FB Twitter

Kukułcze gniazda według Goffmana, odc. 1, tytułowy

| 0 komentarzy

Wolność postrzegana jest zazwyczaj jako naturalne pragnienie, a nawet potrzeba człowieka. Jednak za równie naturalne uważa się także tworzenie miejsc odosobnienia, w których wolność jest jednostkom intencjonalnie odbierana. Placówki takie znacznie się od siebie różnią ? są to m. in. szpitale psychiatryczne, koszary wojskowe czy więzienia, ale też np. klasztory.

Amerykański socjolog Erving Goffman wykazał cechy oraz sytuacje typowe dla takich miejsc określając je mianem instytucji totalnych. Ponieważ ich życie okazuje się także wdzięcznym tematem dla literatury pięknej, zdecydowałem się napisać serię artykułów, w których powieściowe wizje miejsc zniewolenia i odosobnienia zestawię z tym, co Goffman napisał w swojej książce pt. ?Instytucje totalne. O pacjentach szpitali psychiatrycznych i mieszkańcach innych instytucji totalnych?. W pierwszej części przeanalizuję ?Lot nad kukułczym gniazdem? Kena Keseya. Jest to wybór nieprzypadkowy: debiut najsłynniejszego z piszących hipisów powstał mniej więcej w tym samym czasie co ?Instytucje totalne?, zaś jego akcja rozgrywa się w amerykańskim szpitalu psychiatrycznym, podobnym do tych, które na potrzeby swojej pracy badał Goffman.

4048324702_858cbd82e4_o

Źródło: www.flickr.com

Większość z Was zna pewnie tę historię, jeśli nie z samej książki, to z filmowej adaptacji w reżyserii Miloša Formana. Na oddział szpitala psychiatrycznego rządzony twardą ręką apodyktycznej perfekcjonistki Mildred Ratched trafia Randle Patrick McMurphy: bandyta, dziwkarz i zawodowy szuler udający wariata aby wymigać się od wyroku. Jak się jednak okazuje, Wielka Oddziałowa wprowadziła w tytułowym ?kukułczym gnieździe? rygor zbliżony do więziennego, któremu Mack nie zamierza się podporządkować. Buntując innych pensjonariuszy kryminalista wciąga Oddziałową do gry, w której stawką jest przebieg granicy między władzą personelu szpitala a wolnością osobistą podopiecznych. Przynajmniej na krótki czas działający głównie z egoistycznych pobudek McMurphy przywraca pacjentom poczucie kontroli nad własnym losem i odebraną godność.

Rewolta dokonana przez McMurphy?ego nie jest ani odpowiednikiem więziennego buntu, ani ?urabianiem? systemu, jak Goffman (czerpiąc zapewne z grypsery) określał proces tworzenia się przystosowań wtórnych[1]. Na jedno i drugie pacjenci oddziału siostry Ratched są zbyt zmanipulowani i zastraszeni. Pacjenci oddziału siostry Ratched są zbyt zmanipulowani i zastraszeni. Narzędziem manipulacji w rękach personelu jest specyficzna wykładnia teorii społeczności terapeutycznej, opierająca się na założeniu, że o zdrowiu lub chorobie psychicznej rozstrzyga społeczeństwo. Stąd z jednej strony oddział powinien być miniaturą demokratycznej wspólnoty obywateli, z drugiej ? problemy pacjentów powinny być publicznie dyskutowane, aby odzwierciedlić powszechne kryteria ?normalności? oraz nauczyć pensjonariuszy współżycia w grupie.

Demokracja panująca na oddziale ma oczywiście charakter fasadowy (o tym później), zaś teoria Spiveya staje się pretekstem dla dwóch typowo totalitarnych praktyk. Pierwsza z nich to inwigilacja: pacjenci mogą wstać później, jeśli poinformują personel o wszystkim, co ich koledzy powiedzieli na swój temat w czasie wolnym. Choć często są to informacje kompromitujące, lekarz twierdzi, że nie ma tutaj mowy o ?donosicielstwie?. Jego zdaniem im więcej informacji na temat pacjentów posiada personel, tym skuteczniejsze leczenie może prowadzić. Drugą praktyką jest terapia grupowa, teoretycznie będąca najskuteczniejszym sposobem rozwiązywania problemów psychicznych pacjentów oraz wytwarzania się między nimi więzi. W praktyce terapia jest częścią procesu, który Goffman określił (wymieniając terapie grupowe wśród przykładów, na które natknął się w trakcie badań) jako udręczanie Ja. Jej skutkiem jest przede wszystkim upokorzenie ?leczonego? i pogorszenie jego stanu. Co więcej, jak ? posługując się metaforą ?gry w dziobanego? ? zauważa McMurphy, spotkania dezintegrują grupę, co sprzyja zaprowadzonemu przez Wielką Oddziałową porządkowi.

Sami pacjenci wierzą jednak w słuszność teorii społeczności terapeutycznej oraz jej szpitalnej interpretacji. Są karni i  posłuszni, dostrzegają sens terapii grupowej oraz wszystkich ograniczeń, jakie są im nakładane, Oddziałową nazywają zaś ?aniołem miłosierdzia?. Gdy Mack zaraz po przybyciu do szpitala pyta jego mieszkańców o to, kto jest ich ?hersztem?, ?królem wariatów?, ci bez zastanowienia wskazują Hardinga ? przewodniczącego ?demokratycznie? wybranego samorządu pacjentów. ?Król wariatów? oburza się, gdy McMurphy krytykuje terapię grupową, choć sam przed chwilą był podczas niej upokarzany ? czego nie kwestionuje, ale uważa za konieczne. Dopiero działania McMurphy?ego obnażają iluzoryczność szpitalnej ?demokracji? i uświadamiają pensjonariuszom, że są oszukiwani. Znamienna jest tutaj scena głosowania nad zmianą harmonogramu dnia tak, aby chętni mogli obejrzeć baseballowe World Series. Okazuje się, że dla zmiany harmonogramu potrzebna jest bezwzględna większość pacjentów oddziału, przy czym przewagę wśród nich mają kompletnie niezdolni do głosowania Chronicy. W ten sposób ?anioł miłosierdzia? stopniowo przekształca się w oczach kuracjuszy w ?zołzę? lub ?ździrę?.

Goffman opisał w swojej pracy cztery taktyki adaptacji do instytucji totalnej. Skupię się tutaj na dwóch: nawróceniu i nieprzejednaniu. Pierwsza z nich to przyjmowanie punktu widzenia personelu i staranne przestrzeganie narzucanych przez niego zasad. Do czasu pojawienia się McMurphy?ego właśnie ta taktyka dominuje w postawach pensjonariuszy. Mack jest z kolei klasycznym przykładem drugiej z interesujących nas taktyk, czyli w pewnym uproszeniu ? buntu. Aktywnie przeciwstawia się instytucji, co wymaga od niego dogłębnego poznania rządzących nią formalnych i nieformalnych reguł. Zwycięstwo zawadiaki w rozgrywce z Oddziałową zależy od tego, na ile uda mu się ?zarazić? kolegów z oddziału swoim nieprzejednaniem. Ratched stara się z kolei podtrzymywać u swoich podopiecznych postawę nawrócenia.

Powieść można podzielić na kilka partii rozgrywających się według podobnego schematu. Najpierw McMurphy staje się coraz bardziej bezczelny i, znajdując naśladowców wśród innych pacjentów, narusza ustanowiony przez Oddziałową porządek. W tym momencie szuler jest górą, zaś miejsce akcji ?Lotu?? zamienia się w jeden z tych oddziałów, o których Goffman pisał, że panuje w nich ?duch? nieprzejednania. W końcu jednak kryminalista posuwa się o krok za daleko (np. wybijając szybę dyżurki) i daje pielęgniarce pretekst, by wymierzyła mu karę (np. przeniesienie na oddział dla furiatów lub elektrowstrząsy). Są to momenty triumfu siostry Ratched, w których rezon tracą także jej podopieczni.

Jeśli chodzi o tych ostatnich, ich zachowanie w konflikcie między Wielką Oddziałową a McMurphym wykazuje w pewnym stopniu ich niedostosowanie do życia w społeczeństwie. Pacjentom brakuje własnego głosu, a to, co robią i mówią zawsze stanowi albo próbę skopiowania działań McMurphy?ego, albo całkowite podporządkowanie oczekiwaniom siostry. Dlatego kary wymierzane innym niż Mack pacjentom ? na przykład wprowadzenie reglamentacji papierosów (znów kłania nam się udręczanie Ja) ? nie przynoszą pożądanych skutków. Ciężko jednak rozstrzygnąć, czy ten brak niezależności jest przyczyną, czy skutkiem przebywania w szpitalu. Powszechność zjawiska wśród pensjonariuszy wskazuje na to drugie.

Poddając refleksji ?Lot nad kukułczym gniazdem? trzeba pamiętać, że historię tę zdaje nam Wódz Bromden, udający głuchoniemego pacjent szpitala. Narrator jest więc nie tylko  nieobiektywny, ale też chory psychicznie. I choć zmiany w narracji oraz pewne wątki fabularne sugerują, że być może McMurphy dał rosłemu Indianinowi skuteczną terapię, to nie wiemy, jakie skutki miałyby wybryki kryminalisty, gdyby wydarzenia opisane w książce były prawdziwe. Można więc bronić tezy, że racja w opisywanym konflikcie stała po stronie Ratched. Nie zmienia to jednak faktu, że McMurphy obnażył szereg nadużyć i oszustw Wielkiej Oddziałowej. ?Instytucje totalne? Goffmana z kolei jasno dają do zrozumienia, że opisywany szpital bynajmniej nie byłby w USA pod koniec lat 50. XX wieku niechlubnym wyjątkiem. Nawet, jeżeli keseyowski opis rzeczywistości ?kukułczego gniazda? jest nieco przerysowany, to wykazuje on te same patologie, co literatura naukowa.


[1]techniki wykorzystywania mechanizmów rządzących instytucją do celów niezgodnych z jej intencjami.

Autor: Łukasz Pawlak

Socjolog hybrydowy, student Uniwersytetu Warszawskiego. Dla ?Sedna? pisze głównie o książkach. Swoją pasję do literatury pięknej odkrył po tym, jak fascynacja kontrkulturą lat 60-tych zaprowadziła go do bitników.

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.