FB Twitter

Wakacje, kasa i Coca-Cola, czyli jak zostałam animatorką

| 0 komentarzy

Założę się, że większość z Was ma za sobą doświadczenia z wakacyjną pracą dorywczą. Zbieranie owoców, rozdawanie ulotek, call center? Takie tymczasowe zajęcia często są męczące i słabo płatne, zawsze jednak stanowią cenny dodatek do CV. Czy można mieć wakacyjną pracę, która jednocześnie pozwoli Ci wypocząć, trochę się opalić i przyzwoicie zarobić? Mnie się udało.

 

Skromne początki
Klasyka ? dość desparackie, przedwakacyjne poszukiwania pracy. Dziesiątki wysłanych aplikacji, godziny spędzone na przeglądaniu Gumtree, tylko dwa odebrane telefony z propozycjami i jedna nieudana rozmowa kwalifikacyjna, palce zdrętwiałe od wypisywania ?Załączam moje CV? w kółko i w kółko. Po tym trudnym początku nareszcie się udało ? zostałam animatorką Strefy Aktywnego Życia Coca-Cola Cup na warszawskim Podzamczu. Wypełniłam papiery, odesłałam i czekałam na pierwszy dzień pracy. Niestety, termin rozpoczęcia wykonywania zlecenia został dwukrotnie przesunięty. Zostawiło mi to więcej czasu na ponure rozmyślania ? moja praca miała polegać, najogólniej mówiąc, na zabawie z dziećmi i pilnowaniu ich w specjalnej, ogrodzonej strefie, w której można uprawiać sporty i aktywnie spędzać czas. Toleruję dzieci, to wszystko. Nie przepadam za nimi, jestem kiepska w wymyślaniu ekscytujących zabaw. Jak sobie poradzę?

 

Na stanowisku
W końcu nadszedł pierwszy, nieco deszczowy dzień pracy. Dziesiątka młodych animatorów zebrała się niedaleko Multimedialnego Parku Fontann, aby przejść krótkie szkolenie, wskoczyć w sportowe ciuchy i zająć swoje stanowiska, rzucając niepewne spojrzenia na siebie nawzajem. Początkowo bardziej niż animowanie gości pochłaniało nas wzajemne poznawanie się. Integracja jest oczywiście bardzo ważna, ważniejsi są jednak klienci, czego nie omieszkał nam wypomnieć szef. Od momentu otrzymania nagany naprawdę wzięliśmy się do roboty.
Już niebawem każdy z animatorów miał opracowane swoje własne metody na zabawę z dzieciakami. Ja nadzorowałam strefowe ?biuro? ? wydawałam nagrody za udział w konkurencjach, udzielałam informacji wszystkim zainteresowanym, notowałam rekordy. Inni zarządzali boiskami, grali z dziećmi w piłkarzyki, pomagali na równoważniach. Szybko zdobyliśmy stałych bywalców ? niektóre dzieciaki przychodziły do nas codziennie, mówiąc, że to największa atrakcja ich wakacji. Miło było słuchać dziękujących nam rodziców i patrzeć na dzieci, które biły kolejne rekordy w długości czasu utrzymywania się na równoważni.

 

_DSC5000

Plusy i minusy
Jak męcząca była moja wakacyjna praca? Nie skłamię mówiąc, że prawie wcale. Miałam okazję spędzić osiem godzin dziennie na powietrzu, ładując akumulatory na cały rok akademicki, zdobyłam złocistą opaleniznę i spędziłam niejedną przerwę obiadową jedząc lody i owoce na Rynku Nowego Miasta. Rozegrałam parę porywających meczów badmintona i pobiłam swój własny rekord w skakaniu na skakance. Przez pierwszy tydzień wracałam do domu zmęczona, później jednak już tej fatygi w ogóle nie czułam. Ludzie, z którymi miałam okazję pracować, w większości okazali się sympatyczni. Na co tu narzekać?
Cóż, nie wszystko było idealnie. Dzieciaki potrafiły zachowywać się naprawdę nieznośnie, a rodzice bywali jeszcze gorsi. Nie miałam też ani jednego wolnego dnia przez okrągły miesiąc, a pod koniec okresu wykonywania zlecenia w ekipie pojawiły się spięcia. Najbardziej jednak nielubianym przeze mnie aspektem pracy było zachęcanie osób spacerujących w pobliżu, aby odwiedziły naszą strefę. Źle się czułam nękając przypadkowych ludzi, wręczając im ulotki, które później często znajdowaliśmy porzucone na chodniku.

Najlepsze na koniec
Najpiękniejszym dniem pracy był dzień ostatni, i to wcale nie dlatego, że nie musiałam już więcej tam przychodzić. Po prostu pogoda była piękna, ja zadowolona, a uzdolniony kulinarnie kolega przyniósł dla wszystkich pożegnalną karpatkę, którą zjedliśmy w niemal uroczystej atmosferze. Po skończonym dniu, gdy szłam na przystanek autobusowy, dogoniły mnie cztery 12-letnie dziewczynki, które w naszej strefie pojawiały się codziennie. Odprowadziły mnie, czekały ze mną na autobus i pożegnały ze łzami w oczach, dziękując za wspólnie spędzony czas. Ten moment przekonał mnie, że praca, którą wykonywałam, miała głębszy sens niż tylko promowanie gazowanego napoju.

_DSC4995

Inny punkt widzenia
Zadałam kilka pytań dotyczących naszej pracy Kasi, absolwentce dziennikarstwa.
Czy poleciłabyś pracę w charakterze animatora czasu wolnego znajomym?
Kasia: Tak, jeśli ktoś dysponuje czasem np. w wakacje, ferie i chce zasilić swój budżet, jest to świetna możliwość i dodatek do CV.
Jakie cechy powinien mieć dobry animator?
Kasia: Cierpliwość, odpowiedzialność, komunikatywność.
Co sprawiało Ci w tej pracy najwięcej przyjemności, a co najbardziej denerwowało?
Kasia: Jeśli chodzi o przyjemność, poznałam wiele ciekawych osób, począwszy od samych animatorów, po osoby z zewnątrz ? odwiedzających. Denerwowała, lub bardziej trafnie, utrudniała funkcjonowanie, pogoda ? upały.

Autor: Izabela Zadura

Chciałaby wiedzieć wszystko o wszystkim- na razie sprawdza, czy to możliwe. Studiuje stosunki międzynarodowe i lubi być na bieżąco, nie tylko z kwestiami politycznymi, ale też z szeroko pojętą popkulturą. Oglądanie amerykańskich seriali pochłania jej więcej czasu, niż przewiduje norma. Pisanie to dla niej sposób na życie. Często obserwuje świat przez okno autobusu lub pociągu. Wiecznie szuka pracy.

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.