FB Twitter

Nieoficjalny zwycięzca – opowieść o najlepszym filmie Warszawskiego Festiwalu Filmowego

| 1 komentarz

Opowiem wam o najlepszym filmie Warsaw Film Festiwal. O wzruszeniu, które wywołał i ostatnich łzach, które wypełniły moje oczy jeszcze kilka minut po jego zakończeniu. Nie było to plastikowe wzruszenie oparte na znanych w świecie filmowych trickach-pewniakach, które wzruszą każdego.

Nie będzie to opowieść o laureacie głównej nagrody festiwalu – ?Idzie?. Zawsze podkreślam, że piszę subiektywnie. W emocjach nie można odnaleźć obiektywizmu, a emocji w odbiorze filmu nie pozbędę się nigdy. Być może to ?Ida? powinna wygrać. To dobry film. Świetnie zagrany, poruszający ważny temat, doskonale nakręcony i wypełniony wspaniale oddającą klimat lat sześćdziesiątych muzyką. Zadowolił mnie. Nie wyszłam jednak z kina wypełniona poczuciem dotknięcia absolutu.

Filmem całkowicie bezbłędnym, wychodzącym poza schematy dzięki swojemu tematowi i doskonałej realizacji są dla mnie gruzińsko-estońskie ?Mandarynki?. Nie kieruje mną wcale moja wielka miłość do Gruzji. Szukając obiektywizmu stwierdzam, że to po seansie ?Mandarynek? rozległy się najdłuższe brawa jakie słyszałam w czasie Festiwalu. Imponująca liczba osób została też na spotkaniu z reżyserem i członkami obsady. Po zakończeniu projekcji w powietrzu można było wyczuć wzruszenie. Wypełniło ono całą salę i stało się wspólnym doświadczeniem zgromadzonych. Widziałam zachwyt na twarzach obecnych, ich mokre od łez policzki i charakterystyczne zwolnienie tempa. Wychodzenie z sali w końcu przestało przypominać walkę o pierwsze miejsce w wyścigu do drzwi.

?Mandarynki? opowiadają o wojnie w Abchazji z 1992 roku. Mieszkańcy tej części Gruzji walczyli wówczas o niepodległość. Po stronie abchaskiej w wojnie brali udział ochotnicy z Kaukazu Północnego, przede wszystkim Czeczeńcy, Ingusze i Kabardyjczycy. Wspierała ich Rosja. Wojnę wygrała strona abchazka, stwarzając tym samym autonomię. Głównym bohaterem jest, mieszkający na terenie Abchazji Estończyk. Przed wybuchem wojny Abchazję zamieszkiwało wielu przedstawicieli tego narodu. W czasie jej trwania większość opuściła jednak swoje dawne miejsce zamieszkania i wróciła do rodzinnej Estonii. Bohater został w wiosce jedynie ze swoim przyjacielem, czekającym na zbiór mandarynek. Wojna jednak go nie umożliwia. Mandarynki to tylko jedna z ofiar tego konfliktu. Pewnego dnia w okolicy rozlegają się strzały. Spokój mężczyzn burzy pierwsze spotkanie z wojną ? odnajdują zwłoki młodych Gruzinów i Czeczenów. Okazuje się jednak, że dwóch przedstawicieli wojujących stron przeżyło. Estończyk pomaga im dojść do zdrowia stając między dwoma nienawidzącymi się mężczyznami, których jedynym pragnieniem jest unicestwienie wroga i pomszczenie śmierci współtowarzyszy.

Film jest opowieścią nie tylko o samej abchazko -gruzińskiej wojnie. Nie jest to historia jednego konfliktu, tylko uniwersalna opowieść. Niesie przekaz o bezsensowności wojny. O niepotrzebnych podziałach i równości wszystkich nacji wobec śmierci. W czasie wojny ginie mnóstwo niewinnych osób. Zaślepieni podziałami ludzie zabijają tych, do których pałają nienawiścią. Jedyne, co dzieli bohaterów stojących po przeciwnej stronie konfliktu, to miejsce urodzenia, religia i długość brody. Porozumiewają się nawet za pomocą tego samego języka. Ich spojrzenia wypełnia jednak nienawiść, a w każdym geście starają się oni ukryć rozpierający ich od wewnątrz gniew.

Chciałabym pogratulować twórcom filmu: doskonałego scenariusza ? uchwycenia w nim ważnego, ponadczasowego tematu, realizacji wspaniałych zdjęć, pięknej, idealnie dopasowanej muzyki, gry aktorskiej, która nadała realizmu postaciom., a także wyczekiwanego sukcesu gruzińskiego filmu.

?Thank you for this movie? ? tych kilka słów zdołałam przekazać trzymającemu moje dłonie aktorowi. Ocalę od zapomnienia jego pełne wdzięczności spojrzenie. On sam nie spodziewał się chyba sukcesu w tak odległej od Gruzji Polsce.

Autor: Maria Dybcio

Studentka stosowanych nauk społecznych, ?prawie? absolwentka studiów wschodnich. Wielbicielka literatury faktu i Polskiej Szkoły Filmowej. Zafascynowana Kaukazem i Bałkanami. Zakochana we wszystkim, co warszawskie. Dla SEDNA odkrywa nieznane zakątki Warszawy i śledzi aktualne festiwale filmowe.

Jeden komentarz

  1. Mandarynki to doskonały film, w którym bez zbędnego moralizowania i patosu docieramy do sedna i zarazem puenty filmu – gdzie został pokazany bezsens wojny. I choć bohaterowie filmu doskonale rozumieją, że nie da się zatrzymać uruchomionej już maszyny konfliktu, myślę, że dochodzą do tego samego wniosku, że wojna jest nie tylko niepotrzebna, ale także nie ma najmniejszego sensu. Reżyser jednak nikogo nie poucza – po prostu snuje swoją opowieść, opowieść że to co wartościowe i dobre, zostaje zniszczone przez narodowe waśnie, snobistyczne i egoistyczne interesy przywódców Państw. Temat bardzo aktualny… w kontekście tego, co się dzieje za nasza wschodnia granicą.

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.