FB Twitter
Sky Ferreira fot. Kaja Dulińska
Sky Ferreira fot. Kaja Dulińska

Relacja z koncertu Sky Ferreiry (galeria zdjęć)

| 0 komentarzy

Kariera Sky Ferreiry rozkręcała się powoli, ale, jak pokazał koncert w Basenie, warto było czekać. Być może nie nadszedł jeszcze czas na przebicie się do ścisłego mainstreamu, ale nie można odmówić jej oddanych fanów, których duża część śledzi jej rozwój już od dłuższego czasu. Takie przywiązanie nie dziwi ? w obliczu wielu zawirowań życiowych artystka zawsze stawiała przede wszystkim na szczerość, czym zdobyła dużą sympatię. Nigdy nie ukrywała swoich problemów z wydaniem debiutanckiej płyty, braku stylistycznej niezależności na początku kariery oraz ciemnych stron biznesu muzycznego. Tą postawą zdobyła sporą grupę zwolenników, którzy wspierali ją na ścieżce do sukcesu. Niebanalny styl, okazyjne paranie się modelingiem i aktorstwem oraz znajomości z najmodniejszymi ludźmi w Nowym Yorku z pewnością jej nie zaszkodziły.

Artystka przyjechała do Polski promować wydany z niemałym trudem krążek ?Night Time, My Time?. W Basenie zagrała w ramach serii imprez organizowanych przez markę odzieżową House i agencję Illegalbreaks.

W roli supportu zagrał początkujący wrocławski duet Oxford Drama, czyli Małgorzata Dryjańska i Marcin Mrówka. Na młodych artystach ciążyła dość duża presja, spotęgowana faktem, że był to ich pierwszy koncert w Warszawie. Po występie w Basenie spokojnie można jednak stwierdzić, że sprostali zadaniu, bo pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne. Zespół rozkręcał się z każdą piosenką, a w okolicach czwartej pojawiły się elementy taneczne. Nic dziwnego ? przy takiej mieszance podszytego brudnymi basami elektropopu trudno się nie ruszać. Na wzmiankę zasługuje również aksamitny, delikatny, ale nieprzesłodzony głos wokalistki.

Z momentem zejścia supportu ze sceny atmosfera zaczęła wyczuwalnie gęstnieć, a z publiczności raz po raz wybrzmiewało skandowane ?Sky!?. Na szczęście główna gwiazda wieczoru nie kazała na siebie długo czekać.

Ferreira wkroczyła na scenę z towarzyszącym zespołem i razem, bez zbędnego przeciągania, z miejsca ruszyli z otwierającym płytę ?Boys?. Sky i ekipa nie potrzebowali rozgrzewki, od pierwszego utworu było mocno i konkretnie, o wiele bardziej gitarowo niż na płycie. To chyba wyjaśnia dlaczego krytycy miewają problemy z zaklasyfikowaniem Ferreiry ? owszem, jest popowa, czasem bardziej synth-, a czasem stricte elektro-, ale jej rockowe korzenie i inspiracje znajdują ujście podczas grania na żywo.

Ubrana w kwiecistą sukienkę, płaszcz w panterkę, nonszalancką czapkę i ogromne okulary przeciwsłoneczne, które okazały się ważnym rekwizytem podczas koncertu, Sky Ferreira potwierdziła swój status ikony alternatywnej mody; głębokim głosem i sceniczną charyzmą ? status nadziei muzyki pop.

Set bazował głównie na kawałkach z ?Night Time, My Time?. Album zdobył pochlebne recenzje za popową bezkompromisowość i nieunikanie potężnych refrenów, ale też brudniejszych muzycznie momentów. Jednak prawdziwym wyznacznikiem jakości płyty jest to, jak brzmi na żywo. Pod tym względem album zdaje egzamin; widać że i wokalistka, i muzycy czują materiał, który w wersji live zyskuje głębię i jeszcze więcej charakteru. Rozmarzone ?24 Hours? w Basenie zabrzmiało jak prawdziwy hymn, ?Ain?t Your Right?, ?Nobody Asked Me (If I Was Okay)? i ?I Blame Myself? były jeszcze bardziej buntownicze i szczere. Na wzmiankę zasługują też świetne ?Omanko? i tytułowy kawałek, które pozwoliły wykazać się muzykom i pokazały Sky w bardziej undergroundowym wydaniu. Nie zabrakło miejsca na wcześniejsze utwory ? ?Lost In My Bedroom? i obowiązkowe ?Everything is Embarassing?, które otworzyło nowy etap w karierze piosenkarki.

Po tym jak głęboko Sky Ferreira wczuwała się w muzykę widać, że debiutancka płyta jest dla niej niezwykle osobista. Jej głos, pozbawiony płytowych efektów specjalnych, brzmiał mocno, z determinacją, czasem słychać w nim było trochę bólu, nawet złości, ale przede wszystkim autentyczność. Trzeba przyznać, że mimo nie tak dawnych problemów z głosem, Sky radziła sobie naprawdę dobrze nawet z najtrudniejszymi fragmentami. Oprócz falstartu do ?Werewolf (I Like You)?, z którego uroczo wybrnęła, nie pomyliła się ani razu.

Jeżeli chodzi o zachowanie na scenie, Ferreira kojarzy się trochę z Debbie Harry, ze względu na jej filigranowość, ale też silną osobowość, pozbawioną zbędnej kokieterii. Z kolei strój i nonszalancja wyjaśnia skojarzenia z grunge?ową Courtney Love. Ale Sky nie potrzebuje porównań, nie raz udowodniła że jest świadomą, niezależną artystką. Publiczność jest najwyraźniej oczarowana jej postacią, do wywołania burzy oklasków wystarczy że ?uchyli okularów?. Jest oszczędna w środkach, ale skuteczna, w jej zachowaniu nie ma jednak nic aroganckiego. Po czwartym utworze wesoło zaczyna wdawać się w interakcje z publicznością, podając ręce, machając, ale też podpisując płyty i przyjmując upominki. A to wszystko bez gubienia rytmu.

Autor: Klaudia Januszewska

Miłośniczka muzyki, od post-punku, przez psychodelię i shoegaze, po britpop i elektronikę. Entuzjastka koncertów, szczególnie tych kameralnych. Festiwal to jedyna okoliczność, która jest ją w stanie zmusić do spania pod namiotem. Dużo podróżuje, najczęściej w celu obejrzenia na żywo ulubionych zespołów. Studiuje kulturoznawstwo USA, ale kultura brytyjska też nie jest jej obca. Jej ikoną stylu jest Andy Warhol.

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.