FB Twitter

Pokaż mi swoją szafę…

| 0 komentarzy

Na ruchliwym skrzyżowaniu w centrum warszawskiej Woli od lat świetnie prosperują trzy duże sklepy z używaną odzieżą. Zamykają się kolejne punkty usługowe (szewc, zegarmistrz), piekarnie i warzywniaki, a ciucholandy trwają w najlepsze. Dlaczego ubrania zajmują tyle miejsca w naszym życiu? Jakie znaczenie ma nowa sukienka i po co kupujemy kolejną parę butów?

Ubranie jest przedmiotem pierwszej potrzeby, jest czymś w rodzaju drugiej skóry ? chroni nasze ciało nie tylko przed chłodem, brudem i ostrymi krawędziami, lecz także przed wzrokiem innych. Jednocześnie ten wzrok przyciąga ? czyli tworzy barierę, a zarazem wprowadza nas w przestrzeń społeczną, ponieważ to, co na siebie wkładamy, ma znaczenie.

Dla ogromnej rzeszy ludzi nie ma niczego bardziej pasjonującego niż doradzanie innym, co mają na siebie włożyć, krytykowanie czyichś nietrafionych ?stylizacji?, bieganie po sklepach i pokazach mody oraz śledzenie najnowszych trendów odzieżowych. Trudno nie zauważyć przyrastającej w szalonym tempie blogosfery modowej i niepojętej popularności tzw. szafiarek (płci obojga), które czy którzy dla wielu młodych ludzi stają się wyrocznią nie tylko w kwestiach mody i urody.

 

Złożony system znaków

Ubranie jest wizualną reprezentacją naszych upodobań, wspomnień, lęków, pragnień, potrzeb, możliwości? Niektórzy chcą się w ubraniu schować, inni odważnym strojem dopominają się o uwagę, podziw czy pożądanie. Poprzez ubranie identyfikujemy też nawzajem rozmaite rzeczy: płeć, wiek, status społeczny, sytuację majątkową, stosunek do innych, stan zdrowia, przynależność do subkultury, organizacji, czasem zawód. W zależności od sytuacji obowiązują nas różne kody ubraniowe, mniej lub bardziej sformalizowane: do pracy, uroczysty, wakacyjny, ślubny, pogrzebowy itd. Wszystko to oczywiście przefiltrowane przez kulturę, w jakiej żyjemy, miejsce, klimat, czas i mnóstwo innych uwarunkowań.

 18_Przegląd Mody (1)

 

Moja mała księżniczka

Pierwsze ubrania, a raczej ubranka, kupują nam rodzice. To, w co jesteśmy ubierani we wczesnym dzieciństwie, nie zależy jedynie od statusu materialnego rodziny, lecz także, a może przede wszystkim, od upodobań i poglądów naszych opiekunów. Wybierając określone kolory, wzory, marki, fasony, tkaniny, sugerując się modą bądź ją ignorując, matka czy ojciec (choć pewnie częściej matka) podpisują się niejako na naszych grzbietach: wygląd dziecka to między innymi informacja o aspiracjach rodziców. Ubranie od najmłodszych lat stanowi też wyraźny sygnał dotyczący tożsamości płciowej: zwykle inaczej ubiera się dziewczynkę, inaczej chłopca, a wszelkie niestandardowe zachowania w tej materii dają powody do rozmaitych spekulacji.

W tym najwcześniejszym okresie życia nie tyle krój kaftaników i pajacyków jest ważny, ile ich kolor. Przemysł odzieżowy (właściwie cała machina) zachęca nas do ubierania dziewczynek na różowo, a chłopców na niebiesko (albo odwrotnie?), choć dla małego człowieka nie ma to najmniejszego znaczenia. Stanowi za to ekwiwalent trzeciorzędowych cech płciowych (inna budowa ciała kobiet i mężczyzn, rysy twarzy, zarost itd.) ? ubrane niemowlę może być i dziewczynką, i chłopcem, nie ma po czym rozpoznać płci. Jeśli taka identyfikacja jest nam potrzebna, przestrzegamy rygorów ubraniowych i nawet kolorystykę kocyków, pieluch, smoczków, wózków czy fotelików dobieramy ?pod płeć? dziecka. Wybór jest nieograniczony, zależy wyłącznie od dorosłych.

 

Nie założę tych rajstop!

Świadomość własnej autonomii zaczyna się kształtować w wieku przedszkolnym, a niezgoda na założenie jakiegoś ubrania (na przykład rajstop) bywa pierwszym jej przejawem: czasem starcza nam odwagi, żeby zaprotestować przeciwko noszeniu ohydnych rajstop czy gryzącego zielonego sweterka, a czasem nie i to poczucie klęski często rzutuje w dorosłym życiu na nasze relacje z bliskimi i obcymi.

Kolejny stopień wtajemniczenia osiągamy jako nastolatki ? ubranie w tym okresie jest manifestacją naszych poglądów, wyrazem buntu wobec rodziców, szkoły, rówieśników, sprzeciwem wobec wszechobecnej nagości albo właśnie afirmacją golizny. Określa też nasz stosunek do własnej płci biologicznej (czasem wiąże się to ogromnymi dramatami, kiedy nie potrafimy zaakceptować swojego wyglądu lub kiedy zmiany zachodzące w naszym ciele budzą lęk albo wstręt ? źle dobrany stanik utrudniający udział w zajęciach sportowych może wydawać się błahostką, ale dla niejednej uczennicy bywa tragedią). Dziewczyny eksponują lub ukrywają biusty, nogi, brzuchy ? jedne chcą budzić zainteresowanie, inne marzą o tym, żeby nikt na nie patrzył? Mamy zatem czarne ubrania, rozciągnięte swetry i długie spódnice kontra minispódniczki ledwie zakrywające pośladki, spodnie rurki i wydekoltowane bluzeczki. Chłopcy też biorą udział w tym stroszeniu piórek (i prężeniu muskułów), choć częściej fryzura i strój służą im do manifestowania przynależności do takiej czy innej grupy społecznej lub subkultury (znaczenie ma przecież nawet nadruk na koszulce).

We współczesnym życiu szkolnym ważne jest też bycie lub niebycie modnym czy na topie: odmowa uczestniczenia w pogoni za zmieniającymi się trendami wymaga wielkiej odwagi i rozwiniętej samoświadomości. Często wynika z chęci zaznaczenia swojej odrębności lub jest po prostu wymuszona biedą, ale bywa też wyrazem obojętność albo sprzeciwu wobec dyktatury kolorowych magazynów. Niestety często nasze wybory stają się przedmiotem krytyki środowiska, ostracyzmu czy wręcz jawnej niechęci. A nie każdy młody człowiek potrafi sobie z tym poradzić?

 

Chcę mieć taką samą!

Dorastające córki często pożyczają ubrania od matek (choć bywa i odwrotnie), starszych sióstr, przyjaciółek. Jedna z teorii mówi, że kobieta pożyczając ubranie od innej kobiety, chce zawłaszczyć część jej tajemniczej aury, chce odebrać matce, siostrze, koleżance część tego czegoś, co ? jej zdaniem ? wzbudza wobec niej pożądanie.

Niektóre dorosłe kobiety (a pewnie i mężczyźni) za pomocą ubrań rozwiązują różne sprawy ? poprawiają sobie nastrój, rekompensują rozmaite braki, manifestują zasobność portfela i przynależność klasową (w niektórych środowiskach wymagane jest noszenie ubrań określonych marek). Kupowanie bywa kompulsywne, przymusowe i uzależniające, może zastępować inne potrzeby, może być jedynym pomysłem na zaspokajanie wszystkich potrzeb: nie musimy więc już obcować ze sztuką, nie wpadnie nam do głowy pójść w sobotę do muzeum czy do teatru albo na koncert, wystarczy wizyta w galerii (sic!) handlowej i nowe buty.

 

Strażnicy wagi

Ubranie bywa nasza drugą skórą ? dosłownie. Osoby przesadnie dbające o wygląd i porządek, perfekcjonistki i perfekcjoniści, lubią ubrania przylegające do ciała, obcisłe, uwypuklające to, to jest do uwypuklenia, i obciskające to, to należy mieć płaskie. Bywa, że przeradza się to w obsesję ? niektórzy są gotowi na wiele wyrzeczeń, żeby tylko nie wyglądać ?grubo?. I nie wiadomo, czy ciężej mają zimą, kiedy marzną w krótkich spódnicach i dopasowanych płaszczykach, bez czapek i oczywiście bez deformujących linię ciała puchowych kurtek, czy może latem, kiedy wykonują szpagat na linie, żeby ukryć rzeczywiste lub rzekome fałdki na brzuchu.

Takie osoby nie wyrzucają ubrań, jeśli przytyją. Żyją nadzieją, że kiedyś do nich schudną. Nadprogramowe kilogramy skłaniają je nawet do kupowania ubrań nieco za ciasnych, w przekonaniu, że zmobilizuje je to do szybszego powrotu do formy. Te oczekujące w pudłach za małe ciuchy ? zmora wielu zagubionych kobiet ? bywają prawdziwą wymówką od życia: Wyjadę w podróż dookoła świata, jak tylko schudnę, jak tylko zmieszczę się w swoje ulubione spodnie, bo gdzie się teraz będę pchała taka gruba? Zrobię kurs nurkowy, o którym marzę, tylko najpierw muszę schudnąć, bo przecież? Poszłabym na rolki (rower, basen, pobiegać), ale jak będę wyglądać w szortach, legginsach, bikini? Znam takie osoby. Jedna z nich przytyła po rzuceniu palenia, kolejne za małe ubrania chowała do pudeł, bo przecież lada miesiąc wróci do swojej dawnej wagi. Po pięciu latach ma poupychanych po szafach i pawlaczach osiem pudeł. Dwa razy do roku przymierza te ubrania, w nadziei, że może już. Od pięciu lat nie dba o swój wygląd, bo mówi sobie, że przeczeka, że już zaraz przecież schudnie? Tkwi w tym zamkniętym kole, napędzanym strachem i imaginacją, każdego dnia dotkliwie się samobiczując.

 

W tym chcesz wyjść?

Ubranie jest źródłem opresji. Najlepiej wiedzą o tym młodzi ludzie: matce czy ojcu trudno czasem zaakceptować styl dorastającego potomstwa. Czują się odpowiedzialni za to, jak dzieci ?reprezentują? dom na zewnątrz, jak wyglądają w oczach przyjaciół, dalszej rodziny i sąsiadów (zwłaszcza ich!), na ulicy, w szkole, w kościele? Z jednej strony muszą przekazać dzieciom obowiązujące kody kulturowe (a więc również ubraniowe), pokazać, co jest w środowisku akceptowane, co wolno młodym ludziom itd. Z drugiej ? starają się przelać na dziecko własny sposób interpretowania świata, zarazić własnymi pasjami, wtłoczyć w znane sobie ramy? Zwykle nie rozumieją nowych trendów w modzie, nie interesują się, nie znają. W oczach nastolatków bywają nudni i męczący.

Bywa i tak, że sposób ubierania wywołuje konflikty między kochankami, małżonkami, partnerami: że za wyzywająco, że niechlujnie, że nie przywiązujemy wagi do stroju albo że skupiamy się tylko na wyglądzie, że ile to pieniędzy idzie na ciuchy, że nie można z nami o niczym innym porozmawiać? On ma wyobrażenie na temat tego, co powinna nosić ?jego kobieta?, ona wie lepiej, w czym jemu do twarzy. Teściowa nie może pogodzić się z tym, że teraz to synowa ?ubiera? jej ukochanego jedynaka. Kombinacje są dowolne.

Pamięć rzeczy

Ubranie bywa nie tylko ważnym elementem codzienności, może być także częścią życia po śmierci: koszulka ukochanego, w której (albo z którą) śpi młoda wdowa, szafa pełna garniturów zmarłego męża pieczołowicie odświeżanych każdej wiosny? W ubraniu osoby, która odeszła, przechowujemy pamięć o niej, ale też zatrzymujemy ją na ziemi, nie godząc się na jej odejście.

Czasem też bez patosu, zwyczajnie trzymamy w szafie pierwsze maleńkie buciki dziecka, żeby pamiętać, ile radości wniosły w nasze życie te nieprawdopodobnie małe stópki.

Stosunek do tego, w co i jak się ubieramy, kształtuje się przez całe życie. I zmienia się w zależności od tego, ile mamy lat, w jakim miejscu życia jesteśmy i dokąd zmierzamy. Pamiętając o tym, nie dajmy się zwariować.

Autor: Marzena Dobosz

Studiuje polonistykę (wróciła na uniwersytet po długiej przerwie i z fascynacją obserwuje współczesne życie akademickie, próbując nadążyć na młodszymi koleżankami i kolegami). Zarabia na życie jako redaktorka i korektorka, uwielbia swoją pracę. Po godzinach pisze, przede wszystkim o teatrze ? należy do polskiej sekcji Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych (AICT/IATC), prowadzi blog recenzencki ?teatru głodna?, bywa jurorką na festiwalach teatralnych. Uważa się za feministkę i nie lubi, jak się ją straszy genderem.

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.