FB Twitter

LAST PRICE, LAST PRICE! Czyli fakty i mity targowania się w Maroko

| 0 komentarzy

Jak dobrze się targować? Jakie sztuczki stosują wobec nas sprzedawcy, a jakie możemy zastosować sami? Jak bardzo cena wyjściowa różni się od tej za jaką faktycznie kupujemy dany produkt? Te wszystkie pytania zaprzątały moją głowę jeszcze na długo przed podróżą do Maroka. O tradycji targowania się w tym kraju słyszałam już o wiele wcześniej, jednak pomyślałam, że warto dowiedzieć się nieco więcej o przebiegu i formie tego codziennego rytuału.

To prawda ? targowania nie unikniemy niemal w każdym miejscu i o każdej porze ? nawet poza ruchliwymi uliczkami, małymi sklepikami czy dużymi placami. Negocjowanie ceny dotyczy tu nie tylko produktów żywnościowych czy pamiątek, ale także noclegów, taksówek czy transportu między miastami. Spotkamy się z nim dosłownie wszędzie.

Szczerze przyznam, że zagłębiając się w lekturę przewodników po Maroko sporo naczytałam się o tym, jak wygląda proces targowania się, co trzeba robić, a czego nie wolno, jak powinno się ?grać?, żeby odnieść jak największą korzyść. Które z tych informacji okazały się przydatne i zgodne z rzeczywistością, a które na miejscu nie potwierdziły się ani trochę? Oto kilka informacji i wskazówek ? mitów i faktów dotyczących targowania ? a także ich porównanie z tym, co faktycznie spotkało nas na miejscu. Warto dowiedzieć się, jak wygląda to naprawdę

1. MIT PIERWSZY: Sprzedawca podaje pierwotnie cenę 3 razy wyższą od realnej wartości produktu.

Jak zostało napisane w kilku przewodnikach, ale również na stronach internetowych ? cena po której nabywamy dany produkt stanowi około jedna trzecią ceny, którą początkowo proponuje sprzedawca. W rzeczywistości nie przekłada się to tak dokładnie na proces targowania. Na pewno nie warto zapamiętywać, że cena jest zawsze akurat trzy razy wyższa. Co warto wiedzieć: cena podawana przez sprzedawcę na pewno będzie wyższa od tej, na którą finalnie się zgodzi. Na tym polega targowanie ? cena wyjściowa nigdy nie będzie tą za którą kupimy produkt, dlatego sprzedawca chcąc jak najwięcej skorzystać na transakcji poda wyższą niż normalnie cenę wyjściową. To, ile zapłacimy za daną rzecz, nie będzie stanowiło zawsze jednej trzeciej początkowej ceny, a będzie zależało jedynie od naszych umiejętności jej zbicia oraz cierpliwości co do przebiegu transakcji. Raz zapłacimy pięć razy mniej niż początkowo narzucił nam sprzedawca, a raz jedynie połowę początkowej ceny. Skoro możemy się targować, mamy takie prawo, a wręcz jesteśmy do tego zobowiązani przez panujące tam tradycje ? czemu z tego nie skorzystać? Najlepszym wyjściem jest nie zastanawianie się nad tym ile razy mniejsza powinna być cena końcowa, a proponowanie coraz niższych kwot, aż staniemy na swoim. Mimo, iż kilka razy podczas rozmowy usłyszymy ?Last price! Last price!?  to nie do końca należy w to wierzyć.

Kiedy w trakcie podróży awaryjnie potrzebowaliśmy zakupić bluzę (oczywiście po niskiej, studenckiej cenie) rozglądaliśmy się po kilku stoiskach. Jeden ze sprzedawców w Marrakeszu zaproponował nam dość wysoką jak na nasz budżet kwotę ? 250 markonańskich dirhamów (dh), czyli około 80zł. Po zejściu z 250dh do 150dh usilnie twierdził, że to już naprawdę ostatnia, najostateczniejsza cena! Gdy już odchodziliśmy dziękując grzecznie za pomoc, sprzedawca nie mógł się z tym pogodzić. Finalnie kupiliśmy jego produkt za jedyne 80dh, więc Pan aż 4-krotnie opuścił nam cenę zapominając o swoich wcześniejszych stanowczych obietnicach.

2. MIT DRUGI: Uważaj! Proponując zbyt niską cenę możesz bardzo urazić sprzedawcę tym samym zakończyć całą transakcję.

Kolejna informacja, która podczas naszej podróży nie potwierdziła się w rzeczywistości. Bo właściwie jaka jest ta ?zbyt niska? cena? Czytającmaroko 1 przewodniki po Maroko mogę stwierdzić, że opisy tradycji targowania są bardzo zgeneralizowane i przesadzone. Na miejscu tak naprawdę nie jest, a już na pewno nie w opisanej w przewodniku skali. Dlatego myślę, że nie warto trzymać się sztywnych zasad i reguł ? lepiej kierować się własną intuicją czy doświadczeniami na miejscu. Sama mogłam się o tym przekonać. Jadąc do Maroka spodziewałam się, że targowanie będzie nieprzyjemnym, nachalnym procesem, przez który zapewne nie uda mi się kupić tego, czego na prawdę chcę. Jednak szybko zorientowałam się, że nie trzeba wierzyć we wszystko co napisane zanim samemu się nie spróbuję. Nie było czego się bać. Ani razu nie spotkała nas nieprzyjemna sytuacja, by sprzedawca się obraził, poczuł urażony czy zdenerwowany zaproponowaną przez nas ceną. Chcąc uszanować marokańskie zwyczaje i kulturę targowaliśmy się uprzejmie i ze spokojem, lecz także stanowczo. Gdy coś nam się nie podobało zwyczajnie dziękowaliśmy lub opuszczaliśmy stoisko, co nie było niczym niegrzecznym. Podobnie było w przypadku ceny. Proponowanie kilkukrotnie niższej od pierwotnej ceny nie stanowi dla sprzedawcy obrazy ? jest to jedynie propozycja, na którą wcale nie musi przystać. Wszystko zależy od podejścia i atmosfery w jakiej transakcja przebiega.

3. MIT TRZECI: PODSTĘPNA GRA ZAMIAST SPOTKANIA Z TRADYCJĄ?

Czy sprzedawca widzi w nas jedynie okazję do zarobku? Czy jesteśmy ofiarami podstępnej gry, w której  przegrany jest zawsze tylko jeden? A może tradycja targowania to naturalne i osobiste spotkanie z najprawdziwszą marokańską duszą? Kolejny element zbliżający nas do kultury i świata Marokańczyków?

Z pewnością istnieją i tacy, dla których głównym celem jest jedynie naciągnięcie turystów i oszukanie ich pchane zachłannością. Biorę tu podmaroko2uwagę kilka wyjątków, które spotkały nas na turystycznym placu Dżemaa el-Fna, ale to opowieść na kolejny artykuł. Warto jednak podkreślić, że w przeciętnym targowaniu nie ma ani krzty agresywności czy wrogości. Podróżujący świadomie i z zainteresowaniem miejscową kulturą zawsze wyniosą z targowania dobrą lekcję na przyszłość. Uczy nas to  asertywności (mnie szczególnie, ponieważ nie zawsze łatwo mi wszystkiego odmówić), cierpliwości i poszanowania odmiennych zwyczajów, które dla nas mogą wydawać się nienaturalne i dziwne, a dla innych są normą.

Zainteresowani głęboko mieszkańcami Maroka i ich kulturą chcieliśmy sprawdzić  jak rzeczywiście to wygląda. Za każdym razem było to dla nas zupełnie inne przeżycie, trochę jakbyśmy cały czas zaczynali od nowa. Tylu ilu ludzi, tyle odmiennych sytuacji i doświadczeń wartych poznania. Dla nas na pewno targowanie pozostanie bliskim spotkaniem z tym, co autentyczne, tradycyjne i lokalne. Może kilka razy byliśmy już zmęczeni, może nie mieliśmy już ochoty krążyć dalej w gęstych sukach i zaglądać do kolejnego stoiska, ale na pewno wynieśliśmy z tego pozytywną naukę na przyszłość.

Z perspektywy czasu wiemy, że negocjowanie cen to istna sztuka. Gdyby spojrzeć na to z boku, między sprzedawcą a kupującym odgrywa się prawdziwe przedstawienie. Czytając wcześniej o ciekawym ?show?, jakie serwują nam sprzedawcy podczas targowania, wyobrażałam sobie teatralne i przesadzone gesty, emocjonujące wymiany zdań, próbę ?uwiedzenia klienta?. Jednak wszystkie zachowania i słowa mają pewną naturalną i urzekającą moc. Sprawiają, że rzeczywiście cały proces urasta do rangi małego przedstawienia, niewinnej gry, lecz o pozytywnym charakterze, czasami przyjemnej rozrywki dnia codziennego, która choć krótka, na zawsze zapadnie w Twojej pamięci.

Jest też kilka istotnych faktów, jakie zaobserwowaliśmy w kwestii targowania się i ustalania cen w Maroko:

1.FAKT PIERWSZY: Przed podróżą zasięgnij informacji o przykładowych cenach produktów.

Szczerze polecam przed podróżą przygotować sobie informacje o obowiązującym poziomie cen dla wybranych produktów ? zawsze warto wiedzieć, czego mniej więcej można się spodziewać. Poza tym, dzięki znajomości realnej wartości danego produktu będziemy bardziej świadomi i zorientowani w procesie targowania i ustalania faktycznej ceny tego, co chcemy kupić. Na pewno szybko zdamy sobie sprawę, czy cena proponowana przez sprzedawcę jest adekwatna do wartości towaru czy o wiele za wysoka.

2. FAKT DRUGI: Cenę danej usługi ustalaj zawsze na początku.

Z życia wzięta  informacja, która rzeczywiście bardzo pomaga na miejscu.  Przede wszystkim tyczy się to korzystania z usług taksówkarzy imaroko3 przewoźników między miastami, ale także jedzenia w restauracjach i lokalach. Zawsze warto uprzednio ustalić jaka będzie cena i ile przyjdzie nam zapłacić. Słowo jest dla Marokańczyków bardzo ważnym wyznacznikiem i często to właśnie ustna deklaracja stanowi potwierdzenie większości transakcji jakie zachodzą między sprzedającym a klientem. Dane słowo to wartość nie do podważenia ? jeśli umówimy się na coś wcześniej, spodziewajmy się, że nie będzie inaczej. Dlatego tak istotne jest, by uważać na swoje deklaracje i pamiętać, na co się umawialiśmy z usługodawcą. Zwłaszcza w  przypadku korzystania z taksówek warto na początku ustalić, ile wyniesie nas dany odcinek podróży, w danym składzie osobowym i o danej porze dnia. Podobnie jest w kwestii zamawianych posiłków w restauracjach czy lokalach ? jeśli wolimy być pewni ile zapłacimy za posiłek, lub nie mamy innego wyjścia i chcemy zjeść posiłek jedynie za określoną kwotę możemy omówić to uprzednio z właścicielem lub pracownikiem. Przykładowo w taki oto sposób, po wejściu do lokalnej restauracji w Fezie ustaliliśmy od razu z właścicielem, że mamy tylko 60dh na cztery osoby i tyle możemy zapłacić. Właściciel zaproponował nam jeden duży kus kus dla wszystkich, po czym przyniósł cztery łyżki. Kus kus był pyszny i duży, więc każdy najadł się nawet na zapas. Gdy przyszło nam zapłacić ?   zapłaciliśmy zgodnie z umową 60dh za naszą czwórkę. Wszyscy byliśmy zadowoleni ? zarówno my jak i właściciel.

3. FAKT TRZECI: Słowo mężczyzny jest ważniejsze, a kobieta stanowi drugi plan.

Stosunek do kobiet w tym kraju jest powszechnie zauważalny. Dyktowane zasadami moralnymi i regułami religijnymi, wszechobecny neutralizm i obojętność wobec kobiet to często spotykane sytuacje. Kobieta, a zwłaszcza turystka, stanowi w Maroko drugi plan. Nie znaczy to, że kobieta jest tu od razu dyskryminowana ? zgodnie z odwieczną i wpisaną w islam tradycją przyjmuje się, że o większość spraw dbają mężczyźni  i to oni podejmują większość decyzji. Ma to również pewne przełożenie na stosunek Marokańczyków do innych kobiet. W sytuacji, gdzie w grupie podróżujących jest kilka kobiet i mężczyzna ? to on zazwyczaj będzie traktowany jako przedstawiciel grupy i osoba, z którą prowadzi się dyskusję. Większość spraw omawia mężczyzna z mężczyzną.  Jego zdanie uznaje się za ostatnie i przypisuje mu się większą wagę. On też ustala ceny i ma większy wpływ na przebieg procesu targowania. Warto wiedzieć o tym, że sytuacja grupy, w której jest co najmniej jeden mężczyzna, na miejscu staje się o wiele łatwiejsza.

Dla mnie osobiście targowanie pozostanie pozytywnym doświadczeniem, pozwalającym nawiązać kontakt z drugą osobą, a także sprawdzenie samego siebie, swoje możliwości, intuicję, spryt. Możliwość negocjowania ceny stawia przed Tobą wyzwanie, które możesz podjąć lub nie ? ważne, że dostajesz taką szansę, którą na pewno warto wykorzystać i zobaczyć samemu, że wcale nie jest z tym tak trudno jak mówią czy opisują.

Może ktoś miał inne doświadczenia z targowaniem w Maroko? A może w jakimś innym kraju? Chętnie poznam również odmienny punkt widzenia.

Autor: Katarzyna Kurak

Podróżnicza dusza z pasji i wykształcenia, o długiej liście marzeń do spełnienia. Obecnie na studiach magisterskich w warszawskiej SGH. Pisze z zamiłowania, a inspirują ją ludzie, historie, kultury, życie. Z nosem w reportażach i literaturze non-fiction. Zakochana we Włoszech - języku, kulturze, klimacie. Szczególne miejsce w jej sercu zajmują podróże po Kaukazie, Maroko czy Bałkanach. A wszystko to spisuje na swoim blogu - Travelsfool.

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.