FB Twitter

Trafił(a) w Sedno – wywiad z Anną Morawską

| 0 komentarzy

Rozpoczynamy nasz nowy cykl pt: ?Trafił(a) w Sedno?. Zapytamy w nim naszych gości o czasy studenckie, bieżącą działalność i plany na przyszłość. Warto śledzić ten blok, ponieważ tylko tutaj pojawią się słowa inspirujących ludzi skierowane do nas- studentów.

Naszym pierwszym gościem jest Anna Morawska, dziennikarka ?Panoramy?, na co dzień zajmująca się problemami polskiego społeczeństwa, która uwielbia pomagać i nieść uśmiech tam, gdzie występuje on najrzadziej.

DSC05488

Archiwum prywatne Anny Morawskiej

SEDNO: Opuściła Pani rodzinny Toruń, by studiować w Warszawie. Co skłoniło Panią do podjęcia takiej decyzji?

ANNA MORAWSKA: Marzyłam o tym, żeby studiować dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. W klasie maturalnej zgłosiłam się na praktyki redakcyjne do toruńskich ?Nowości?. Dla tej gazety przeprowadziłam szereg wywiadów ze znanymi ludźmi ze świata sportu i kultury. Dzięki tym praktykom dostałam 10 dodatkowych punktów podczas egzaminów wstępnych na UW i znalazłam się na liście szczęściarzy, którzy dostali się na dziennikarstwo. Wybrałam Warszawę również dlatego, że tu są ogólnopolskie media, tu są ludzie decydujący o życiu przysłowiowych Kowalskich.

SEDNO: Jak wspomina Pani edukację na Uniwersytecie Warszawskim? Jaki wpływ miały te lata na Pani przyszłość? Czy coś wniosły, zmieniły?

AM: Od początku studiów pracowałam. Na pierwszym roku – w Polskim Radiu, a od drugiego roku ? w redakcji telewizyjnej ?Panoramy?. Jestem bardzo wdzięczna wykładowcom UW, że dzięki bardzo dobrej współpracy z nimi, udało mi się skończyć studia dzienne, choć pracowałam w ?Panoramie?. Zajmowało mi to 20 dni w miesiącu od 10 rano do 22 (o tej porze ukazywała się ?Panorama?). Mam jak najlepsze wspomnienia ze studiów na UW. Jednak praktyka w redakcji to podstawa, by stać się dziennikarzem. Tego na żadnych studiach nie da się nauczyć. Studia humanistyczne są po to, żeby dać nam ?bazę?, na której trzeba samemu zbudować swój styl.

SEDNO: Może zechce się Pani podzielić jakąś anegdotą z tamtych lat lub czymś co szczególnie zapadło Pani w pamięci?

AM: Moją piętą Achillesową są nauki ścisłe, dlatego wybrałam studia humanistyczne. Byłam przerażona, kiedy okazało się, że na pierwszym roku są zajęcia z logiki. Na szczęście tylko jeden semestr. Ale to było wyzwanie. Zajęcia z logiki prowadziła pani prof.Żandarowska. Byłam chyba ostatnim rocznikiem przed jej odejściem na emeryturę. Na tych zajęciach nigdy się nie odzywałam. Udało mi się ani razu nie zostać wezwaną do tablicy, bo na szczęście w mojej grupie byli prymusi, którzy zgłaszali się na ochotnika do rozwiązywania zadań. Pod koniec semestru pani profesor powiedziała, że zwolni z egzaminu jedną osobę, która była najbardziej aktywna w całym semestrze. Moje zaskoczenie było ogromne, kiedy powiedziała, że tą osobą jestem? ja (śmiech). Grupa wybuchła śmiechem, ale w żaden inny sposób mnie nie wydała. Byłam przeszczęśliwa, że nie muszę zdawać egzaminu z logiki. Niestety moja przygoda z tym przedmiotem tak łatwo się nie skończyła. Po skończeniu dziennikarstwa na UW, zapisałam się na studia w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Tam miałam dwa semestry kończące się egzaminem, dlatego nie mogłam przepisać oceny z UW. Logika była moim utrapieniem. Zdałam ten egzamin przy trzecim podejściu. Za to na piątkę (śmiech).

SEDNO: Jest Pani przykładem osoby pracującej w zawodzie, o którym zawsze marzyła. Jest jakiś przepis na taką karierę, by zrealizować swoje plany i przełożyć ukończone studia na swoją zawodową przyszłość?

AM: Tym przepisem jest konsekwentne dążenie do celu. Pamiętam, że w wakacje po skończeniu trzeciej klasy liceum, powiedziałam rodzicom podczas śniadania: ?Wyjeżdżam do Warszawy na studia. Zacznę od pracy w gazecie, a później pójdę do radia i telewizji?. Moi rodzice nie byli zachwyceni tym pomysłem. Szczerze mówiąc, byli załamani. Marzyli o tym, żebym skończyła prawo na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu. Namawiali mnie na te studia, ale byłam stanowcza. W końcu ulegli moim prośbom i pozwolili mi wyjechać do Warszawy. Dziś tego nie żałują.

P1070169

Archiwum prywatne Anny Morawskiej

SEDNO: W ?Panoramie? zajmuje się Pani sprawami społecznymi? Dlaczego wybrała Pani tę specjalizację?

AM: Sprawy społeczne i medyczne to nasze codzienne życie, dlatego się tym zajmuję. W polityce ważne bywa to, kto do kogo pierwszy wysłał obraźliwego SMS-a. Mnie to niespecjalnie interesuje. Tak zwani ?zwykli? ludzie są dla mnie najważniejsi. Oni naprawdę mają problemy takie, jak kosztowny zakup wózka inwalidzkiego dla dziecka, sfinansowanie leczenia, kolejki do specjalistów, brak miejsc w żłobkach, przedszkolach itp. Nie wiem o wszystkich. Uważam, że lepiej pomóc jednej osobie niż nikomu. A dobro na szczęście inspiruje wiele osób, które anonimowo i chętnie pomagają potrzebującym wokół siebie. Poza tym nigdy nie przygotowuję felietonu skoncentrowanego tylko i wyłącznie na losie jednego człowieka, a staram się pokazać problem szerzej, by inni widzowie w podobnej sytuacji dowiedzieli się czegoś użytecznego dla nich. Mój zawodowy mentor, Andrzej Turski, powiedział mi kiedyś: ?Ania, bieda to nie cytryna, nie można jej wyciskać?. Te słowa zapamiętam do końca życia. Nigdy nie kieruję się ?sensacją dla sensacji?, ?nie wyciskam biedy?. Staram się wyciągać wnioski i pokazywać problem w szerszym kontekście społecznym. Z drugiej strony jest to niezmiernie miłe, kiedy po ?Panoramie? dzwoni do mnie bohater mojego felietonu  i dziękuje mi za to, że udało się rozwiązać problem, z którym sobie nie radził. Po to jesteśmy, my ? dziennikarze. Dla mnie to wyróżnienie, że mogę wykonywać ten zawód i obserwować ludzkie twarze, na których, po łzach i przygnębieniu, pojawia się uśmiech.

SEDNO: No właśnie, jest pani współautorką książki ?7 dni. Świat Andrzeja Turskiego?. Co skłoniło Panią do podjęcia się opublikowania biografii tej wielkiej postaci polskiego dziennikarstwa?

AM: Andrzej Turski jest dla mnie ?telewizyjnym tatą?. To on zaprosił mnie na praktyki do ?Panoramy?. Kiedy byłam w klasie maturalnej, marzyłam o wywiadzie z nim. W 2005 roku wrócił do prowadzenia ?Panoramy? po wygranej walce z rakiem. Byłam ciekawa, jak się czuje i jak wyglądała jego walka z chorobą, a nigdzie nie znalazłam takiej informacji. Postanowiłam napisać do niego e-mail i zapytać, czy udzieli mi wywiadu do toruńskich ?Nowości?. Ku mojemu zaskoczeniu natychmiast odpisał i podał swój numer telefonu. W słuchawce usłyszałam jego piękny, radiowy głos. Trochę się bałam, że uzna moje pytania za głupie i potraktuje mnie jak niedoświadczoną uczennicę, ale tak się nie stało. Opowiedział mi o swojej pracy w telewizji i walce z rakiem. Byłam pod jego wielkim wrażeniem. Nie ukrywam, że trochę się załamałam, kiedy w redakcji usłyszałam, że wywiad nie zostanie opublikowany dopóki nie zdobędę zdjęcia Andrzeja Turskiego. Wróciłam do domu. Rozpłakałam się i wtedy mój tata powiedział: ?Dziecko, kupię ci to zdjęcie, ale najpierw zadzwoń do pana Andrzeja i zapytaj, czy ma w komputerze swoje zdjęcie, które mógłby ci wysłać?. Tak zrobiłam. Przeprosiłam Andrzeja Turskiego za tę sytuację. Rozbawiony odpowiedział mi: ?Nie kolekcjonuję swoich zdjęć w komputerze, ale zapytam żonę. Zosiu! Podejdź!?. Po chwili w słuchawce usłyszałam głos pani Zofii Turskiej, lekarki. Powiedziała, że może mi wysłać zdjęcie męża, które stoi w ramce nad telewizorem, ale pod warunkiem, że je odeśle, bo ramka nie może stać pusta. Obie się roześmiałyśmy. Pani Zofia pobiegła na pocztę i wysłała mi zdjęcie męża. Wywiad się ukazał, a Andrzej Turski powiedział, że jak przyjadę na studia do Warszawy, to koniecznie mam go odwiedzić, bo musi poznać dziennikarkę, która zabrała mu zdjęcie z salonu. To dla mnie niezwykle ważna historia, bo zaważyła na całym moim życiu zawodowym.  Kiedy przyjechałam do Warszawy podczas spotkania w telewizji Andrzej Turski zaproponował mi praktyki w ?Panoramie?, gdzie pracuję do dziś. Książka ?7 dni. Świat Andrzej Turskiego? jest moim podziękowaniem dla wybitnego dziennikarza, z którym miałam zaszczyt pracować przez ponad siedem lat.

SEDNO: Kiedy dziś wspomina Pani Andrzeja Turskiego, uświadamiając sobie, że odszedł i już nigdy nie usłyszy: ?Panorama. Dobry wieczór Państwu. Andrzej Turski?, to co Pani czuje?

AM: Trudno mi się pogodzić z tym, że go nie ma i robię wszystko, co w mojej mocy, by pamięć o nim pozostała jak najdłużej. Z mojej inicjatywy newsroom ?Panoramy? nosi imię Andrzeja Turskiego. Przy wejściu do naszej redakcji wisi jego zdjęcie, na którym codziennie uśmiecha się do nas. Takim pozostanie w naszej pamięci. Obok, na półce stoi jego ?Telekamera? za całokształt pracy dziennikarskiej, którą ofiarowała nam córka Andrzeja ? dziennikarka Urszula Chincz. Laureaci tegorocznej Olimpiady Wiedzy o Mediach poza indeksami dostaną książkę ?7 dni. Świat Andrzeja Turskiego?. Tylko w ten sposób mogę mu podziękować za to, że zupełnie bezinteresownie dał mi szansę pracy w telewizji i spełnił moje największe marzenie. Bardzo mi przykro, że nie ma go już w naszej redakcji. Że już nigdy nie usłyszę z samego rana: ?Ania, dlaczego jeszcze nie napisałaś dla mnie zapowiedzi do twojego felietonu? Ile mam czekać? Nie nadwyrężaj mojej sympatii do ciebie?. Zapowiedzi dla prezenterów reporterzy piszą na samym końcu, popołudniu. Dla Andrzeja nauczyliśmy się pisać z samego rana, by mógł je dopracowywać w swoim stylu. Był niezwykłym perfekcjonistą i profesjonalistą, a przy tym dobrym, wrażliwym człowiekiem. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Dla mnie Andrzej Turski jest niezastąpiony i należy do grona najlepszych dziennikarzy w powojennej historii polskich mediów.

SEDNO: Zmieniając nieco temat. Co oprócz dziennikarstwa i wszelkich kwestii z nim związanych, kocha Anna Morawska?

AM: Kocham ludzi. Każdy człowiek ma w sobie coś fascynującego. Uwielbiam poznawać nowe osoby, dlatego moją pasją są podróże. Każda z nich to dziesiątki, a nawet setki poznanych ludzkich historii, o których można pisać książki. Mam niezwykłe szczęście, że dzięki pracy dziennikarskiej, mogę rozwijać swoje pasje i pomagać ludziom. Pracuję jako psycholog-wolontariusz z dziećmi w śpiączce w klinice ?Budzik?. Przygotowałam charytatywnie kampanię społeczną ?Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję?. Teraz pracuję nad kolejną odsłoną tego projektu. Staram się nie marnować czasu. Bardzo dużo ważnych rzeczy dzieje się wokół mnie i jako dziennikarka staram się je zauważać.

Anna Morawska

Archiwum prywatne Anny Morawskiej

SEDNO: Jakie jest Pani największe marzenie?

AM: Jako licealistka marzyłam o tym, żeby pracować najpierw w prasie, później w radiu i w telewizji. Bardzo szybko udało mi się spełnić te marzenia. Pracując w telewizji, marzyłam o tym, żeby kiedyś napisać książkę. W tym roku ukazały się dwie moje książki ? ?7 dni. Świat Andrzeja Turskiego? i ?Twarze depresji?. Ostatnio moja mama również zapytała mnie, o czym teraz marzę. Odpowiedziałam jej: ?Mamo, mam 30 lat i osiągnęłam więcej niż kiedykolwiek marzyłam. Teraz marzę o tym, żeby zwolnić i złapać oddech?. A na poważnie ? nie potrafię zwolnić tempa. Przez ostatnie dwa lata bardzo ciężko pracowałam. Miałam 20 dyżurów miesięcznie w ?Panoramie?. Niemal równocześnie pisałam dwie książki. W marcu obroniłam drugi tytuł magistra ? tym razem w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Teraz marzę o tym, by móc połączyć moje dwa zawody ? dziennikarza i psychologa. Żyję w ciekawych czasach wśród ciekawych ludzi, o których można pisać książki, robić reportaże i felietony. Każdy dzień przynosi nowe wyzwania i to mnie fascynuje.

Autor: Dominik Kania

Student dziennikarstwa i medioznawstwa. Do wielkiej stolicy przybył z mniejszych, lecz niemniej dumnych Katowic. Przez całe życie obserwuje i to naprawdę inspirujące zajęcie, bo dzięki temu rodzi się w jego głowie natłok myśli, który aż domaga się przelania na papier. Uwielbia sport, a szczególnie piłkę nożną, która towarzyszy mu od przedszkola. Interesuje się także wszystkim tym, co nas otacza i rzadko udaje mu się powstrzymywać od komentarza wydarzeń politycznych, czy społecznych. Tymi obszarami zamierza się zajmować w "Sednie", ale ponieważ temat czasem leży na chodniku, nigdy nie mówi nigdy.

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.