FB Twitter

Trafił w SEDNO – wywiad z Konradem Piaseckim cz. 1

| 0 komentarzy

Codziennie, kilka minut po ósmej, magluje ludzi świata polityki i stara się za wszelką cenę zmusić ich do odpowiadania na często niewygodne pytania. W piątek wieczorem zamienia studio radiowe na telewizyjne i przez ponad 20 minut sypie piaskiem po oczach swoich gości, pokazując społeczeństwu blaski i cienie polskiej polityki. Zawsze przygotowany, zawsze profesjonalny, zawsze dążący do perfekcji. Mentor rzemiosła dziennikarskiego, a prywatnie bardzo otwarty i serdeczny człowiek.

Szanowni czytelnicy, dostąpiliśmy wielkiego zaszczytu, bo oto w SEDNO trafił Konrad Piasecki, dziennikarz radia RMF FM i stacji TVN24, wybrany Dziennikarzem Roku 2015. Specjalnie dla nas – udzielił ekskluzywnego wywiadu, który podzieliliśmy na dwie części. W pierwszej opowiada o tym, jak trafił do mediów, co uważa za najważniejsze w pracy dziennikarza i czego nie znosi w zachowaniu swych rozmówców. W drugiej części, która ukaże się za tydzień, uchyla rąbka tajemnicy na temat własnych zapatrywań na sytuację polityczną w kraju. Zdradza także, czym zajmuje się najchętniej, kiedy nie przepytuje w studiu polityków. Zapraszamy do lektury pierwszej części wywiadu!

SEDNO: Studiował Pan na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Kiedy więc pojawiła się idea, by z dziennikarstwem związać się zawodowo?
Konrad Piasecki: Wybierając studia, myślałem, że będę nauczycielem historii w PRL-owskiej rzeczywistości. Były to okolice maja roku 1989, kiedy kształt tego, co wyłoni się z Okrągłego Stołu i wyborów był jeszcze niepewny. Kiedy już zdałem na studia, było po czerwcowych wyborach i wiadomo było, że coś w kraju się jednak zmieni. Początki moich studiów były już okresem rządów Mazowieckiego, wobec czego wszelkie plany, wzięły, na całe szczęście, w łeb. Wtedy zacząłem się zastanawiać, co mógłbym robić w tej nowej polskiej rzeczywistości. A że od dawna interesowała mnie polityka, zacząłem sobie myśleć, że bycie dziennikarzem, zajmującym się właśnie nią, byłoby czymś odpowiadającym mojemu temperamentowi, moim zainteresowaniom i mojej życiowej pasji. Gdzieś na trzecim roku pięcioletnich studiów zrodziła się ta myśl i od tego momentu wszystko się zaczęło.
SEDNO: Z reguły początki bywają trudne, czy w Pańskim przypadku te trudności skutkowały momentami zawahania lub nawet kryzysu?
KP: Jak każde początki, tak i moje były mało efektowne. Miały charakter raczej hobbystyczny, amatorski. Tak naprawdę, robiąc pierwsze kroki w tym zawodzie, kompletnie nie potrafiłem odpowiedzieć na pytanie na ile się w nim odnajduję? Spotkałem jednak na swojej drodze ciekawych ludzi, którzy szybko dostrzegli, że może drzemią we mnie jakieś talenty dziennikarskie, poprowadzili mnie za rękę i utwierdzili w przekonaniu, że to dobry wybór. Oczywiście, było mnóstwo chwil niepewności, czy aby na pewno to jest zawód dla mnie i czy przy moich cechach charakteru, to jest najwłaściwszy życiowy wybór. Nie wchodziłem w tę branżę z przeświadczeniem, że świat musi leżeć u mych stóp i podziwiać moje dziennikarstwo.
piasecki
Konrad Piasecki
SEDNO: Powiedział Pan, że spotkał na swej drodze właściwych ludzi, którzy poprowadzili Pana za rękę. Jest więc ktoś, o kim bez cienia wątpliwości może Pan powiedzieć, że zawdzięcza mu to, gdzie dzisiaj się znajduje?
KP: Jest kilka takich osób. Pierwszą z nich na pewno jest Wojciech Giełżyński, nieżyjący już dzisiaj reportażysta, swego czasu uznawany za drugiego Kapuścińskiego. Pod jego okiem stawiałem pierwsze kroki i to był dla mnie pierwszy autorytet dziennikarski. Później były to osoby, które dostrzegły mnie na mojej drodze radiowej, czyli Edward Mikołajczyk w Radio Kolor i Aleksandra Jakubowska, która była szefową newsów w owym radiu. One mnie uratowały przed obawą, że moje niedociągnięcia dykcyjne są zbyt słyszalne i uznały, że jeśli tylko sporo będę ćwiczył, poprawię wszelkie mankamenty. Potem, kiedy trafiłem do RMF, taką osobą był Edward Miszczak, dzisiejszy szef TVN-u. Był on moim mistrzem i najważniejszą osobą, jeśli chodzi o moje dziennikarstwo radiowe. Dużo zawdzięczam także tym, którzy uznali, że moje radiowe aktywności da się wykorzystać w telewizji. Krokiem milowym i kluczową osobą był tu Adam Pieczyński, który zaproponował mi współpracę z TVN24. Ale to już były lata późniejsze, kiedy byłem w zupełnie innym miejscu niż na początku.
SEDNO: Co takiego daje ta praca, że codziennie, nieprzerwanie od ponad 20 lat, budzi się Pan bladym świtem i chętnie podejmuje dość schematycznej pracy?
KP: To jest na pewno ciekawość. Ciekawość drugiego człowieka. Każdego dnia moja rozmowa ma inne oblicze, a ja sam jestem ciekaw, co powie mój gość, jak pójdzie nam konwersacja. To jest na pewno zamiłowanie do bycia ?w?, a nie ?poza?. Obserwowanie wszelkich ważnych wydarzeń z bliska, obcowanie z ludźmi, będącymi kreatorami tej rzeczywistości. To mnie właśnie nakręca i rozbudza we mnie nadzieję, że to, co powie mój gość, samo w sobie będzie wydarzeniem. Lubię też ludzi, lubię słuchać, co mają do powiedzenia i lubię te poranne wywiady, bo one niejako odkrywają świat każdego dnia. To wszystko jest takim konglomeratem zjawisk i elementów, które powodują, że wstaję o świcie i ruszam do boju.
SEDNO: Czy dziennikarz, który ma swój program w radiu i telewizji, który otrzymał nagrodę Dziennikarza Roku, to człowiek całkowicie spełniony zawodowo, który zdobył już własne Himalaje? Czy jest może jeszcze coś, co nie daje spać po nocach i jest swego rodzaju celem na kolejne lata kariery?
KP: Powiedz Panu Bogu o swych marzeniach, a go rozśmieszysz ? mówi stare powiedzenie, więc trudno mi mówić i ujawniać swoje marzenia. Ja mam zresztą sporo różnych myśli biegających po głowie. To myśli na temat rzeczy trochę bardziej trwałych niż programy radiowe i telewizyjne, czegoś, co się ostanie trochę dłużej niż ulotne ? z natury rzeczy ? media elektroniczne. Innym pomysłem jest zejście na ścieżki bardziej hedonistyczne, zrobienie czegoś, co nie będzie związane z Warszawą, polityką, ale przyjemniejszymi aspektami życia, które można by powiązać z pracą dziennikarską.
Wywiad_Piasecki

fot. Dominik Kania

SEDNO: Jako mistrza tego rzemiosła, muszę spytać o przepis na dobry wywiad.
KP: Na wywiad przede wszystkim trzeba mieć pomysł. Oczywiście musi on mieć elementy spontaniczności, ale nigdy nie pozwalam sobie na wejście do studia bez pomysłu od czego do czego ma ten wywiad przeprowadzić słuchaczy, gościa i mnie. Po drugie, żeby ta idea miała ręce i nogi, potrzebne jest przygotowanie merytoryczne, polegające głównie na czytaniu, nauce i zastanowieniu. Po trzecie, muszę wymienić elementy osobowości osoby  przeprowadzającej wywiad. Chodzi mi o refleks, umiejętność odnalezienia się w dosyć szybkim tempie zadawania pytań i percepcję odpowiedzi, z której będzie wynikało, co ma się w takim wywiadzie zdarzyć dalej. Przepis na dobry wywiad jest trochę jak przepis na dobrą potrawę, która musi składać się z kilku składników. Musi mieć w sobie sól, pieprz, może szczyptę cukru, jakieś przyprawy ziołowe. Musi mieć przede wszystkim dobrą materię, czyli odpowiedniego rozmówcę i przygotowanego prowadzącego. Przechodząc z kuchni do studia, potrzebna jest odrobina dociekliwości, humoru, umiejętność dociśnięcia gościa i zdolność odpuszczenia w pewnym momencie, znalezienie czegoś, co wywoła uśmiech słuchaczy lub satysfakcję, że prowadzący ma dowód niekonsekwencji rozmówcy lub niedotrzymania wcześniejszych obietnic. Trzeba tak dobrać proporcję odpowiednich elementów, by stworzyć smakowitą całość. Nie przepadam ani za wywiadami, które zawierają elementy agresji i niechęci prowadzącego wobec rozmówcy, ani za takimi, które są luźnym kluczeniem od odpowiedzi do odpowiedzi.
SEDNO: Wiemy już czego nie lubi pan w wywiadach, a czy jest coś za czym nie przepada Pan, jeśli chodzi o rozmówców? Coś, co irytuje i potrzeba dużej siły woli, by nie okazać tego na wizji?
KP: Nie znoszę sytuacji, kiedy gość bardzo świadomie nie odpowiada na pytania. Rozumiem, że nie na każde da się odpowiedzieć w jednym czy dwóch zdaniach, ale nienawidzę, kiedy na pytanie, ile jest 2+2, słyszę długi wywód o grzechach poprzedników. To jest bardzo drażniące. Dopuszczam swojego rodzaju odbijanie piłeczki i pytanie skierowane w moją stronę: ?A co pan o tym sądzi??, bo często jest to ciekawy zabieg, który łamie schematy i sprawia, że wywiad jest prawdziwym dialogiem. Nie lubię, kiedy rzuca się podczas rozmowy stek banałów, komunałów, czy wyuczonych odpowiedzi, które niewiele mają wspólnego z tym, o czym chcę rozmawiać. Ponadto patrzę nieprzychylnym okiem na przesadnie kwiecisto-agresywny język moich rozmówców. Myślę tutaj o sytuacjach, kiedy mój gość jedyne co ma do powiedzenia, to potok obelg skierowanych w kierunku swoich politycznych rywali i myśli tylko o tym, by obrzucić błotem przeciwników. Jest to kompletnie niekonstruktywne i do niczego nie prowadzi. Zdarza mi się wtedy być trochę bardziej ostrym i mniej sympatycznym.
SEDNO: Czy wśród setek wywiadów na Pana koncie, są takie, które szczególnie zapadły w pamięć?
KP: Na pewno są to wywiady w specyficznych momentach historycznych. Na przykład po katastrofie smoleńskiej było parę takich wywiadów, które ciężko zapomnieć ze względu na emocje, które targały zarówno moim gościem, jak i mną. Wszystkim nam wtedy łamał się głos i słyszałem rzeczy, których normalnie się podczas wywiadów nie słyszy. Przy okazji śmierci Jana Pawła II były takie rozmowy, podczas których potężne było poczucie historyczności chwili. Pamiętam też wywiady, które przebiegły w sposób niestandardowy. Zdarzało się, że gość odszedł od schematu wywiadu i stał się bardziej otwarty niż zwykle lub wręcz przeciwnie, postanowił pokąsać trochę prowadzącego. Chętnie wracam do wywiadów z postaciami, które odegrały wielką rolę w historii, jak na przykład Vaclav Havel.
Już niedługo kolejna część wywiadu do przeczytania na naszej stronie internetowej!

Autor: Dominik Kania

Student dziennikarstwa i medioznawstwa. Do wielkiej stolicy przybył z mniejszych, lecz niemniej dumnych Katowic. Przez całe życie obserwuje i to naprawdę inspirujące zajęcie, bo dzięki temu rodzi się w jego głowie natłok myśli, który aż domaga się przelania na papier. Uwielbia sport, a szczególnie piłkę nożną, która towarzyszy mu od przedszkola. Interesuje się także wszystkim tym, co nas otacza i rzadko udaje mu się powstrzymywać od komentarza wydarzeń politycznych, czy społecznych. Tymi obszarami zamierza się zajmować w "Sednie", ale ponieważ temat czasem leży na chodniku, nigdy nie mówi nigdy.

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.