FB Twitter

Dzieciństwo

| 2 komentarze

Wiedziałam, jak ciężko jest być córką ludzi, którzy cię nie dostrzegają, nawet jeśli stoisz przed nimi i tupiesz nogą.

Laurie Halse Anderson

Dzieciństwo, czyli okres poznawania świata i niedocenionej możliwości przesypiania całego dnia, większości z nas kojarzy się dobrze.

Człowiek docenia wraz z wiekiem lekcje wyniesione z domu, a rodzice stają się niezastąpionym autorytetem. Mimo wielu kłótni oraz nastoletnich nienawiści, wracanie do domu jest po prostu przyjemne.

A czego właściwie uczy nas ten niezastąpiony czas beztroski?

Okres dorastania stwarza problemy, z którymi zmagamy się jako dorośli. Kompleksy, zaburzona samoakceptacja i poczucie wartości czy zaburzenia preferencji seksualnych, takie jak homoseksualizm. To właśnie jako dzieci doświadczamy trosk, widzimy obrazy i spotykamy się z reakcjami, z którymi zmagamy się w dorosłym życiu. Relacja rodzic-dziecko, poczucie bezpieczeństwa i stosunek do domu rodzinnego mają bezpośredni wpływ na odbieranie świata, rodziny i więzi międzyludzkich. Homoseksualizm jest często konsekwencją nieprawidłowych, patologicznych więzi matka-syn, ojciec-córka. Zapomina się, że rodzic jest najważniejszą osobą w życiu dziecka, mogąc jednocześnie być sprawcą największych zranień.

Czy jednak da się uniknąć błędów wychowawczych, które jak nie w domu, pojawią się chociażby w szkole?

Zgadzam się z tezą Fiodora Dostojewskiego, który uznał, że podstawową siłą pedagogiczną jest dom rodzinny. Wartości moralne są pierwotnie zakorzenione w domu, przez rodziców, dziadków, rodzeństwo. Przez okres dorastania i dojrzewania kształtuje się charakter i osobowość młodego człowieka. Rodzic jest autorytetem w oczach dziecka, które chce być jak mama czy tata, stąd dziewczynki zakładają ubrania mamy lub malują usta szminką.

Dlatego właśnie często jako osoby dorosłe wybierają podobne zawody, bo od wczesnych lat „nasiąkają” taką rzeczywistością, jaka była w domu, jaka została im przekazana i w jakiej chcą być. Dlatego mówi się, że dzieci lekarzy są lekarzami, prawników – prawnikami itd. Nie jest to kwestia „bo tak jest łatwiej”, a obrazu rodziców, którzy spełniając się, pokazują, jaką cenę ponosi się za spokojne, dobre życie.

Rodzice zbyt surowi, krytyczni czy niezadowoleni wychowują młodą istotę na osobę pozbawioną poczucia własnej wartości, wycofaną i niepewną. To osoba, która w życiu dorosłym będzie szukała uznania i stałej akceptacji w społeczeństwie. To osoba wiecznie rozczarowana, oczekująca pochwał i poczucia bycia wystarczająco ważną. Rodzice niewzbudzający respektu, pozwalający dziecku mówić sobie po imieniu, wychowują młodą istotę na egocentryka, pewnego siebie, pełniącego w społeczeństwie funkcję błazna. To osoba, która ma poczucie, że może wszystko.

Czy w wychowaniu istnieje złoty środek? Jak zatem w sposób prawidłowy przekazać dobro i nauczyć odpowiedzialnego życia?

Aby dorastanie dziecka przebiegło bez większych zaburzeń powinna być równowaga – czyli obraz ojca i matki. Niezwykle ważną kwestią jest podejście indywidualne do Stworzenia. Łatwo można zauważyć to na przykładzie rodzeństwa, chociażby bliźniąt. Jednakowe geny, zupełnie inne osobowości. Należy także wspomnieć, że istotną rolą w kształtowaniu osobowości jest wiara. Wiara, która jest zakorzeniona już od najmłodszych lat. Nie bez powodu rodzice zaprowadzają za rękę dziecko do kościoła, a ono zupełnie nie rozumie, co dzieje się wokół.

Współcześnie proces wychowania jest trudniejszy, bardziej wymagający, gdyż kodeks moralności w danych grupach czy kręgach kulturowych zaciera się. Na przestrzeni ostatnich lat święty etos rodziny został zaniedbany. Zapomina się, że rodzina jest największą siłą budującą społeczeństwo, to gniazdo dobra. Ludzie, którzy kochają się – przekazują życie, mnożą swoją miłość.

Rodzina jest dla człowieka niczym płótno dla artysty. Przelewamy na nie nasze najwspanialsze marzenia. Kreślimy je często w sposób niedoskonały i nieudolny, ale wszyscy jesteśmy przecież zaledwie amatorami w sztuce życia. Jeśli jednak nie skupiamy się na roztrząsaniu własnych pomyłek, z czasem powstają w ten sposób prawdziwe arcydzieła. Z czasem uczymy się także, że to nie piękno końcowego efektu godne jest najwyższej pochwały, lecz wysiłek, jaki wkłada się w jego malowanie.

Richard Paul Evans

omentarzy

  1. „Rodzice niewzbudzający respektu, pozwalający dziecku mówić sobie po imieniu, wychowują młodą istotę na egocentryka, pewnego siebie, pełniącego w społeczeństwie funkcję błazna. ”
    Myślę że zupełnie źle przestawiłaś tą myśl, wynika z niej, iż dzieci powinny mówić do swoich rodziców per pan, pani, co oczywiście jest skrajnością w zupełnie odwrotną stronę.

    „…podejście indywidualne do Stworzenia.” Co masz na myśli ? Biblijne stworzenie ? Co ono ma do wychowywania dzieci ?

    „Współcześnie proces wychowania jest trudniejszy, bardziej wymagający, gdyż kodeks moralności w danych grupach czy kręgach kulturowych zaciera się.”
    Skąd tak daleko idące wnioski ? Myślę, że statystyki przemawiają na niekorzyść tej tezy t.j. wskaźnik przestępczości wśród nieletnich. Podparłaś się tutaj stwierdzeniem „… w danych grupach…” no cóż, zawsze istnieje jakiś margines społeczny, ale jak ma się to od reszty tekstu? Myślę, że podciąganie czegoś tak silnego jak moralność pod relacje rodzinne nie jest odpowiednie. Słowo moralność ma zbyt szeroką interpretacje.

    Ostatni akapit to wisienka na torcie, ” jesteśmy przecież zaledwie amatorami w sztuce życia” – daj spokój… większego banału nie dało się napisać ?

    Wybacz moją krytykę ale tekst po prostu nie podobał mi się, banalne rzeczy próbują być przedstawione patetycznie, przerost formy nad treścią. Muszę jeszcze przyczepić się do podpisu pod tekstem, cały artykuł to cytat z książki tego pana czy jak ?

    • Zacznę od stwierdzenia użytego przeze mnie „stworzenie”. Nie jest to odwołanie się do Biblii a jedynie zaczerpnięcie słownictwa, które określa nie tylko człowieka, ale także roślinność, zwierzęta. Użyłam tego określenia w celu uniknięcia powtórzeń w artykule.

      „Współcześnie proces wychowania jest trudniejszy, bardziej wymagający, gdyż kodeks moralności w danych grupach czy kręgach kulturowych zaciera się.”

      Moralność to zbiór zasad, które określają co jest dobre, a co złe. Spójrzmy na kilka lat wstecz, przykład: homoseksualizm. Jeden z większych tematów tabu, jednoznacznie określany jako zło. Obecnie? Zupełnie inne spojrzenie na ten temat, dla jednych zło, dla drugich (nawet większości) nie jest to nic gorszącego, wstydliwego. A jak odnosi się to do wychowania dzieci? Jak wytłumaczyć dziecku, że coś jest złe, żyjąc w tak otwartej kulturze i tolerancji, która dopuszcza i godzi się na pewne procesy. Zło i dobro stało się subiektywne i często wynikające z wiary. Brak tutaj skonkretyzowania co jest dobre/złe, oczywiście nie mówiąc o kwestiach bezspornych, takich jak zbrodnie, kradzież.

      Jesteśmy przecież zaledwie amatorami w sztuce życia – a czy życie nie jest sztuką? Czy w swoim postępowaniu jesteś bezbłędny? :)

      Konstruktywna krytyka zawsze mile widziana, więc komentarz czytałam z uśmiechem na twarzy :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.