FB Twitter

Polskie wojowniczki

| 0 komentarzy

Gdyby ktoś przed Mistrzostw Świata wiedział, że polskie piłkarki ręczne zakończą rywalizację w ścisłej czołówce, uwierzyliby tylko niepoprawni optymiści. Strefa medalowa wydawała się celem utopijnym, nieosiągalnym, o którym każda z zawodniczek jedynie śniła. Jednak impreza, która miała miejsce u schyłku 2015 roku pokazała, że sport to przedziwne zjawisko, w ramach którego zdarzyć się może wszystko, a w słowniku sportowców i kibiców nie znajduje się słowo ?niemożliwe?.

7460358536_fdd27a7cd5_b

Źródło: www.flickr.com

Rywalizacja w grupie B przebiegała według oczekiwań. Polki zwyciężyły we wszystkich spotkaniach, w których tego oczekiwano. Nasze reprezentantki nie dały wielkich szans Kubankom, Chinkom i reprezentantkom Angoli. Bolesnym momentem była porażka ze Szwecją, bo biało-czerwone grały ze swoimi rywalkami jak równy z równym, a o końcowym rezultacie zadecydował łut szczęścia. Polki przegrały zaledwie jedną bramką. Drugie potknięcie było o wiele bardziej znaczące, Holenderki zmiotły nas z powierzchni ziemi. Wyżej notowane rywalki, które wymieniało się w gronie faworytek, rzuciły o 11 bramek więcej niż Polki i zwyciężyły 31:20.

Los chciał, że w 1/8 finału trafiliśmy na Węgierki. Eksperci zgodnie powtarzali, że tylko gra na najwyższych obrotach da nam upragniony awans. Już początek meczu pokazał, że Polki ani myślą o pożegnaniu z Danią na tym etapie turnieju. Świetna gra Karoliny Kudłacz-Gloc i skuteczność Patrycji Kulwińskiej sprawiły, że Polki prowadziły 10:4. Przeciwniczki potwierdziły jednak swoją klasę, grając cierpliwie i doprowadzając do wyrównania. W późniejszej fazie rywalizacji wyszły nawet na prowadzenie i to nasza kadra musiała odrabiać straty. Serca kibiców stanęły na minutę przed końcem, kiedy swój rzut spaliła Kulwińska, a na zegarze widniał wynik 24:23 dla Polek. Węgierki miały 60 sekund by wyrównać, ale powstrzymała ich Anna Wysokińska w polskiej bramce i nasza kadra awansowała do ćwierćfinału, dzięki jednobramkowej wygranej.

Walka o strefę medalową zapowiadała się tym bardziej interesująco, że przyszło nam ją stoczyć z odwiecznym rywalem ? Rosją. Mecze z takim przeciwnikiem cieszą się swoją marką i nie trzeba nikogo dodatkowo motywować, zwłaszcza gdy idzie o awans do najlepszej czwórki. Rosjanki były do tej pory niepokonane na duńskim turnieju, ale polskie zawodniczki głęboko wierzyły, że passa ta zostanie przerwana właśnie w ćwierćfinale. Wiary nie brakowało także trenerowi reprezentacji Polski, Kimowi Rasmussenowi, który choć stwierdził, że Rosja to najlepsza drużyna na tym turnieju, to był jednocześnie przekonany o sile polskiej ekipy, która była w stanie Rosjanki pokonać. Selekcjoner polskiej kadry wiedział co mówi, bo świetna gra Polek sprawiła, że Rosjanki wydawały się mocno zdezorientowane w pierwszej połowie meczu. Gubiły sporo piłek w ataku, pozwalały naszym piłkarkom na wiele i w efekcie trzybramkowe prowadzenie, wypracowane już na początku spotkania, dotrwało niemalże do końca pierwszej połowy. W drugiej odsłonie Rosjanki wzięły się do pracy, ale nie przyszło im łatwo odrabianie strat, dzięki solidnej grze Polek. Na szczególne wyróżnienie zasłużyła Monika Kobylińska, która dzieliła i rządziła na parkiecie. To ona zdobyła 21 bramkę, która okazała się decydująca – na kilkanaście sekund przed końcem Weronika Gawlik obroniła rzut Anny Wakieriewej i na polskiej ławce znów zapanował dziki szał. Polki ponownie zwyciężyły i po raz drugi zrobiły to najmniejszą różnicą bramek. Nie to jednak było najważniejsze, największe znaczenie miał fakt, że Polska znalazła się w najlepszej czwórce turnieju.

6413563039_2b44c47b7c_b

Źródło: www.flickr.com

Drabinka mistrzostw została ułożona tak, że Polkom przyszło raz jeszcze zmierzyć się z Holenderkami, które w grupie rozbiły naszą drużynę. Był to idealny moment do rewanżu. Wystarczyło znów rzucić o jedną bramkę więcej od przeciwniczek, by móc zagrać o złoto. Niestety, mecz z reprezentacją Holandii od początku się nam nie układał i jeżeli ktoś powiedział wtedy, że biało-czerwone jedynie asystowały rywalkom na boisku, to wcale nie minął się z prawdą. Do przerwy Holandia prowadziła 15:8. Możemy sobie tylko wyobrazić, jak mocne słowa padły w polskiej szatni, ponieważ na drugą część gry wyszła odmieniona drużyna. Zadziorna, zdeterminowana i ambitna. Każda z zawodniczek wiedziała, że tego meczu już wygrać nie można, ale tak samo każda z nich chciała pozostawić po sobie jak najlepsze wrażenie. Polki musiały uznać wyższość rywalek, ale chyba nikt nie zaprzeczy, że wynik 30:25 wygląda o wiele lepiej niż ten z fazy grupowej czy sprzed przerwy.

Polkom pozostało szybko zapomnieć o porażce w półfinale i wrócić do gry z meczu z Rosją. Tylko najwyższa forma mogła nam dać upragniony medal. O brąz przyszło nam się zmierzyć z Rumunią, która nieznacznie przegrała z Norwegią w półfinale. Od pierwszej minuty widać było, kto wyszedł bardziej poraniony z batalii o finał, ponieważ to Rumunki przewyższały nas w agresji i determinacji. O grze naszych piłkarek w meczu o trzecie miejsce nie można powiedzieć nic dobrego. Może zabrakło sił, a może to trzecie miejsce zwyczajnie nam się nie należało? Polki uległy 22:31 i zajęły czwarte, najgorsze dla sportowca miejsce.

Kiedy witano polskie reprezentantki na lotnisku, trudno było zauważyć szczery uśmiech, na którejś z ich twarzy. We wszystkich głowach siedziała wciąż myśl, że były o krok od historycznego sukcesu. Czwarte miejsce miało dla nich gorzki smak. Ale nikt w kraju nie podzielał ich nastrojów. Wszyscy kibice zgodnie twierdzili, że ta reprezentacja osiągnęła ogromny sukces i przyniosła wiele powodów do dumy. Może momentami brakowało naszym zawodniczkom polotu? Może w kilku fragmentach mistrzostw widoczna była różnica klas na tle innych drużyn? Jednak to wszystko miało drugorzędne znaczenie, bo ostatecznie w sporcie liczy się to, kto ile serca włoży do gry. A polskie piłkarki ręczne zostawiły je na duńskich parkietach w całości.

Autor: Dominik Kania

Student dziennikarstwa i medioznawstwa. Do wielkiej stolicy przybył z mniejszych, lecz niemniej dumnych Katowic. Przez całe życie obserwuje i to naprawdę inspirujące zajęcie, bo dzięki temu rodzi się w jego głowie natłok myśli, który aż domaga się przelania na papier. Uwielbia sport, a szczególnie piłkę nożną, która towarzyszy mu od przedszkola. Interesuje się także wszystkim tym, co nas otacza i rzadko udaje mu się powstrzymywać od komentarza wydarzeń politycznych, czy społecznych. Tymi obszarami zamierza się zajmować w "Sednie", ale ponieważ temat czasem leży na chodniku, nigdy nie mówi nigdy.

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.