FB Twitter

Thriller fizyczny ? recenzja Czasomierzy

| 0 komentarzy

Thriller fizyczny, David Mitchell, ?Czasomierze?, Wydawnictwo MAG (Uczta Wyobraźni)

David Mitchell po raz kolejny sięgnął po specyficzną formę powieści szkatułkowej, której potencjał po mistrzowsku wyzyskał już w nagrodzonym Bookerem ?Atlasie chmur?. Tym razem rozmach jest jednak nieco mniejszy ? akcja rozgrywa się na przestrzeni niecałych sześćdziesięciu ? a nie kilkuset ? lat, zaś poszczególne opowieści spina postać głównej bohaterki, niejakiej Holly Sykes, równolatki autora. Także żonglerka gatunkami jest, przynajmniej w porównaniu do ?Atlasu??, bardzo skromna: owszem, niektóre fragmenty przyjmują na przykład charakter reportażu czy powieści środowiskowej, ale żadnej ze składających się na książkę historii nie poznajemy z listów albo dziennika pokładowego. Właściwie jednak nadal wydaje mi się, że ?Czasomierze? są niewystarczającym paradoksem i Mitchell napisałby dzieło ?większe?, bardziej uniwersalne, gdyby nieco konsekwentniej poszedł w kierunku kameralności.

Zaczynamy w roku 1984 u Kapitana Marlowa (cóż, dla łowców aluzji literackich twórczość Mitchella okazuje się być zaskakująco atrakcyjnym rewirem). Holly Sykes poznajemy jako skłóconą z rodzicami i zranioną przez sporo starszego partnera piętnastolatkę na gigancie. ?Fala gorąca? ? bo taki tytuł nosi pierwsza część książki ? pełna jest więc młodzieńczej naiwności, skrajnych emocji i przygód lub, jak kto woli, trudów tułaczki, której jedynym celem jest udowodnienie własnej samodzielności. Uderza mizoandria samej Holly, jak i innych bohaterek, ale to, co z jednej strony mierzi, z drugiej skłania do refleksji, albo i uderzenia się w pierś. Jak to w rasowej opowieści o dorastaniu mamy też ?soundtrack?, z Talking Heads jako headlinerami. Jednocześnie fabuła powoli kolonizowana jest przez wątek fantastyczny. Na szczęście, nim czytelnik zdąży pomyśleć ?o cholera! Czyżbym właśnie wpieprzył się w jakieś young adult?? akcja przeskakuje o siedem lat.

uczta_wyobrazni_czasomierze_zrodlo - mag_com_pl

Źródło: www.mag.com.pl

I o kilka klas społecznych wyżej. Złota młodzież z Cambridge, przyszli pracownicy City, deputowani do Izby Lordów i adwokaci w sprawach gospodarczych, przed społeczną degradacją chronieni ?buforem słabych szkół państwowych? ? jak ujmuje to główny bohater tej części, Hugo Lamb. ?Niosę mirrę, gorzka jej woń? to opowieść o narcyzmie, zepsuciu i krótkowzroczności tych, którzy w życiu mają zbyt łatwo. Na nie do końca uświadomione wady bohatera zbiorowego nakłada się chłodny cynizm, nielojalność i nieuczciwość Hugona. Kumulacja dwóch warstw przywar daje nam porywającą historię o ludziach, których nienawidzimy.

?Wesele? i ?Samotna planeta Crispina Hersheya?, których akcja rozgrywa się odpowiednio w latach 2004 i 2015, uderzają w podobne tony co twórczość Grega Baxtera czy Michela Houellebecqa. Akcja tych części tomu kręci się wokół kryzysów małżeńskich, samotności, poszukiwań ukojenia w konsumpcji i duchowego ubóstwa. Przy czym ?problemy pierwszego świata? zostają tutaj skonfrontowane z brutalną rzeczywistością irackiej wojny, którą czytelnik poznaje za pośrednictwem reportażu Eda Brubecka ? głównego bohatera części zatytułowanej ?Wesele?. Przedstawiony w powieści wycinek jego życia to obraz prób pogodzenia trudnego i niebezpiecznego zawodu korespondenta wojennego z rolą ojca. W ?Samotnej planecie Crispina Hersheya? znany z ?Atlasu chmur? motyw zemsty twórcy na bezwzględnym krytyku został podniesiony do rangi głównego wątku ?szkatuły?. Zemsty owej dokonuje tytułowy Crispin Hershey ? gasnąca gwiazda brytyjskiej literatury pięknej. Po raz drugi w ?Czasomierzach? specyficzne środowisko ? tym razem pisarzy i wydawców ? poznajemy oczami narcystycznego antybohatera. Teraz jednak jego pewność siebie zdaje się być jedynie próbą przesłonięcia bezradności. Ciężko tę postać utożsamiać z autorem, ale faktem jest, że możemy znaleźć sporo nieprzypadkowych podobieństw.

Ot, na przykład Richard Chesseman, wspominany już przeze mnie bezwzględny krytyk, formułuje wobec najnowszej powieści Hersheya zarzut, który, gdyby go nieco złagodzić, byłby bardzo adekwatny do ?Czasomierzy?: ?wątek fantastyczny z takim impetem zderza się z raportem o stanie świata (?), że aż nie mogę patrzeć na masakrę po katastrofie?. Zupełnie jakby autor zdawał sobie sprawę z tego, że przewijający się przez całą książkę i będący osią fabularną jej przedostatniej części motyw wojny między dwoma stronnictwami nieśmiertelnych ludzi wprowadza do całej historii dokładnie nic. W kinie dramat z kilkudziesięciominutową blockbusterową wstawką być może by się sprawdził, ale na kartach powieści jedynie wybija z rytmu. Prezentowana w ?Labiryncie Horologa? nadrzeczywistość, w której ?dobrzy? i ?źli? tytani ciskają w siebie nawzajem piorunami, zdaje się nie być w żaden sposób powiązana ze światem w którym żyjemy, zaś zastosowana w nim narracja nie trzyma w napięciu.

Na koniec powieści Mitchell znów oddaje głos staruszce Holly Sykes. ?Sheep?s Head? jest raczej obrazem niż linearną historią. Rok mamy raptem 2043, ale świat zmienił się już nie do poznania. Wskutek wyczerpania zasobów i zmian klimatycznych europejskie kraje muszą reglamentować wszelkie dobra: od żywności, przez paliwo i prąd, po transfer internetowy. W rolnictwie, które znowu staje się główna gałęzią gospodarki, traktor i kombajn ustępują miejsca koniowi i pługowi, a zorganizowane grupy przestępcze jako haracz zbierają kolektory słoneczne. Regresowi cywilizacyjnemu towarzyszy powrót religijności. Mitchellowska postapokalipsa nie do końca mnie kupiła, jej wizja jest interesująca, ale zbyt przerysowana by niepokoić.

Zawarcie w jednym dziele kilku historii składowych, złączonych jedynie ledwie wyczuwalną ramą, to zabieg, który pozwala dotknąć wielu różnych problemów i przedstawić je z różnych punktów widzenia. David Mitchell nie zmarnował potencjału tej specyficznej formy: czytelnik ?Czasomierzy? w istocie wchodzi w skórę poszczególnych narratorów i jest w stanie zrozumieć sądy i motywacje wynikające z odległych mu sposobów myślenia oraz systemów wartości. Jednocześnie każda z części ma wyraźnie ? i unikalnie, bo oczami konkretnego narratora ? zarysowane kulturowe, społeczne i polityczne tło, w stosownym stopniu warunkujące zarówno wydarzenia z poszczególnych segmentów, jak i przebieg całego życia Holly, będącej najważniejszym trybem głównego zegara. Autorowi zdecydowanie udało się stworzyć ?kronikę naszych konsumpcjonistycznych czasów? i ?powieść panoramiczną?, jak utwór ten określany jest z tyłu okładki.

Niestety, padają tam także sformułowania ?thriller metafizyczny i refleksja nad śmiertelnością?. Nie ma w zasadzie po co zaznaczać, że metafizyka to nie to samo, co fantastyka, bo owszem, ?Czasomierze? wywołują pewne thrills, ale nie tam, gdzie na scenę wkraczają czynniki nadprzyrodzone. Co do refleksji nad śmiertelnością, to ciężko stwierdzić, by wydawca miał na myśli cokolwiek prócz stanu konta. Bo kogo jako kogo, ale Davida Mitchella nie podejrzewam o konkluzję, że złożoność ludzkiej psychiki bierze się ze śmiertelności, a gdyby istniała garstka nieśmiertelnych, to można by ich było podzielić na doskonale dobrych i doskonale złych. Pięćset stron genialnej prozy plus sto pięćdziesiąt do wyrwania.

Autor: Łukasz Pawlak

Socjolog hybrydowy, student Uniwersytetu Warszawskiego. Dla ?Sedna? pisze głównie o książkach. Swoją pasję do literatury pięknej odkrył po tym, jak fascynacja kontrkulturą lat 60-tych zaprowadziła go do bitników.

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.