FB Twitter

Dreams for free

| 0 komentarzy

62 dni w nieustającej podróży, 29 krajów europejskich i to wszystko za 0 zł. Niezbędne komponenty? Odwaga, ciekawość świata a także ludzi, jasno sprecyzowane marzenia oraz chęć podążania za nieznanym. Historia Kamila Bodzionego może zainspirować każdego, bez względu na wiek oraz zasobność portfela. Niemożliwe nie istnieje, a każde, nawet najbardziej abstrakcyjne marzenie jest do spełnienia.

Maja Maciejska: Podróże autostopowe potrafią zmieniać światopogląd. Czy po 62 dniach w podróży do Polski zawitał nowy Kamil?

Kamil Bodziony: Zdecydowanie tak. Taki był przede wszystkim cel mojego wyjazdu. Dlatego właśnie wyruszyłem bez pieniędzy i postanowiłem, że zrobię coś kompletnie odmiennego. Coś, czego do tej pory jeszcze nie robiłem.

M.M.: Wertując twojego bloga starałam się znaleźć odpowiedź na jedno pytanie: co bezpośrednio skłoniło cię do wyruszenia w tak odległą wyprawę. Pisałeś, że nie należałeś nigdy do osób, które śledziły blogi podróżników ? autostopowiczów.image004

K.B.: Wiele osób po obejrzeniu filmu ?Wszystko za życie? mówi sobie: wyruszam, choćby jutro, rzucam wszystko i jadę. Ja postanowiłem to zrobić, po prostu. Często słyszę ?chciałbym coś zmienić, chciałbym wyjechać?. W moim przypadku postawiłem na działanie. Wyruszyłem. Skończyłem licencjat, zrobiłem sobie rok przerwy i powiem ci, że podczas tych 12 miesięcy udało mi się zrobić więcej niż w ciągu całego swojego życia. Założyłem 2 strony internetowe, grupę rowerową, wyruszyłem w podróż życia. Przede wszystkim ruszyłem poza moje miasto. Moje życie zmieniło się diametralnie. Nigdy w życiu nie udzielałem wywiadów, nie przyjeżdżałem do Warszawy z moim wystąpieniem. Wracając do twojego pytania: nie zainspirowałem się konkretną osobą. Z czasem rzeczywiście zacząłem śledzić blogi podróżników z całego świata, którzy nie przestawiali zaskakiwać mnie swoją innowacyjnością.

M.M.: Zazdrościłeś im wtedy?

K.B.: Pozazdrościłem im przede wszystkim odwagi do tego, że postawili krok naprzód. Odważyli się żyć. Pomyślałem: marzenia do mnie same nie przyjdą. Ostatnio natknąłem się na ciekawe stwierdzenie ? jak staniesz przed drzwiami możliwości, to nie pukaj do nich tylko wyważ je z buta. Postanowiłem wtedy potraktować własne życie z buta.

M.M.: Mam wrażenie, że te marzenia się w tobie kumulowały i to wtedy ostatecznie zdecydowałeś się na tą przełomową decyzję.

K.B.: Można stwierdzić, że w podróży jestem od 18 roku życia. Zjechałem Polskę dookoła, później wyruszyłem rowerem w rumuńskie Karpaty, następnie ? także rowerem ? do Barcelony. Jeździłem, jeżdżę i będę jeździł rowerem, ale pomyślałem sobie: dopóki mam czas, chciałbym zrobić coś szalonego. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo moja podróż otworzyła mnie na ludzi. Ostatnio spotkałem mamę swojego znajomego z podstawówki, która powiedziała mi ?Kamil, ty zawsze byłeś taki spokojny, ty się na takiego nie zapowiadałeś. A teraz? Piszą o tobie w gazetach, nie ma w Mińsku takiej drugiej osoby, która tak się wybija na tym polu?. Coś w tym jest. Mam wiele znajomych, którzy mają ogromny potencjał, chcą podróżować w niekonwencjonalny sposób, a mimo wszystko tego nie robią.
Przełamałem swoje obawy i wyruszyłem.

M.M.: Czułeś strach przed 28 kwietnia (to wtedy Kamil wyruszył w swoją autostopową podróż, przyp. red.)? Bardziej cię paraliżował czy motywował?

K.B.: Wiesz, tak naprawdę to nie. Biorąc pod uwagę, że mój pierwotny plan zakładał, że wyruszę w czerwcu, to może dzięki temu na stres nie było czasu. Ostatecznie trafiłem, do Norwegii jeszcze wiosną, gdzie zastało mnie 10 stopni, a nie ? jak zakładał początkowy plan ? na początku lata.

M.M.: Gdybyś mógł cofnąć czas, zdecydowałbyś się na późniejszy wyjazd?

K.B.: Paradoksalnie nie. Wiele osób pytało mnie, dlaczego nie zacząłem mojej podróży od Bałkanów tak, aby zakończyć Skandynawią. Z perspektywy czasu widzę, że dobrze się stało, że zacząłem od Norwegii. Z dwóch powodów: po pierwsze często słyszałem stereotypy dotyczące Skandynawii jako obszaru nieprzyjaznego dla autostopowiczów. Zwłaszcza, że ?stop? praktycznie w tym kraju nie istnieje. Każdego stać na samochód, więc po co jeździć stopem? Dlatego też wyruszenie w tamte rejony na samym początku, było od razu pierwszym poważnym sprawdzianem. Po drugie, dobrze, że wyjechałem wcześniej, bo poznałem prawdziwą, mroźną Skandynawię. Oczywiście, to nie była zima, ale momentami drogi bywały oblodzone. Spałem w śniegu, renifery biegały naokoło mnie. Ja, ubrany jak Eskimos. Otoczony ludźmi, którzy chodzili w krótkich rękawkach. Zastanowiłem się wtedy, czy aby na pewno wszystko jest ze mną w porządku. Jednak wiele godzin na mrozie, spanie na łonie natury robią swoje.

M.M.: Ludzie ? nieodłączny element autostopowych podróży. To oni sprawiają, że wyprawy na długi czas zapadają nam w sercach. Czy jesteś w stanie wskazać jednego, wyjątkowego rozmówcę, który wniósł wartość dodaną do twojego życia?

K.B.: Rzecz jasna jest wiele osób, które czymś mnie zaskoczyły. Nie mniej jednak na długo zapadnie mi w pamięć pewna młoda Estonka. Wówczas byłem pierwszą osobą w jej życiu, którą zdecydowała się ?zabrać na stopa?. Zapytałem wtedy, dlaczego się na to zdecydowała. Zwłaszcza, że byłem dla niej kompletnie obcą osobą. Postanowiła się zatrzymać samochód i wyświadczyć mi tę przysługę. Powiedziała, że jedzie do chorej matki, która nigdy nie spodziewała się, że kiedykolwiek w życiu będzie potrzebowała pomocy innych ludzi. Do tej pory silna kobieta jednego dnia stała się zależna od ludzi. Młoda Estonka powiedziała mi wtedy: ? dzisiaj ty potrzebujesz pomocy, być może przyjdzie taki dzień, kiedy będziesz mógł się pomóc. Dobro powraca?. Był to trzeci dzień mojej podróży. Już wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że warto było wyruszyć.

M.M.: Domyślam się, że specyfika każdego kraju miała wpływ na poziom trudności związanych z przekonaniem kierowcy, aby zdecydował się ci pomóc. Na twoim blogu możemy przeczytać o Hiszpanii, która dała ci się we znaki. Który kraj był zatem najprzyjaźniejszy dla autostopowiczów?

K.B.: Wiadomo, po Polsce i Niemczech leci się jak po sznurku. W Niemczech nie musisz nawet czekać na niemieckich kierowców. Na drodze jest wielu Polaków co sprawia, że nie ma najmniejszego problemu ze złapaniem stopa. Idealnym miejscem do podróżowania jest także Francja. O wiele trudniejszymi krajami są Hiszpania, Włochy oraz ? wbrew pozorom ? Serbia. Tam tak naprawdę wszyscy chcieliby jeździć na stopa, bo szybciej i taniej. Na dobrą sprawę na przystanku autobusowym nierzadko stało pięciu miejscowych, liczących na to, że może szybciej uda im się dostać do domu. Ostatecznie zdecydowałem się jeździć autobusami.

M.M.: Jak się domyślam, na przysłowiową gapę?

K.B.: Na gapę jeździłem pociągami we Włoszech. Oczywiście nie uniknąłem spotkań z kontrolerami biletów. Za każdym razem mówiłem po prostu, że podróżuję bez pieniędzy, nigdy nie uciekałem, nie ganiałem się z kontrolerami ani nie stosowałem żadnych sztuczek. Rzecz jasna, najczęściej wtedy zostawałem grzecznie wydalony w pociągu. Problemu jednak nie było ? wsiadałem w następny. Jeździłem środkami komunikacji miejskiej idąc za radą osób miejscowych. Tak było we Włoszech czy Serbii. Zdarzały się jednak przypadki kiedy na stopa musiałem czekać nawet 5 godzin. W takich momentach mówiłem sobie, że to nie w kierowcach jest problem. Może to ja nie jestem w stanie przekonać ich wystarczająco dobrze.

M.M.: Jakie znajdowałeś zatem sposoby?

K.B.: Zaczynasz oczywiście od standardowego kciuka. Nie zawsze to się jednak sprawdza. W Norwegii bardzo dobrze reagowano na polską flagę. Wystarczyło, że była ona wystarczająco widoczna i to sprawiało, że ? prawdopodobnie ? wzbudzałem u kierowców większe zaufanie. Ten stereotyp Skandynawii, jako regionu mało przyjaznego dla autostopowiczów wynika z faktu, że w tych krajach pojawia się coraz więcej emigrantów. Zasadnicza różnica pomiędzy takimi krajami jak np. Norwegia i Hiszpanii była następująca: w Norwegii ludzie bali się zabierać na stopa, ale mimo wszystko pomagali. W Hiszpanii takiego zjawiska nie było. Oczywiście należy znaleźć jak najlepsze miejsce do łapania, tam gdzie kierowca nie będzie miał problemu z zatrzymaniem się, to wiele ułatwia. Jednak myślę, że nieocenione są kartonowe tabliczki z nazwami miejscowości.

M.M.: Zastanawiałeś się, z czego wynika ta różnorodność? Stereotypy robią swoje?

K.B.: Myślę, że stereotypy mają na to wpływ. Ja jednak zwróciłbym uwagę na doświadczenie kierowców. Często zatrzymywały się osoby, które kiedyś same podróżowały w taki sposób. Kolejnym aspektem jest specyfika narodu. W jakim stopniu dana nacja jest otwarta na innych ludzi. Wiadomo, mówi się o krajach skandynawskich jako tych, zamkniętych na drugiego człowieka. Po raz kolejny zdałem sobie sprawę jak stereotypy potrafią wypaczać rzeczywistość. Ja także doświadczyłem sytuacje, kiedy wystraszyłem się nie na żarty, kierując się początkowo wyglądem zewnętrznym i pewnymi utartymi stereotypami. Będąc w Serbii otworzyłem drzwi do pewnego samochodu i były to najgorsze sekundy mojego życia. Moim oczom ukazał się mężczyzna ? 2 metry wysokości, kolejne dwa w ?barach?, z tatuażami na głowie. Nie ukrywam, pobladłem wtedy trochę i zastanowiłem, się czy, aby na pewno warto. Odpowiedź jest krótka: było warto. Mężczyzna okazał się niezwykle przyjazny, bardzo dobrze mówił po angielsku a na dodatek poczęstował mnie lokalnym jedzeniem. Mówiąc krótko: przeżyłem i było to kolejne doświadczenie, które mnie psychicznie wzmocniło.

M.M.: Na ile musiałeś zatem walczyć z własnymi słabościami? image003

K.B.: Raz jeszcze wspomnę, że walczyłem przede wszystkim ze stereotypami oraz tym co jest nam wpajane we wszelkich mediach. Miało to miejsce zarówno w przypadku wsiadania do samochodu, ale także z przekraczaniem progu cudzego domu. W takich sytuacjach trzeba było po prostu ludziom zaufać. W przypadku noclegów wielokrotnie zbaczałem z wytyczonej drogi, nie mając pojęcia gdzie się znajduję. To właściciel domu staje się panem sytuacji.

M.M.: Czy po 62 dniach Twoje zaufanie do ludzi wzrosło?

K.B.: Myślę, że tak. Zaufałem i otworzyłem się na innych ludzi. Jacek Walkiewicz na swoim sławnym wykładzie powiedział: ?Jeśli na sali jest 100 osób i każdy zna 65 osób, mamy dostęp do ponad 6000 ludzi?. Przykładowo ? podczas naszej rozmowy tworzy się pewna interakcja. Może ty mi nie pomożesz, ale być może znasz kogoś to zrobi. Kiedy wchodziłem do sklepu i prosiłem o stary chleb mogło się zdarzyć, że ta konkretna osoba nie mogła mi pomóc, ale znała kogoś, kto był w stanie to zrobić. Nauczyłem się także wchodzić w interakcje z innymi osobami, które mogą doprowadzić do całkowicie nowych doświadczeń i otworzyć przed nami nowe możliwości. Teraz widzę, że każda propozycja może się wydawać ciekawa, nawet jeśli nie jestem początkowo na to otwarty. Zamiast odwracać się od nadarzającej się okazji, otwieram się na nią.

M.M.: Bezinteresowna pomoc. Czy według ciebie ona jeszcze istnieje a przede wszystkim czym jest?

K.B.: Bezinteresowna pomoc nie jest obecnie popularna. Popularny stał się hejt, oblewanie ludzi pomyjami. Jeśli poślesz komuś negatywny komentarz szybko stajesz się mistrzem ciętej riposty. Nie mniej jednak miałem kilka sytuacji podczas mojej podróży kiedy osoby, które mnie otaczały miały niewiele, a pomagały na tyle, na ile mogły. To właśnie oni doświadczyli biedy, mieszkali w obskurnych warunkach, a mimo wszystko dzielili się tym, co mieli. Rozumieli moją trudną sytuację, pomimo iż te kilka rzeczy które mieli były dla nich wszystkim, pomagali mi. Na przeciwnym biegunie znajdowali się ludzie bogaci, którzy obawiali się, że mogą ten majątek szybko stracić. Dlatego też oni najczęściej pomagali mi w bardzo małym stopniu, odsyłając ?byle dalej?. W Bośni miałem do czynienia z ciekawą sytuacją. Dojeżdżając do Sarajewa nie mogłem napotkać żadnej osoby mówiącej po angielsku. Wyobraź sobie, że ludzie skrzyknęli się i stanęli niemal na głowie, aby kogoś takiego znaleźć. To jest właśnie ta interakcja z ludźmi, o której już wspominałem. Poznawanie drugiego człowieka potrafi być niezwykłe.

M.M.: A propo?s poznawania. Na ile udało ci się poznać kulturę danego miejsca, w którym się znajdowałeś. Masz wrażenie, że tylko przejeżdżałeś przez kolejne kraje, czy mimo wszystko udało ci się je trochę poznać?

K.B.: Podczas moich poprzednich wyjazdów szybko zdałem sobie sprawę, że nie interesują mnie zabytki. One były, są i będą. W Europie można dostrzec sporo podobieństw, przede wszystkim w architekturze. Prawdziwą wartością byli dla mnie ludzie. Być może ja, bądź inny ?podróżnik? jesteśmy jedynym nośnikiem historii danej osoby. Osoba, która podróżuje ze mną przez powiedzmy pół godziny i prawdopodobnie nigdy więcej się już nie spotkamy, otwiera się przede mną, opowiada o swojej rodzinie, problemach, marzeniach. Wtedy to ja staje się jedyną osobą, która przekaże tą konkretną unikalną historię, która nigdy się nie powtórzy. Dzięki mnie może ona stać się nieśmiertelna.

M.M.: Z jaką reakcją wśród kierowców najczęściej się spotykałeś? Kierowcy to bardziej słuchacze czy narratorzy rozmowy?image010

K.B.: Teraz patrząc na ten wyjazd z perspektywy czasu wydaje mi się, że pomagały mi osoby, które w jakimś stopniu widziały we mnie swoje odbicie jeszcze z czasów młodości. Być może ja robiłem coś, o czym zawsze marzyli. Pomagali mi, bo widzieli we mnie siebie, albo po prostu chłopaka, który robi coś kompletnie oderwanego od rzeczywistości. Każda reakcja bardzo się od siebie różniła. Bywało tak, że ludzie bardzo szybko zaczęli mi opowiadać o swoim życiu, problemach. Z drugiej strony niektórzy kierowcy oczekiwali, że to ja będę ich ?atrakcją? i otwierali się wtedy na moją historię. W Norwegii stałem się ?ciekawostką na drodze?, bowiem nie spotkałem ani jednego autostopowicza.

M.M.: Skąd wzięła się u ciebie chęć podróżowania bez pieniędzy? Na blogu wspominasz, że taki rodzajów podróżowania jest sporo. Zdarzają się także tacy, którzy nie przyjmują żadnej pomocy materialnej. Długo zastanawiałeś się jaki ?typ? wybrać?

K.B.: Jest w Polsce kilka osób, które podróżowały bez pieniędzy. Mam tutaj na myśli np. Szymona Antkowiaka z Autostop Smile, który obecnie podróżuje po Afryce (African Smile). Powiedział mi kiedyś, żebym wyruszał w taką podróż i kompletnie się nie zastanawiał nad tym, co mówią o mnie inni. Przyjdzie dzień, kiedy będziesz głodny ? powiedział ? zobaczysz, że twój mózg otworzy się wtedy na zupełnie inne możliwości. Bywało tak, że wstając rano nie miałem nic do jedzenia i byłem przygotowany psychicznie na ciężkie chwile. Kończyłem mój dzień, miałem wypchany plecak. Szybko zdałem sobie sprawę, że pieniądze nie są mi wcale potrzebne. Wiedziałem na pewno, że nie będę żebrał. Nie chciałem też pracować, podjąłem próbę raz, aby zdobyć pieniądze na prom Tallin ? Helsinki, jednak obyło się bez pracy. Zastanawiałem się czy brać pieniądze od ludzi, czy tylko pomoc w postaci noclegu, podwózki i jedzenia. Ostatecznie je brałem, jednak wiele razy odmówiłem widząc, iż osoba daje mi być może ostatnie swoje oszczędności.

M.M.: Doświadczając takich zdarzeń na pewno musiał przyjść dzień, w którym straciłeś, chociaż na chwilę, wiarę w drugiego człowieka.

K.B.: Bez wątpienia był to dzień, w którym spotkałem pewnego Portugalczyka. Od samego początku obiecywał mi, że stanie na głowie, aby załatwić mi godny nocleg. Podczas naszego spotkania zaproponował mi ? w sumie ? 4 piwa. Co przy prostej kalkulacji daje około 8 euro. Nocleg w Domu Pielgrzyma ? do którego po drodze pojechaliśmy ? kosztował 6 euro. Nie wymagałem od niego noclegu, więc nie uświadomiłem go, iż dzięki temu prostemu rachunkowi miałbym nocleg. Tej nocy nie spędziłem jednak w hostelu, ale w strugach deszczu pod sklepem. Mężczyzna pod koniec naszego spotkania, po odwiedzonych 4 hostelach stwierdził, iż nie może mi pomóc. Nie chodzi mi w tej całej sytuacji o warunki w jakich przyszło mi spać, ale o utratę wiary w drugiego człowieka. Na szczęście to była jedna z nielicznych kryzysowych chwil, później szybko zapominałem o całym zdarzeniu, poznając osobę, która na nowo tę nadzieję rozpaliła.

M.M.: Nadzieja nie malała nawet wtedy, kiedy musiałeś spać przy -10 °C w Norwegii?image001

K.B.: Parki, stacje benzynowe, przedszkola i lasy nie były takie złe jak mogłoby się wydawać. Przypomnę, że nie byłem zaopatrzony w namiot, wobec tego to tektury, na których pisałem nazwy miejscowości oraz folia malarska szybko stały się moim substytutem karimaty. Bielizna termoaktywna oraz śpiwór okazały się pomocne w każdych warunkach pogodowych. Byłem przygotowany na takie ewentualności. Właściwie to spanie w domowych warunkach było czymś innym. Przypomnę, że moje niekonwencjonalne noclegi kilka razy przybierały bardzo ludzką formą. Nie raz byłem zapraszany do domów moich kierowców. Piękne w takich historiach było to, że osoby, które kompletnie mnie nie znały, szybko obdarzyły mnie ogromnym zaufaniem. Poczęstowały posiłkiem i sprawiły, że nie czułem się jak intruz.

M.M.: Czy spotkałeś się w podróży ze stereotypem Polaczka-cwaniaczka? Czy Polska jest kojarzona z tzw. punktów zaczepnych: II wojny światowej, Chopina bądź Papieża ?Polaka?

K.B.: Doświadczyłem tego tylko ze strony Niemców. Za każdym razem zwracali uwagę na naszą sytuację materialną. Często nawiązywali także do wydarzeń mających miejsce na Ukrainie. ?Co Polska uważa w tej kwestii? ? pytali. Najczęściej napotkani ludzie byli po prostu zainteresowani moją historią. Zdarzało się, że byłem ?pod ostrzałem pytań?. Pewien Pakistańczyk stwierdził, że nie chce mi zadawać sztampowych pytań i celował w tematy, które nie były wcześniej poruszane z żadnym rozmówcą. To takie chwile sprawiają, że moja podróż nabierała przeróżnych odcieni.

M.M.: Jakie emocje towarzyszyły ci po zakończeniu twojej podróży?

K.B.: Początkowo nie mogłem się odnaleźć. Po dwóch miesiącach życia w innych warunkach, nie wiedząc jak potoczy się następny dzień jest niezwykle ekscytujące. Po dwóch dniach zastanawiałem się przez chwilę, czy nie warto po raz kolejny się spakować i wyruszyć. Wbrew pozorom życie w podróży jest o wiele łatwiejsze. Na Gibraltarze poznałem człowieka, który jest już w podróży od 5 lat. W Hiszpanii z kolei miałem przyjemność rozmawiać z mężczyzną, który podróżując założył rodzinę, zaś w ciągłym przemieszczaniu się z miejsca na miejsce jest już od 14 lat. Podróżowanie uzależnia. Osobiście nie zamieniłbym podróży życia na życie w podróży, ale wiem i teraz już rozumiem jakie są tego motywy.

M.M.: Nie masz wrażenia, że podróżowanie stało się już dla ciebie uzależnieniem? Bardzo przyjemnym, ale jednak uzależnieniem?

K.B.: W Rzymie zaczepił mnie pewien bezdomny z Polski. Zapytał wtedy: ?Masz rodzinę? Mam ? odpowiadam. Masz dziewczynę ? Mam. To dam ci jedna dobrą radę.
Wsiądź w tym momencie do pociągu i jedź do domu, do swoich bliskich bo jeśli ?zarazisz się Europą? to nigdy do nich nie wrócisz. Ja od 5 lat nie byłem w domu?. Dlatego właśnie chciałem wrócić. Chciałem mieć nad tym kontrolę.

M.M.: Jakie jest twoje marzenie na dzień dzisiejszy?

K.B.: Przekraczać własne granice.

 M.M.: Jaka jest następna granica?

K.B.: Tak naprawdę jeszcze nie mam długoterminowej granicy. Mam pewne cele, marzenia na dzień dzisiejszy. Chcę skoczyć na bungee. Jest to granica, której jeszcze nie przekroczyłem.

M.M.: Czym jest dla ciebie podróż?

K.B.: Oderwaniem się od codzienności. Etapem, podczas którego nie interesuje cię co myślą o tobie ludzie. Żyjesz po swojemu, robisz to, na co masz ochotę. Z każdej podróży chciałbym coś wynosić, coś co jest wartością do mojego życia oraz osobowości. Podróże rowerowe wnosiły coś do mojego życia, jednak nie był to tak wielki boom, jak podróż autostopowa. Na rowerze przekraczałem granice wytrzymałości psychicznej oraz fizycznej, ale nie poznawałem ludzi, nie poznałem kultury. Jako autostopowicz poznałem ludzi, dzięki którym teraz bardziej optymistycznie patrzę na świat, na samego siebie. Podróż jest dla mnie czymś niewyreżyserowanym.

M.M.: Kolejna wyprawa odbędzie się także bez pieniędzy?

K.B.: Być może. Na pewno będzie to dalsza wyprawa: USA, Kanada być może Azja. Afrykę na chwilę obecną sobie odpuszczę. To wymaga ogromnego przygotowania, dużej wiedzy na temat wiz, konfliktów oraz obowiązkowych szczepionek. Zanim wyruszyłem w Europę, wiele kilometrów przemierzyłem po Polsce. Dreams for free prowadził tylko przez Europę, gdyż chciałem ją poznać zanim wyjadę dalej w świat. Teraz już wiem, w których miejscach na Starym Kontynencie pojawię się ponownie. Czas ruszyć w świat.

M.M.: Twoja podróż to rozdział czy już książka?

K.B.: To jest dopiero wstęp. Wstęp od autora. Z roku na rok podkręcam tempo. Myślę, że ten wyjazd pokazał mi, że nie ma rzeczy niemożliwych. Wystarczy znaleźć odpowiedni sposób, postawić sobie cel i dążyć do niego za wszelką cenę.

Zainteresowała cię historia Kamila? Masz niedosyt i chciałbyś się dowiedzieć jak to jest możliwe, że po 62 dniach jego waga podskoczyła o 4 kg? Czym jest wioska współczesnych Nomadów? Na te oraz wiele innych pytań odpowiedzi znajdziesz na stronie Kamila ? www.dreamsforfree.eu

Autor: Maja Maciejska

Zauroczona kulturą brazylijską. Ciekawa wszystkiego i wszystkich. Małymi kroczkami odkrywa świat. Uwielbia podróże.

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.