FB Twitter

Na Wschodzie bez zmian

| 0 komentarzy

Filmy z byłego bloku wschodniego na Warszawskim Festiwalu Filmowym

Poranki jak co dzień. Szarość schodowych klatek, wyczuwalny odór moczu w bramie. Karcą cię spojrzenia na ulicy. Odsyłany z okienka do okienka, codziennie przepraszasz. A może już nie przepraszasz. Nienawidzisz jak wszyscy. Współczucie okrzepło w tobie wraz z mroźną zimą.

Znakiem postsowieckiego świata są szare blokowiska i walka z wiatrakami. „Z systemem nie wygrasz” – tak mógłby powiedzieć anonimowy przechodzień z moskiewskiej ulicy. W tym świecie bez zasad niewielu chce być męczennikiem przegranej sprawy.

Smutek rosyjskich blokowisk

W 2014 roku na Warszawskim Festiwalu Filmowym znakomity Dureń Jurija Bykowa i Gwiazda Anny Melikian przedstawiły gorzki obraz współczesnej Rosji. Dureń ukazuje zmagania jednostki z systemem – bohatera w miejscu, w którym liczy się tylko walka o przetrwanie. Gwiazda opisuje podskórne warstwy Moskwy – od przepychu Kremla i dzielnic willowych po kluby na przedmieściach. Pozostawia jakąś nadzieję, jednak – jak zawsze w Rosji – kruchą.

W tym roku zaprezentowano historię nastolatków z Anomii – zaledwie godzinnego filmu o burzliwym wchodzeniu w dorosłość autorstwa Władimira Kozłowa, białoruskiego reżysera i pisarza. Rozedrgany obraz nakręcony komórką jednego z nastolatków. Dłonie drżą od emocji i wypitego wcześniej alkoholu. Szorstkie dialogi, jakby niezagrane. Olya, Anya i Igor wyglądają na zwyczajną młodzież. Dorastają jednak w świecie pozbawionym zasad. W anomicznej rzeczywistości tragedia wisi w powietrzu. Dochodzi do niej prędko, tak jak prędko kończy się film – właściwie urywa w pół zdania. W społeczeństwie postsowieckim nie wybiega się w przyszłość. Lepiej zamknąć oczy i poczekać na to, co przyniesie jutro. Anomia otrzymała specjalne wyróżnienie w konkursie Wolny duch za bezkompromisowość w mówieniu o moralnym rozkładzie.

plakat

Bez znieczulenia

Ralitza Petrowa w filmie Bez Boga sfilmowała Bułgarię bez złotych piasków. Opowiedziała historię Gany, opiekunki starszych osób, która sprzedaje dowody osobiste podopiecznych na czarnym rynku. Przyzwyczajenie do niewygody, obdrapane łazienki, nieszczęśliwe, zmęczone twarze – tak wygląda życie przeciętnego mieszkańca kraju, który doświadczył komunizmu. Ustrój ten, choć częściowo przykrył nierówności, zahamował też rozwój na wiele lat. „Nic nie widzisz, nic nie słyszysz” – tak do dziś pieczętuje się umowy. Mieszkańców szarych miast łączy zmowa milczenia i wspólnota w cierpieniu. Ale nie we współczuciu. Aby przetrwać, należy wyzbyć się zasad – zaradność w kraju postkomunistycznym jest stylem życia.

Dla jednych ucieczką od trudnej rzeczywistości może być wiara. W jednej ze scen filmu na brudnym i ciemnym korytarzu słychać śpiew; chór intonuje wzniosłą cerkiewną pieśń o tym, że każde życie jest rodzajem umierania, a każda śmierć rodzajem życia. Śpiewają w zrujnowanej, zimnej sali gimnastycznej. Mówi się, że trzeba wierzyć, żeby tak śpiewać. Choć przecież niewielu łudzi się, że Bóg istnieje.

Innym pozostaje alkohol albo morfina, która leczy nie tylko ból ciała, ale zapewnia też chwilowy spokój duszy. Ciepłe światło, pot na skroniach, rozkosz zapomnienia – scena zażywania narkotyku wyróżnia się na tle pozostałych. Na co dzień światło jest zimne. Mimo krótkotrwałych uniesień w świecie bez Boga nie ma nadziei, nawet jeśli zatriumfuje nowy system, a bohaterowie przejdą wewnętrzną przemianę.

Bez Boga jest pierwszym filmem pełnometrażowym Ralitzy Petrowej. Otrzymał Złotego Lamparta – nagrodę główną na festiwalu w Locarno w 2016 roku. Na WFF-ie został okrzyknięty najlepszym debiutem z Europy Wschodniej przez Międzynarodową Federację Krytyki Filmowej FIPRESCI.

plakat

Manifest bałkańskiej kobiety

Dziwka. Puszczalska. Szmata. Niewdzięczna córka. Niezaradna w domu. Leniwa. Kurewka. Rządzi się. Zadziera nosa. Cielę. W Nie gap się w mój talerz, w reżyserii pochodzącej z Chorwacji Hany Juszić, pada wiele inwektyw. Cały świat głównej bohaterki filmu, młodej Marijany, to rodzina. Kiedy ojciec przechodzi udar, to ona musi przejąć rolę głowy domu. Dusi się w małej przestrzeni zawładniętej przez pozostałych członków rodziny – matkę i niepełnosprawnego intelektualnie brata. Zajmuje najniższe miejsce w rodzinnej hierarchii, w końcu jest kobietą i do tego młodą. To ona zgasi wieczorem lampkę, wyniesie się, gdy nie będzie miejsca. Marijana znajduje ujście i sposób na wyzwolenie się spod władzy rodziny w przygodnym seksie.

Istnieją pewne świętości – na ekranie nie pokazuje się krwi na podpasce, a w pracowniczych szafkach widnieją zdjęcia roznegliżowanych kobiet, nie mężczyzn. U Hany Juszić jest inaczej. W Nie gap się w mój talerz męską rolę przejmuje Marijana. Żadna tam femme fatale – zwyczajna dziewczyna, trochę chuda. Ładna, ale nie za bardzo. To ona wykorzystuje mężczyzn jako środek do celu. Pozostałe kobiety bezbłędnie odgrywają swoje role, rozmawiają o facetach i depilacji. Mężczyźni siadają w rozkroku, żeby zademonstrować swoją władzę. „Tak nie wypada” – na to zdanie trzeba uważać. Nie wypada całować się z przypadkowym mężczyzną poznanym w barze. Pocałunek Marijany z podstarzałym pijaczkiem kłuje w oczy wszystkich nauczonych tego, co wypada, a co nie.

Hana Juszić obrazuje, czym jest patriarchat na przykładzie życia w małej społeczności. Sfilmowany przez Juszić Szybenik nawet w chorwackim powiedzeniu znany jest jako miejsce „w którym wszyscy spoglądają ci w talerz”. Ulice są wąskie, podwórka zapełnione – widać, jak się żyje i co się je. Miejscowe babcie i ciotki oraz nastolatkowie i mężczyźni w średnim wieku przesiadują przed domem i obserwują życie sąsiadów. Bardziej zaradni sprzątają mieszkania tych, którzy wyjechali do Stanów. Ale jaka to praca? Mycie podłóg? „Przecież nie mieszkamy aż w takiej biedzie, żeby sprzątać czyjeś domy” – mówi matka Marijany.

Patrzeć na czyjś talerz to po chorwacku wtrącać się w czyjeś sprawy. Główna bohaterka  znajduje w sobie siłę, żeby wydzielić w życiu sferę poza kontrolą strażników nie-swojej moralności. Hana Juszić tragedię obraca w żart. I dobrze – dzięki temu jej manifest nie pachnie propagandową ulotką, ale prawdziwym życiem.

plakat

Podsumowanie, czyli jak manifestować

Szorstki realizm jest mocną stroną każdego z opisanych filmów. O problemach opowiadają obrazowo, nie dają rozwiązań – bo tylko ktoś oderwany od rzeczywistości mógłby wydać werdykt, na siłę wcisnąć happy-end. Potęga patriarchatu, pozorna tylko równość, modernizacja jedynie z pocztówek i stołecznych deptaków, opieszałość instytucji i obojętność – to tylko wierzchołki postsowieckiej góry lodowej, spadek po uprzednim systemie. Na Wschodzie bez zmian. Być może rzetelne manifesty kiedyś do tych zmian doprowadzą.

Autor: Maria Dybcio

Studentka stosowanych nauk społecznych, ?prawie? absolwentka studiów wschodnich. Wielbicielka literatury faktu i Polskiej Szkoły Filmowej. Zafascynowana Kaukazem i Bałkanami. Zakochana we wszystkim, co warszawskie. Dla SEDNA odkrywa nieznane zakątki Warszawy i śledzi aktualne festiwale filmowe.

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.