FB Twitter

Relaks i inne czasy – recenzja książki „Relaks Amerykański”.

| 0 komentarzy

Juliusz Strachota, ?Relaks amerykański?, Korporacja Ha!art

Xanax. Różowa tabletka produkowana przez koncern znany głównie z tabletek niebieskich, jest dla Juliana mniej więcej tym, czym inna niebieska tabletka mogła być dla Neaz filmu ?Matrix?, ale wtedy ten film by nie powstał. Z przyzwyczajenia myślimy jednak, że życie to nie cyberpunk, więc książka ?Relaks amerykański? powstała. I choć o uzależnieniach napisano już pewnie więcej niż  o miłości, to chyba dobrze się stało. Nie tylko dlatego, że ? jak do znudzenia powtarzają krytycy, więc ja poprzestanę na jednym zdaniu ? przedmiotem uzależnienia nie są żadne proszki z meliny, tylko milion razy przebadany, dopuszczony do obrotu i szeroko stosowany w leczeniu depresji lek.

W opisie relacji między ćpunem a substancją  Juliusz Strachota poszedł podobną drogą jak Tomasz Piątek w ?Heroinie? ? skoncentrował się na tym, co w narkotyku było dobre. Główny bohater rujnuje co prawda swoje życie: traci kobietę i pracę, wpada w długi, sprzedaje drogie sprzęty za bezcen, miewa nawet zespół odstawienia, ale przez większość czasu czuje się szczęśliwy.  A przynajmniej zrelaksowany. Na spotykające go tragedie patrzy przez różowe okulary, które zakłada mu antydepresant. Spotyka go wiele nieszczęść, ale jedynym zmartwieniem pozostaje kwestia zdobycia pieniędzy i recept. Autor sięgnął do swoich wspomnień z czasów ?czynnej narkomanii? nie tylko po fakty, ale także po spojrzenie na świat i uczucia jakie mu wtedy towarzyszyły. ?Relaksu amerykańskiego? nie czyta się więc jak dzieła retrospektywnego, a raczej jak relację na żywo z życia lekomana. Efektowi temu służy także kompozycja utworu. Składa się on z niedbale napisanych krótkich rozdziałów, które w apogeum uzależnienia przekształcają się w powyrywane z kontekstu kilkuzdaniowe scenki rozgrywające się w dużych odstępach czasu i nacechowane rosnącą, acz nadal nieprzeszkadzającą w byciu wyluzowanym, paranoją.

grafika 1fot. Kaja Dulińska

Przychodzi też jednak opamiętanie i narrator z nałogu wychodzi. Co więcej, przestrzega przed nim innych. Niektórzy recenzenci zarzucają  Strachocie, że ?podetoksowa? partia ?Relaksu amerykańskiego? stawia autora w rzędzie tanich moralizatorów, dydaktyków grożących palcem: ?narkotyki są złe!?. Ja jednak ten krótki fragment powieści poczułem zupełnie inaczej. Logiczną konsekwencją uczciwego opisania stadium ciągu było uczciwe opisanie tego, co robi i jak patrzy na świat ?były? narkoman. Ciężko nie krytykować czegoś, co zwalczyło się wielkim nakładem sił. Choćby w jednej czwartej tekstu żaden myślący czytelnik nie weźmie ?Relaksu?? za reklamę Pfizera, trudno mi więc zgodzić się z tym, że jego końcówka zmienia wydźwięk utworu o 180 stopni. To nic więcej, jak kolejny urywek z biografii, równie przecież niedbały jak cała reszta, tylko po prostu… trzeźwy. Autor pokazuje nam, jak zmienia się stosunek podmiotu i przedmiotu uzależnienia, to wszystko.

Odprężająca lektura o narkomanii. Coś nam tu zgrzyta, zasada decorum wciąż aktualna? Pewnie tak, ale każda zasada potrzebuje wentylu bezpieczeństwa. Dlatego po ?Relaks amerykański? warto sięgnąć. Karkołomne jest nazywanie czegokolwiek w dzisiejszej kulturze ?oryginalnym?, ale przecież nie co dzień wydaje się w Polsce dzieło operujące relaksem jako wyjaśnieniem życiowej tragedii.

Autor: Łukasz Pawlak

Socjolog hybrydowy, student Uniwersytetu Warszawskiego. Dla ?Sedna? pisze głównie o książkach. Swoją pasję do literatury pięknej odkrył po tym, jak fascynacja kontrkulturą lat 60-tych zaprowadziła go do bitników.

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.