FB Twitter

The Freuders – wywiad

| 0 komentarzy

Od początku wakacji dość intensywnie koncertowaliście; wystąpiliście między innymi w ramach Męskiego Grania. Jak podsumowalibyście wasze występy, jakie macie po nich spostrzeżenia i wrażenia?

Olek -Wydaje mi się, że jeszcze nie możemy do końca tego podsumować, to cały czas się ciągnie. Wszystko to, co zdarzyło się na początku wakacji, było przysłowiowo napędzane jednym kopytem. Było Męskie Granie, po jednym koncercie w Spocie i w Chorzowie, i to była całość. Był jeszcze Fląder Festiwal, o którym się dowiedzieliśmy na długo przed Męskim Graniem. Wyszło tak, że były to eventy dzień po dniu. Gdzieś w międzyczasie pojawiło się też zaproszenie na festiwal Soundrive, na którym graliśmy na początku września, a jeszcze gdzieś po drodze pojechaliśmy do Wrocławia i Łodzi, zupełnie niezależnie od reszty tych eventów.
Tymek ? Równolegle samą działalność koncertową dzieliliśmy z pracą nad płytą. Część ścieżek mamy już nagrane ? część w studio na miejscu, część w domu pod Radomiem, kiedy pojechaliśmy na tydzień z całą ciężarówką sprzętu. Tam nagraliśmy 7 kawałków, pozostałą część numerów zostawiliśmy sobie już na powrót do Warszawy i na ewentualne dogrywki.
Olek ? Do końca września domknęliśmy same nagrania, natomiast kiedy będzie premiera płyty zawsze ciężko jest określić.
Maciek ? Odpowiadając jeszcze na twoje pytanie, to za nami tak naprawdę pierwsze trzy występy na wielkiej scenie. To był nasz pierwszy kontakt z dużymi scenami, pierwszy kontakt z profesjonalnym nagłośnieniem – z mojej strony ?wow?.

Jak nagrywa się płytę ze strony technicznej będąc tak naprawdę zupełnie niezależnym zespołem, czy zdarzają się wam np. trudności z załatwianiem studia?

Tymek ? Generalnie 2 lata oszczędzasz pieniądze, dogadujesz się z zaprzyjaźnionym studiem, z ludźmi, do których masz zaufanie, nagrywasz piloty, rozkminiasz jak to ma zabrzmieć, nie zastanawiasz się nad tym, co ma się komu spodobać, nie no żartuję, może się trochę zastanawiasz. Ma się przede wszystkim ten komfort, że dopracowuje się każdy numer bez presji czasu. Sami ustawiliśmy sobie pewne terminy, których staramy się trzymać i rzeczywiście, do tej pory nam to wychodzi, przy jednoczesnym utrzymywaniu jakości i przede wszystkim szczerości w tym, co robimy, bo wydaje nam się, że to jest najważniejsze. Po pilotach, które nagraliśmy wiemy, że szykuje się naprawdę kawał dobrego materiału, który tak naprawdę nabierze jeszcze ostatecznej formy przy nagraniach.
Olek ? Zyska na swojej klarowności już w ostatecznej formie. Ale z kolei, odpowiadając na twoje pytanie, tak na dobrą sprawę nie mamy porównania z tym jak nagrywa się płytę dla wytwórni, z którą wiążą mniejsze lub większe zobowiązania. Dla nas to jest taki komfort, że nagrywamy niezależnie, mamy pełną kontrolę nad tym, co robimy i nie mamy narzuconej żadnej struktury. Żadnych fundamentów, które mamy zrobić, żeby ?coś brzmiało radiowo?, albo żeby coś brzmiało tanecznie, bo po prostu brzmi tak, jak my chcemy. Z drugiej strony wiadomo, że zawsze idą za tym jakieś pieniądze, bo to wszystko nie bierze się z nikąd. To jest wkład własny. Zespołowy budżet podreperowały trochę wszystkie tegoroczne festiwale, na których byliśmy potraktowani jako pełnoprawni artyści, a nie jako debiutanci, którzy grają tylko za zwrot. Niemniej gdyby znalazła się jakaś duszyczka, która miałaby wydawnictwo i chciałaby dołożyć swoje przysłowiowe 12 groszy na chociażby fizyczne wydanie albumu, który szykujemy, to byłoby super. Ale wydaję mi się też, że już nie ma jakiejś, kolokwialnie mówiąc, napinki ze strony nas samych, że musimy to wydać dla wytwórni bo inaczej to nigdzie nie popłynie. W tym momencie są takie możliwości promocji na różne sposoby, czy to przez radio, czy przez internet, który jest naprawdę tak wielki, że można z nim zrobić wszystko. Jeśli to wszystko się dobrze rozplanuje, to ta promocja naprawdę może się pociągnąć sama.

Jeżeli chodzi o pracę w studiu – jesteście zespołem bardziej skupionym na technicznych niuansach produkcyjnych, czy raczej koncertowym i spontanicznym?

Tymek? Generalnie wiadomo, że w przypadku nagrywek pojawiają się różne spontaniczne pomysły, no i też myślimy jak pewne rzeczy osadzać w panoramie, jak mają siedzieć w miksie, pracujemy mocno nad tym, żeby ze ścieżkami, które nagrywamy teraz dało się coś zrobić. Do tej pory nagrywaliśmy głównie na setkę, a teraz mierzymy się głównie z nagrywaniem ścieżkowym. I tutaj mamy bardzo duże pole do popisu, tak właściwie po tych pierwszych nagraniach jesteśmy wszyscy pod dużym wrażeniem możliwości jakie stwarza ten tryb pracy. Ja mogę powiedzieć po samych ścieżkach które ja nagrywałem, jeśli chodzi o gitarę, że bardzo odpowiada mi ten tryb kiedy mając już gotowy kawałek wiem, jaką ma strukturę, kiedy mogę się pobawić brzmieniem, kiedy mogę dograć jakieś dodatkowe ślady. Nie jestem ograniczony możliwościami technicznymi nagrań, tak jak w przypadku nagrywania na setkę, tylko jedną partią do dyspozycji. Przy nagrywaniu ścieżkowym mogę tych partii sobie wrzucić odpowiednio dużą ilość, na tyle wyważoną, że wiem, że efekt końcowy będzie taki jakbym tego oczekiwał.
Maciek ? Niewątpliwie czujemy duży komfort, nagrywamy w zaprzyjaźnionym studiu Dizzy Dizzy. Tam nagrywa nasz znajomy Filip i rzeczywiście jest tak, że jakieś rzeczy mamy już dopracowane. A potem, jak powiedział Tymek, przy nagrywkach coś się pojawia. To nie jest tak, że jesteśmy ograniczeni w taki sposób że nie możemy już nagrać nic więcej, bo taśma się skończyła. Mamy pełną swobodę.
Olek ? ? propos tych technicznych niuansików, tak jak Tymek wspomniał do tej pory nagrywaliśmy na setkę. Przynajmniej to, co ujrzało światło dzienne było właśnie nagrywane w ten sposób. No ale wiadomo, czym dłużej graliśmy pojawiało się większe wyobrażenie czegoś, które musiało się w pewnym momencie spotkać z chęcią zrobienia sobie do tego możliwości w studiu. A takie nagrywanie liniowe to nic innego jak niesamowita swoboda, przede wszystkim podchodząc do nagrania robimy maksimum, żeby wyszło tak, jak my chcemy, a nie tak, jak nas ogranicza sprzęt, na którym gramy kiedy gramy wszyscy nagrywając właśnie na setkę.

Wracając do waszego materiału, w nazwie waszego najnowszego singla, a także na jego okładce pojawia się symbol Uroboros. Skąd to się wzięło i co to dla was znaczy?

Tymek ?Sam Uroboros ma wieloraką symbolikę. Pomijając wszelkie mistyczne aspekty i konotacje, myślę że dla nas jest to symbol przejścia pewnej drogi, zatoczenia pełnego koła. Jak zatoczyliśmy całe to koło i w końcu sami ugryźliśmy własny ogon, staliśmy się bogatsi o pewne doświadczenia. Te doświadczenia zawarliśmy właśnie w tym singlu, one miały w pewnym sensie podsumować pewien etap naszej dotychczasowej działalności i pozwolić nam pójść z dużym impetem do przodu, tak, żebyśmy mogli zacząć świadomie tworzyć i dzielić się muzyką również z innymi ludźmi. Ten singiel, jak na ironię, w ogóle nie będzie powiązany z płytą, on miał być takim podsumowaniem i pewnym wykrzyknikiem na naszej drodze. Na płycie znajdą się same nowe numery, poza dwoma, które pojawiły się do tej pory na epce. Uroborosa głównie można uznać za podsumowanie i połączenie z naszą filozofią, że nie kręcimy się w kółko, tylko zdobywamy to doświadczenie, staramy się cały czas robić swoje i po prostu iść do przodu.

Wspomniałeś o mistycznych tematach ? w waszych utworach jest dużo odniesień do mistycyzmu, mitologii czy nauki, skąd to się bierze i jak ogólnie określilibyście w kilku słowach tematykę waszej muzyki?

Tymek ? Jeżeli chodzi o określenie tematyki naszej muzyki to jest trochę trudno cokolwiek określić, bo muzyka rządzi się trochę swoimi prawami. Zawsze tworzyliśmy w ten sposób, że tworzyliśmy szkielet, który wynikał z pomysłu, który ktoś przynosił i później na nim budowaliśmy całą strukturę, albo po prostu jamowaliśmy i z tych jamów wynikały te kawałki. Co do mistycyzmu to ja, jako osoba, która tak właściwie pisze wszystkie teksty i nad strukturę muzyczną stara się dopisać tą warstwę emocjonalną i ująć to wszystko w ramy, mam pewną zajawkę, trochę prywatną, trochę życiową na tego typu tematy. Przez niektórych ona może być odbierana jako rodzaj takiego ?nerdostwa?. Łącząc to z naszą muzyką staramy się stworzyć taki nasz własny świat, którym chcemy się po prostu podzielić z innymi ludźmi.

Olek ? Ja się całkowicie podpisuję pod tym co mówi Tymek, ze względu na to, że my jesteśmy związani przyjaźnią od wielu lat i te wszystkie myśli, które Tymek kumuluje i kompresuje w postaci liryki naszych tekstów, zawsze pojawiały się gdzieś w naszych rozmowach. To zawsze do mnie trafiało. Z mojej strony to wygląda tak, że piszemy numer wspólnie i to wszystko jest łączone przez te same emocje, przez tą samą energię i Tymek to wtedy nazywa i wtedy następuje takie bezwarunkowe ?ok, wyciągnąłeś mi to z głowy?.
Tymek ? Czasem jest tak, że teksty przychodzą mi same do głowy i pomijając fakt, że są to teksty po angielsku ,to stają się one pewnego rodzaju samospełniającymi się przepowiedniami. Co ma oczywiście swoje plusy i minusy.

Czy można powiedzieć, że macie sporo inspiracji pozamuzycznych? Wiem, że jesteście znawcami filmu. Czy jakieś inne formy sztuki kształtują waszą muzykę pod względem brzmienia i tekstów?

Olek ? Chyba wszystkie.
Maciek ? Sztuka łączy się w każdym aspekcie, muzyka to jest tylko jedna gałąź, którą się zajmujemy, żyjemy w tym świecie, chłoniemy to. Ja rzeczywiście bardzo interesowałem się filmem przez jakiś czas, teraz trochę mi przeszło.
Olek ? Tak jak powiedział Maciek, ja zawsze mówię, że ogólnie w życiu że nic nie jest albo czarne, albo białe. Ogólnie przyjęty zerojedynkowy system nie istnieje, bo wszystko jest w odcieniach szarości. To nie jest tak, że my tworzymy tylko muzykę i nic się z tym nie wiąże, bo wiąże się z tym bardzo wiele rzeczy, wiąże się z tym każda płaszczyzna, na której się poruszamy. Maciek, jak już wspomniał, swego czasu poruszał się na tej płaszczyźnie filmu jak już wspomniał, ja jestem trochę niespełnionym historykiem sztuki, obrazki i te sprawy. Natomiast o ile film ma swoje walory, sztuka jako obraz malowany i każda inna też ma swoje walory, to muzyka jest takim nieokreślonym ujściem tego wszystkiego. Mając film, człowiek jest bardzo ograniczony do obrazu, to już narzuca w jego wyobraźni jakiś obraz, nie można uniknąć tego słowa. Sztuka malowana tak samo, parę innych dziedzin też. Natomiast muzyka, oddziałując wyłącznie na zmysł słuchu, sprawia, że człowiek tworzy własne obrazy w głowie. I oczywiście one u podstawy są stymulowane przez film czy sztukę, czy szybką jazdę samochodem przez centrum, ale właśnie to, że w muzyce, w naszej muzyce, ktoś może znaleźć coś innego niż przykładowo to, że ja się zainspirowałem jakimś obrazkiem jak składałem trzy nutki, bo dźwięki pasowały mi do wizualizacji, że ktoś wyciągnie z tego coś zupełnie innego, to jest super.

Wasza muzyka jest dość eklektyczna i mam wrażenie że krytycy nie są wstanie was zaszufladkować i chociaż porównują was do różnych zespołów, nie ma w tym raczej jednego nurtu. Aby uniknąć pytania o inspirację konkretnymi zespołami, chciałam zapytać was, która epoka muzyczna jest wam najbliższa, w której chcielibyście tworzyć?

Tymek ? Powiem szczerze że ja nigdy tego tak nie postrzegałem. Podział muzyki na epoki jest bardzo wygodny dla osób, które starają się coś sklasyfikować, dla historyków. Dla mnie cały proces twórczy i wspólne inspirowanie się muzyków, różne kolaboracje, zespoły wznoszące się, upadające, to jest proces ciągły. Nie widzę tu absolutnie takiego punktu start/stop i też w samych inspiracjach staram się nie klasyfikować tego na zasadzie ?ok, z tego okresu wziąłbym to, z tego to?. Pewnie jakby nad tym dłużej przysiąść dałoby się naszą muzykę sklasyfikować, ale nigdy się nad tym nie zastanawialiśmy. Ja mam zawsze ten problem, że jak ktoś mnie pyta: ?słuchaj stary, no ok, ale jaką wy muzykę gracie?? to zawsze stwierdzam, że taką ogólnie około rockową. Bo trudno powiedzieć, czy to jest post-rock, czy to jest grunge, czy hard rock, czy heavy metal. Trudno się do tego odnieść, gramy to, co, mówiąc prostacko, nam muzyka w duszy gra, i wydaje mi się, że to jest najważniejsze. To, co powiedziałaś odnośnie osób, które próbują nas sklasyfikować – spotkałem się z różnymi ocenami w różnych recenzjach, ale przy okazji Męskiego Grania duże wrażenie zrobiło na mnie to, co powiedział o nas pan Lech Janerka, kiedy słuchał nas na soundchecku w Chorzowie – że bardzo duże wrażenie zrobiło na nim to, co gramy, ponieważ w Polsce w sumie jeszcze czegoś takiego nie słyszał. Wydaje mi się, że podsumowując to tak można byłoby to opisać.
Olek ? Nawiązując do tego co powiedziałaś o epokach i klasyfikacji, to odnosząc się do tego jako The Freuders można porównać to do takiego freedivingu, kiedy przyczepia się do linki i schodzi coraz niżej, zupełnie bez ekwipunku, nie wspomagając się niczym innym po prostu schodzi się w przestrzeń, w której nie wiadomo co się napotka. Schodzi się do pewnego momentu i można tą wodę, w której nurkujesz podzielić sobie na okresy, ale wcale nie trzeba, bo to jest przecież woda i wszystko jest wymieszane. Trochę tak z nami jest, bo właśnie tak, jak powiedział Tymek, w skrócie myślowym jest to muzyka rockowa, bo ogólnie muzykę rockową się definiuje przez to że jak się podepnie gitarę elektryczną do wzmacniacza i ?to jest muzyka rockowa?. Ale nie jestem w stanie zagwarantować, że my w pewnym momencie nie zaczniemy stukać w kartony odnosząc się do afrykańskich rytmów, jednocześnie robiąc hardą elektronikę na superzaawansowanym sprzęcie i będziemy się porozumiewać z Ufo za pomocą dubstepu.
Maciek ? Wydaje mi się, że z każdej epoki bierzemy coś swojego, rozumiem że jak mówisz epoki to chodzi o lata 90., 80., i tak dalej. Z każdej takiej dekady umownie mówiąc, bierzemy coś swojego i przetwarzamy to. Mam też wrażenie, że słuchamy wszystkiego oprócz może takiego popu stricte popu albo techniawy.
Tymek ? Nasz perkusista uwielbia Justine?a Timberlake?a.
Olek ? Tak, a ja jestem wielkim fanem niebieskiej płyty Madonny i absolutnie się tego nie wstydzę.
Tymek ? A ja zaczynałem swoją przygodę z muzyką od Backstreet Boys i Nirvany.

Właśnie, wasza ewolucja muzyczna była ciekawa, wspomina się między innymi wasze funkowe początki. Rozumiem, że to, razem z wszystkimi nowymi brzmieniami, które doszły po drodze, miało wpływ na wasze aktualne brzmienie?

Olek ? Na pewno, ukształtowało to nas w jakiś sposób. Etap takiego funkowego grania już jest za nami, to nam chyba trochę przeszło, ale jak sobie przypomnę utwór, który ostatnio nagrywaliśmy, to mam tam partię stworzoną z dość funkowego riffu, on jest ukryty w tle, ale ja go tak sobie identyfikuję. że może to być elektroniczne. Nie wstydzimy się tego i czas lubimy sobie posłuchać starych dobrych klasyków tego gatunku.

Gracie razem w sumie długi czas, przechodziliście zmiany w składzie i zmiany stylistyczne. Jak udało wam się utrzymać tak długo, czy były jakieś trudne momenty, czy wszystko to przyszło wam łatwo?

Tymek ? Trudnych momentów było sporo, zwłaszcza przed samym Męskim Graniem przeszliśmy dość mocne perturbacje w sekcji rytmicznej, bo kilka razy zmienialiśmy perkusistów. Skład, w którym gramy aktualnie wydaje nam się, mam taką nadzieję, najsilniejszym składem. Najważniejsze jest to, że do tej pory udało nam się przetrwać z dwóch powodów, z jednej strony z powodu przyjaźni, a z drugiej strony z powodu miłości do muzyki, przynajmniej ja to sobie tak tłumaczę. Zdaję sobie sprawę z tego, że niezależnie w jakim punkcie będziemy za rok czy za 10 lat, to będziemy dalej to robić, z tego założenia wychodzimy. Może to zabrzmiało trochę górnolotnie, ale takie są fakty.
Olek ?Wszystkie te trudne momenty dotyczyły różnych rzeczy, każdy miał swoje życiowe wyjazdy, rozjazdy, zawieszenia pewnych spraw, albo nowe inspiracje, nowe pomysły na siebie. Jeżeli to wszystko przetrwaliśmy i znajdujemy się na dobrą sprawę w takiej bardzo pierwotnej formie, bo my we trójkę budujemy ten skład od początku i tak pewnie zostanie już na wieki wieków, to chyba już nic nie może się takiego stać, żebyśmy się rozłączyli. Warto też wspomnieć, że każdy z nas miał w swoim czasie, w ramach poszukiwania swoich innych dróg muzycznych i wyrażania siebie, inne poboczne projekty muzyczne. Tych wszystkich projektów już nie ma z różnych powodów, a my cały czas jesteśmy i cały czas z tą samą ambicją i zajawką do tego podchodzimy. Kolejne małe sukcesiki, nić porozumienia, którą odnajdujemy chociażby w studiu, kiedy tworzymy utwory, są jeszcze większym napędzaczem tych wszystkich Freudersowych spraw.

Ostatnie pytanie ? temat już się przewinął, ale jakie są wasze plany krótko- i długoterminowe?

Tymek ? Przede wszystkim jesteśmy teraz w pełni skupieni na daniu z siebie wszystkiego, co tylko możliwe na najbliższym festiwalu, czyli na Soundrive. No i jesteśmy maksymalnie skupieni na tym co robimy w tym momencie, czyli na nagrywaniu płyty, przygotowaniu się do tego głównego momentu jeżeli chodzi o nagrywanie, czyli do wyjazdu i żeby podczas tej wyjazdowej sesji nagraniowej górę miały wyłącznie względy artystyczne, żebyśmy wiedzieli, że nagrywamy coś chociażby wyłącznie dla czystej satysfakcji, żeby coś pozostawić po sobie. Nie pamiętam z kim ostatnio rozmawiałem, ale rozmawiałem na temat tego, co bym chciał robić w życiu, i chyba najważniejsze jest to, żeby zostawić po sobie coś, co zostanie na lata. I nieważne, czy ktoś będzie słuchał tego, co nagramy, czy nie, dla nas najważniejsze jest po prostu to, żeby pozostawić po sobie realny ślad, i na tym się w tym momencie skupiamy. To, co będzie dalej, to naprawdę czas pokaże, mamy pewne plany i pewne rzeczy, które na razie musimy zatrzymać jeszcze w tajemnicy, ale pewnie w najbliższych tygodniach będziemy je powoli dawkować i ujawniać. Ale te 2 punkty są dla nas najważniejsze. No i pewnie chcielibyśmy przygotować się do jakiejś jesiennej trasy, żeby materiał, który się pokaże, ujawnić jakoś szerszej publiczności.
Olek ? Też, podświadomie w gronie naszej czwórki, myślimy cały czas zupełnie długoterminowo. Znając doświadczenie innych kapel, które rozwijały się w ten sam sposób, a w tym momencie to nasi znajomi, którzy pograli tutaj, pograli tam, obskoczyli właściwie cały polski rynek, wszystkie festiwale, mają kontrakt z wytwórnią, nagraną jedną i drugą płytę, no i zaczęło pojawiać się pytanie ?co dalej?. Jakby zabrakło im alternatyw. Chyba przez tą długoterminowość myślimy też o celach trochę bardziej górnolotnych niż ?oby dociągnąć do następnego festiwalu?, zawsze to jest kolejny etap, kolejny kamień milowy, który widzimy, ale też staramy się patrzeć zupełnie za niego.
Tymek ? Słowem podsumowania, bez względu na to co będzie w przyszłości, bo przyszłość bywa często niepewna i mglista, i tak będziemy robić swoje.
Olek ? Amen.

Autor: Klaudia Januszewska

Miłośniczka muzyki, od post-punku, przez psychodelię i shoegaze, po britpop i elektronikę. Entuzjastka koncertów, szczególnie tych kameralnych. Festiwal to jedyna okoliczność, która jest ją w stanie zmusić do spania pod namiotem. Dużo podróżuje, najczęściej w celu obejrzenia na żywo ulubionych zespołów. Studiuje kulturoznawstwo USA, ale kultura brytyjska też nie jest jej obca. Jej ikoną stylu jest Andy Warhol.

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.