FB Twitter

KRĄG DEVE’A EGGERSA – PRZYPOWIEŚĆ O PRZYSZŁOŚCI?

| 0 komentarzy

„Można kontrolować większość tego, co każdy widzi i wie. Gdy się chce ukryć jakąś informację, wystarczą dwie sekundy. Gdy się chce kogoś zniszczyć, wystarczy pięć minut.”

Ta książka wpadła mi w ręce podczas bezcelowej przechadzki między regałami BUW-u. Jej pomarańczowa okładka w intensywnym, wręcz neonowym, kolorze skutecznie przyciąga wzrok czytelnika. Opis z tyłu początkowo zasugerował mi, że będzie to kolejna powieść o tym, jak istotnym zagrożeniem może być powszechny dostęp do informacji, szczególnie tych, które wiążą się z naszym życiem prywatnym. W tej konkretnej książce było jednak „coś”, co nie pozwoliło mi odłożyć jej z powrotem na półkę. Szybko przekonałam się, czym było to „coś”…

Główna bohaterka, Mae Holland, rozpoczyna pracę w największej i najbardziej wpływowej firmie internetowej na świecie – Circle. Znaczną powierzchnię kilkusethektarowego kampusu zajmuje sam biurowiec, wokół którego rozciągają się ogrody z wydzielonymi miejscami na odpoczynek, scenami koncertowymi i namiotem cyrkowym. W samej siedzibie Circle znajdziemy nie tylko biura i pomieszczenia pracownicze, lecz także basen, siłownię, pokoje hotelowe dla pracowników, internat pracowniczy (który stale jest rozbudowywany, by w przyszłości pomieścić wszystkich zatrudnionych w Circle), sklepy z już opłaconym towarem (tym sposobem pracownik może go sobie po prostu wziąć, nie płacąc), pomieszczenia z darmowymi ubraniami, butami i akcesoriami (niedostępnymi jeszcze na rynku) od najbardziej znanych projektantów, gabinety lekarskie i szpital, gdzie każdy pracownik jest badany co dwa tygodnie, trzypoziomowa biblioteka zbudowana wokół otwartego atrium czy akwarium, którego główną atrakcją jest rekin, zajmujące całe piętro.

Pomimo nieustannego poczucia monumentalności i wyobraźni szalejącej podczas czytania opisów wyglądu Circle przyznam, że trudno mi było przebić się przez początkowe strony książki. Czytanie porzuciłam na kilka dni, a gdy już do niego wróciłam, zachwyt stopniowo ustępował miejsca zszokowaniu do tego stopnia, że czterysta stron pochłonęłam w jeden dzień. W skrócie opisałabym to tak: główna bohaterka jest niesamowicie podekscytowana każdą nową rzeczą, z którą ma do czynienia w firmie, a czytelnik wręcz przeciwnie – zaczyna zastanawiać się, do czego to wszystko zmierza, po co jest potrzebne i dlaczego Mae nie dostrzega, że robi się co najmniej „dziwnie”.

Pierwsza czerwona lampka zapaliła się w mojej głowie w momencie, w którym nowa pracownica otrzymuje służbowy telefon i tablet, na które zostają zgrane wszystkie pliki z jej starego laptopa i komórki, a ich kopie natychmiast umieszczane są w ogólnodostępnej chmurze w sieci pracowników Circle. Nie są one opatrzone żadnymi hasłami ani innymi zabezpieczeniami, co skutkuje tym, że każdy, jeśli tylko chce, może oglądać prywatne zdjęcia Mae, czytać jej wiadomości, sprawdzać do kogo dzwoniła, i jakie miejsca lubi odwiedzać.

Drugi fakt, który sprawił, że poczułam się nieswojo, jest związany z systemem pracy Mae. Dziewczyna zajmuje się obsługą klienta i na samym początku ma na swoim biurku dwa monitory, a jej głównym zadaniem jest odpowiadanie na pytania przesyłane przez osoby zainteresowane usługami Circle. Każdy klient ma obowiązek oceny jej pracy, a przełożony podczas szkolenia podkreśla, że średnia ocen niższa niż 95 na 100 nie jest już zgodna z ideą firmy i należy zrobić wszystko, by ją podwyższyć. Po tygodniu na biurku Mae stoi już trzeci ekran, który jest połączony z wewnętrznym portalem społecznościowym firmy. Oprócz wykonywania obowiązków związanych ze stanowiskiem pracy, każdy w Circle jest zobowiązany do aktywności w serwisie: zamieszczania postów, zdjęć, komentarzy i reakcji. W firmie istnieje nawet wewnętrzny ranking aktywności pracowniczej, który początkowo nie jest dla Mae ważny. Z czasem jednak priorytetem staje się dla niej zrobienie wszystkiego, by jej nazwisko znalazło jak najwyżej na liście. Dziewczyna nie protestuje, gdy pojawia się czwarty ekran. Nie sprzeciwia się też, gdy dokładane są kolejne. Wyobraźcie sobie, że siedzicie przy biurku przez większą część dnia naprzeciwko kilku monitorów, na których cały czas wyświetla się nieprzerwany strumień informacji do obowiązkowego przeczytania. Taki multitasking w wersji dla zaawansowanych… Tylko czy to przypadkiem nie brzmi absurdalnie?

W pierwszych tygodniach pracy Mae otrzymuje od szefostwa reprymendę za to, że za mało angażuje się w życie towarzyskie firmy. Wydaje się, że personel Circle ignoruje tłumaczenia dziewczyny, która musi odwiedzać chorego na stwardnienie rozsiane ojca i pomagać matce w opiece  nad nim. Mae, początkowo zmuszona przez politykę firmy, a później już z własnej woli, zostaje na terenie kampusu po godzinach, uczestniczy w imprezach organizowanych dla różnych kół tematycznych, aż w końcu przeprowadza się na stałe do jednego z pokoi w internacie dla pracowników. Właśnie ten moment jest granicą, po przekroczeniu której Mae spędza na terenie kampusu każdy dzień i nie kontaktuje się już z nikim innym, oprócz znajomych z pracy.

Świat Circle staje się jeszcze bardziej przerażający, gdy firma wprowadza na rynek kamery SeeChange. Niewidoczne, bo wyglądające jak przezroczyste kulki, możliwe do zainstalowania wszędzie, a dodatkowo odbierające obraz w najwyższej jakości. Początkowo ich stworzenie tłumaczy się potrzebą ochrony praw człowieka – na dowód tego w czasie prezentacji „produktu” pracownicy Circle widzą obraz przechwytywany przez 50 kamer rozmieszczonych na placu Tahrir w Kairze – kolebce egipskiej rewolucji – ukazujących starcie tłumu z żołnierzami. Zdanie wypowiedziane przez twórcę SeeChange: „Dobrze jest wiedzieć dużo, ale lepiej wiedzieć wszystko”, staje się główną dewizą firmy.

Czytając dalej dowiadujemy się, że większość ludzi na świecie założyła profile na serwerach Circle. Zostały one połączone z ich wcześniejszymi profilami w mediach społecznościowych. W taki oto sposób stworzono bazę danych – i tu zaczyna się robić naprawdę nieciekawie. Wystarczy bowiem wpisać imię i nazwisko interesującej nas osoby, by algorytm wyświetlił wszystkie informacje, jakie kiedykolwiek zostały przez nią ujawnione w internecie. Począwszy od tego, gdzie była na wakacjach, po alergię na sierść czy ulubione restauracje, w zależności od tego, co kiedyś udostępniła, napisała albo „zalajkowała”. Wtedy powstają trzy kolejne hasła Circle: Prywatność to kradzież!, Tajemnice to kłamstwa!, Dzielenie się – lek na każde strapienie!, a to następny krok do nowych rozwiązań technologicznych pod przykrywką szeroko pojętego dobra ludzkości i bezpieczeństwa.

Interfejs siatkówkowy, dzięki któremu można wyłowić z tłumu osób skazanych za lekkie i ciężkie przestępstwa (dane są uzyskiwane z rejestrów sądowych na całym świecie), wszechobecne kamery SeeChange oraz program „Przejrzyści”, czyli ludzie, którzy „nie mają nic do ukrycia” – to przyszłość według Circle. Jedną z „przejrzystych” staje się Mae. Dobrowolnie zgadza się na noszenie kamery, która rejestruje każdy jej ruch i każde słowo. Obraz i dźwięk są bezpośrednio transmitowane na stronach Circle i oglądane przez miliony widzów na całej kuli ziemskiej. Mae może wyłączyć kamerę i mikrofon tylko podczas wizyty w toalecie – na ograniczony, trzyminutowy czas – oraz po godzinie 22:00. Okazuje się, że ludzie chcą wiedzieć o sobie wszystko i niezmiernie ciekawi ich życie innych.

W Circle zaczynają pojawiać się pomysły, by z pomocą prawa zmusić do posiadania konta na serwerach firmy tych, którzy go jeszcze nie mają, ponieważ to oznacza, że najprawdopodobniej coś ukrywają, a przecież Prywatność to kradzież.

W ostatnim fragmencie książki znajdujemy przemyślenia Mae, choć chyba najlepszym określeniem będzie tu słowo „irytacja”, związane z tym, że nie zna myśli ani snów swojej przyjaciółki. Dziewczyna dochodzi do wniosku, że każdy człowiek na świecie zasługuje na to, by poznać myśli innych ludzi i że to powinien być kolejny priorytet Circle – stworzenie bazy myśli i snów.

Przewracasz ostatnią kartkę i zastanawiasz się, co właśnie przeczytałeś…

Każdemu polecam lekturę Kręgu Dave’a Eggersa, głównie po to, by przekonać się, że wszystko, co raz wrzucono do internetu, nigdy nie zginie. Świat nowoczesnych technologii jest niezwykle fascynujący i pomocny. Eggers przedstawia drugą stornę medalu – przerażającą i skłaniającą do refleksji nad tym, w którą stronę zmierzamy. Circle chce wszystkich uczynić „przejrzystymi” po to, by wszędzie już na zawsze było bezpiecznie. Tylko czy w ten sposób paradoksalnie nie zwiększa się powodów do obaw? Osobiście nie chciałabym poznać myśli żadnej z osób które znam, a tym bardziej nieznajomych mijanych codziennie na ulicy. Wolę żyć w nieświadomości, niż nieustannie oglądać się za siebie czy zniszczyć przyjaźnie i stosunki koleżeńskie. W niektórych wypadkach jednak lepiej nie wiedzieć nic, niż wiedzieć wszystko…

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.