FB Twitter

Artysta maluje głową, a nie rękami

| 0 komentarzy

Mariusz Kędzierski – dwudziestolatek, który osiągnął tak wiele. Brak rąk, nie jest dla niego przeszkodą w tworzeniu prawdziwych cudów. Jego prace podbijają świat, a on jak sam mówi -,, mogło być lepiej?. Rysunki  są fenomenalne, wykonywane z ogromną precyzją i przede wszystkim pasją, dzięki czemu zyskują liczne uznanie na konkursach i wystawach. Największą podporą życiową i motywacją jest dla niego dziewczyna Dominika, która wspiera go we wszystkich działaniach. Mariusz jest, z pewnością, dowodem na to, że niemożliwe staje się możliwe. To dojrzały artysta.

Sylwia Wierzbicka: Czy czujesz się szczęśliwym człowiekiem? Co dla Ciebie oznacza „szczęście”?

Mariusz Kędzierski: Szczęście, to pojęcie względne, spełnienie się także. Więc generalizując czuję się szczęśliwym człowiekiem, bo robię to, co kocham, a do tego mam wspaniałą kobietę, która mnie w tym wszystkim wspiera. A spełniony ? chyba nigdy nie będę tak naprawdę, bo jakbym był, to bym przestał tworzyć.safe_image

S.W: Jakie jest Twoje największe marzenie, które za wszelką cenę chcesz zrealizować? Czy w ogóle takie masz?

M.K: Twardo stąpam po ziemi i staram się nie mieć marzeń. Tzn. mam kilka, ale o nich nie mówię. Fajnie jest marzyć, ale ja bardziej swoje marzenia powoli przeistaczam w plany, które małymi krokami realizuję.

S.W: Kiedy odkryłeś, że masz w sobie ogromny talent? Kiedy to się zaczęło przejawić? Czy ktoś cię wspierał, motywował w tym co robisz?

M.K: Objawiło się to, gdy byłem małym chłopcem, zaledwie trzyletnim. Na tle grupy przedszkolnej prezentowałem bardzo wysoki poziom, który był właściwie nieosiągalny dla moich pełnosprawnych, małych kolegów. Ale przyszłości nigdy z tym nie wiązałem. Właściwie, to kilka lat prawie wcale nie rysowałem, ale wróciłem do tego po jednej z moich operacji. Chciałem przywrócić rękę do pełni sprawności. I tak się wkręciłem, że po trzech miesiącach była ogromna różnica w porównaniu z tymi poprzednimi pracami. Aż po pół roku ktoś mi zaproponował, czy nie narysowałbym czegoś na zamówienie. Zgodziłem się. Potem ?pocztą pantoflową? zaczęło się to rozkręcać, a co było dalej, to już większość wie. Inspiracji jeżeli chodzi o moją profesję, to nie mam. Choć mam osobę, która uczy mnie jak żyć, nauczyła, jak pogodzić się z tym, że jestem inny niż wszyscy, bo w sumie wszyscy są inni. Nick Vujicić ? dzięki niemu jestem tu, gdziejestem. A teraz mam moją Dominikę, która jest motywacją do tego, by się starać zajść w życiu jak najdalej, żeby osiągać to, co nieosiągalne. Wszystko, co robię, robię dla niej.

S.W: Kiedy powstał Twój pierwszy rysunek? Czy pamiętasz co to było?

M.K: Jedną z pierwszych moich prac był orzeł, a raczej gołąb (śmiech), którego namalowałem na starym prześcieradle w wieku trzech lat. A pierwszym rysunkiem, kiedy zaczynałem swoją przygodę był portret M. Monroe.

S.W: Czy szkoliłeś się pod tym względem?

M.K: Nie, nigdy się nie szkoliłem w dziedzinie rysunku, jestem całkowitym samoukiem.

S.W: Chciałabym też, żebyś opowiedział trochę o swoich wystawach, konkursach. Może wspominasz, któryś szczególnie ważnie?

M.K: Pod koniec października miałem swoją najważniejszą wystawę w Wiedniu podczas VIENNA SHOWCASE 2013, do której wytypowany zostałem razem z innymi, prawie 140 artystami z całego świata, gdzie zgłoszeń było około 300. Zająłem tam także drugie miejsce w konkursie BEST GLOBAL ARTIST AWARD WINTER 2013, minimalnie przegrywając z Johnem Patersonem. Miałem także dwie wystawy w Niemczech, a także w kraju ? m.in. w Świdnicy, Krakowie, Wrocławiu.

S.W: Czy masz jeszcze jakieś inne zainteresowania, którym poświęcasz wolny czas?

M.K: Tak, lubię czasami fotografować, zdarza mi się jeździć na basen. Do maja grywałem dwa razy w tygodniu w piłkę nożną, ale skręciłem kolano dość mocno i raczej długo jeszcze nie pogram. Większość czasu jednak poświęcam Dominice, bo jak już wspomniałem ? ona jest moją największą pasją.

S.W: Czy któraś Twoja praca jest dla Ciebie szczególnie ważna? Czy raczej w każdej jest cząstka Ciebie?

M.K: Uważam, że każda praca jest dla mnie tak samo ważna, bo każda ma ukrytą za sobą pewną historię. I oczywiście w każdej pracy jest nie tyle cząstka mnie, co cały ja, bo każdy rysunek wychodzi w 100% spod mojej ręki.

S.W: W internecie możemy obejrzeć Twoje prace. Wiem, że podziwia Cię wiele osób, w tym i ja również, które z zachwytem spoglądają na Twoje dzieła, bo tak trzeba nazwać Twoje rysunki, i którzy myślą –  ,, To niewiarygodne, że człowiek może stworzyć coś takiego!?. W jaki sposób Ty to odbierasz? Jak ważne jest dla Ciebie  to zainteresowanie Twoja osobą i tym co robisz? Czy to zmieniło coś w Twoim życiu?

M.K: Hmm, myślę, że aż tak się nie zachwycają, bo do ideału mi jeszcze daleko, ale pracuję nad tym(śmiech). A tak serio, to mam wrażenie, że moje rysunki nie są oceniane, na całe szczęście, przez pryzmat niepełnosprawności, ale bardzo dużo w moim życiu zmieniło moje nastawienie, do którego musiałem dojrzeć, i które teraz inspiruje wiele osób do tego, by spełniać swoje marzenia i by walczyć o to, aby robić to, co się kocha.

S.W: W  jaki sposób Ty odbierasz rysowanie? Czy to jest pomysł na życie, na przyszłość ? Niewątpliwie to jest dla Ciebie coś ważnego , część Twojego życia. Ale pytanie czy chcesz z tego żyć czy traktować to raczej jako pasje ?

M.K: Nawiązując do wcześniejszych odpowiedzi ? to jest zdecydowanie jedno i drugie. Pasja, ale taka, z której chciałbym kiedyś żyć. Szukam właśnie managera, który by mi pomógł dotrzeć do zagranicznych odbiorców poprzez organizację wystaw. Robię wszystko, żeby to był mój zawód.

S.W: Wykonujesz na zamówienie rysunki? Czy miałeś jakieś zlecenia z zagranicy?

M.K: Tak, często zdarza mi się rysować na zamówienie i dostaję coraz więcej propozycji z zagranicy. Moje rysunki są już chyba na każdym kontynencie, bo kupowały je osoby z takich państw jak USA, Wielka Brytania, Włochy, Francja, Tunezja czy Korea Południowa. Ponadto robiłem rysunek, który w USA ukazał się na okładce płyty w grudniu 2012.

S.W: I wreszcie pytanie dotyczące techniki, której stosujesz w rysunku?

M.K: Odnośnie techniki, to rysuję ołówkiem na papierze, reszta, to moja słodka tajemnica, którą zabiorę ze sobą na tamten świat.

S.W: Co czujesz, kiedy patrzysz na swoje rysunki?  

M.K: Przede wszystkim zadowolenie, kiedy wyjdzie tak, jak chciałem. Ale, że jestem krytyczny w stosunku do siebie, to mówię ?mogło być lepiej?.

S.W: Jakie jest Twoje życiowe motto i recepta na szczęście?

M.K: Recepty na szczęście nie da się określić. To jedno z tych pytań, które zostawia się bez odpowiedzi. A życiowe motto, to słowa Michała Anioła, że ?artysta maluje głową, a nie rękami?.

S.W: Spełniasz sie w tym robisz. Jak na to wpływa Twoja niepełnosprawność? Czy pozwoliła Ci stać siędojrzalszym artysta czy może to nie miało żadnego znaczenia?

M.K: Myślę, że odpowiedź jest już zawarta w poprzednich słowach (śmiech).

Oto tylko próbka zdolności artysty, bo z pewnością Mariusz nas jeszcze zaskoczy…

1

2

3

Autor: Sylwia Wierzbicka

Studenta stosunków międzynarodowych, harcerka o artystycznej duszy. Wiecznie z głową w chmurach. Kocha dobre kino i dobre książki. Jej największą miłością jest... jedzenie.

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.