalskiemu inne zbrodnie, do których się pierwotnie przyznał. Do dzisiaj nie znaleziono ich sprawców.

Autorka książki bardzo obrazowo opisuje sposób działania i motywację sprawcy, tworząc w ten sposób portret psychologiczny jednego z najsłynniejszych polskich morderców. Zajmowała się sprawą przez 23 lata. Przeczytała 72 tomy akt, co, jak sama przyznaje, musiała potem odchorować. Z uwagi na stopień okrucieństwa Pękalskiego pomija w książce wiele drastycznych szczegółów. Dziennikarka zdecydowała się nawet przeprowadzić wywiad z „Wampirem z Bytowa” w trakcie odbywania przez niego kary pozbawienia wolności. Zbrodniarz zapytany o to, czego żałuje, stwierdza, że darowania życia starszej kobiecie, którą zgwałcił, bo przez nią policja wpadła na jego trop. Gdyby nie ona, to być może mógłby nadal cieszyć się wolnością.

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.