FB Twitter

Praga kulturą podszyta

| 0 komentarzy

Trójkąt Bermudzki na warszawskiej Pradze Północ wciąż straszy, a może fascynuje? Znany dotychczas jako najniebezpieczniejsze miejsce po praskiej stronie Warszawy, stopniowo zmienia swoje oblicze. Jego okolice stają się modne i awangardowe. Czy czas już skończyć z wizerunkiem przestępczego półświatka Warszawy?

Przystanek Inżynierska. Otaczają mnie otulone już nocą obskurne bloki. Jedyne światło zapewnia tu kilka tlących się na żółto latarni. W głowie szumi mi zdanie:  przecież mogłaś się tego spodziewać, w końcu jesteś na Pradze. Stereotyp  Stereotyp karze mi nie iść, rozum mówi:  musisz sama sprawdzić zanim ocenisz. Ufam rozumowi, więc ruszam przed siebie ulicą 11 listopada. Po tej przechadza się równocześnie kilka osób. Wśród nich mieszkańcy Pragi mieszają się z wystrojoną młodzieżą. Mijam grupę modnie ubranych nastolatków, którzy postanowili obalić na praskiej ulicy szampana. Nie wyglądają oni na przestraszonych, a przechodzący obok mieszkańcy na zaskoczonych ich obecnością. Chyba już do siebie przywykli. Nagle spomiędzy szarych bloków dostrzegam smugę światła. Zaciekawiona stawiam kolejne kroki.  W ten sposób trafiam na podwórko przy ulicy 11 listopada 22, które wieczorami zamienia się w jeden z największych ośrodków kulturalnych na Pradze. Ściany budynków pokrywają kolorowe obrazy i dziesiątki różnorodnych napisów. Całość intryguje i przyciąga. Na pewno oswaja z praskimi kamienicami.

Trudna sztuka
Otwarte drzwi pierwszego podwórkowego obiektu zachęcają do przestąpienia progu. Progu ?Teatru Academia?, do którego prowadzą mnie kręte, wąskie schody, otoczone barwną mozaiką ściennych obrazów. ?Teatr Academia? jest pierwszym powstałym na Pradze ośrodkiem promującym sztukę.  I to nie byle jaką, bo tę z najwyższej półki. Nazywaną przed dyrektora teatru, Romana Woźniaka ?trudną sztuką?. Wejść czy nie wejść? Oto jest pytanie. W mojej głowie huczy mnóstwo mniej lub bardziej teatralnych kwestii. Nie wiem, czy bardziej zaintrygowana, czy pełna obaw stawiam kolejny krok i trafiam do ciemnego pomieszczenia. Czego mogę się spodziewać po praskim teatrze? W końcu Praga nie jest kojarzona z kulturą, wręcz przeciwnie ? z jej brakiem. Zastanawiam się, jak można nie bać się Pragi, nie będąc stąd. Pytanie, czy w ogóle należy się jej nie bać.  Dziesięć lat temu niebezpiecznie było rozmawiać za głośno przez komórkę na ulicy, ponieważ znikała ona błyskawicznie. Teraz wszyscy przez nie rozmawiają i to dosyć głośno. Zachowują się czasem prowokacyjnie. Wcześniej takie zachowania budziłyby agresję Prażan. Co jest zrozumiałe – w końcu ktoś wkracza na ich terytorium – wyjaśnia Roman Woźniak. Z teatru wychodzę już pewnym krokiem, pomału oswajam się z myślą, że Praga nie jest wcale taka, jak się o niej mówi. Jednak wciąż nie wiem, jaka właściwie jest.

Klubowe zagłębie
Wychodząc z teatru poprowadzona przez dźwięki muzyki i odgłosy rozmów trafiam do klubu ?Hydrozagadka?. Trwają przygotowania do koncertu zespołu ?Pogodno?, więc początkowo wchodzę do niewielkiej, ciemnej sali niezauważona. Klub urządzony jest raczej skromnie, króluje w nim oświetlona scena, a także bar, przy którym tłoczy się większość gości. Ja wybrałam kanapę, na której pracownik klubu opowiedział mi historię jego powstania. Szef, znajdującego się naprzeciwko ?Saturatora?, miał znajomego, który był stałym bywalcem jego imprez. Wspomniany kolega, dowiedziawszy się, że obok jest wolny lokal, postanowił zaryzykować. Porzucił, więc pracę w banku i otworzył swój własny klub. Tak powstała ?Hydrozagadka?. W ciągu ostatnich kilku lat lokal wyrobił sobie świetną markę. Niektórzy, jak mówi Łukasz, przyjeżdżają na imprezy nawet z Ursynowa. To chyba samo świadczy o fenomenie tego miejsca. Czyżby zmiany na Pradze zaczęły wypierać stereotyp mówiący o niebezpieczeństwie?  Gdyby nadal pokutowała ta zła fama, myślę, że ludzie po prostu nie przychodziliby tutaj, bo by się bali ? mówi Łukasz. Czy odpowiedź na pewno jest ona taka oczywista ? Praga jest nowa, kulturalna i bezpieczna? A może Praga jest bezpieczna, ale na 11 listopada?

Po wyjściu z ?Hydrozagadki? pokonuję dystans zaledwie kilku metrów by znaleźć się w powstałym 5 lat temu, z inicjatywy sióstr bliźniaczek ? Magdy Błaszczak i Olgi Szaltis lokalu ?Skład butelek?. Magda Błaszczak przyznaje, że pierwsze kontakty z Pragą zawdzięcza między innymi Romanowi Woźniakowi, który organizował po tej stronie Pragi doroczny cykl imprez pt. ?Sąsiedzi dla sąsiadów?. Mimo upływu lat, lokal zajmuje stałą wysoka pozycję spośród najbardziej klimatycznych i awangardowych miejsc w Warszawie.
Praga miała i do dzisiaj ma wizerunek miejsca, gdzie mogą Cię okraść i pobić. My staramy się zmieniać ten stereotyp. Pokazywać, że jednak można wrócić stąd do domu, o której się chce i nic się nie stanie. I mimo, że straszono nas jakimiś praskimi haraczami, to udało nam się uniknąć takich historii ? opowiada Magda. Ludzie odważniej i częściej przychodzą na Pragę i to jest duży plus, ale to, co było kiedyś wywołuje łezkę w oku. To, że żeby się tutaj dostać trzeba było podjąć specjalną wyprawę miało jednak swoją aurę niesamowitości ? dodaje.

Po sąsiedzku
Im bliżej Szwedzkiej jestem, tym przyspieszam kroku. Nie dlatego, żeby szybciej się tam znaleźć, ale raczej by prędzej stamtąd uciec. Na ulicy mój spokojny spacer zamienia się w gorączkowy bieg. Na pewno nie wrócę już na ulicę Szwedzką po zmroku. Może jest to uleganie stereotypom, ale uwierzcie ? okolica naprawdę nie sprzyja ich obaleniu. Na Szwedzkiej czas się zatrzymał. Ani bloki, ani ulica nie uległy zmianie. Ma to swój klimat, nocą jednak przeraża. Z przyspieszonym oddechem i nerwowym biciem serca trafiam na ulicę Wileńską. Przechodząc mijam wielu miejscowych. Nie zaczepiają mnie. Raczej pochłonięci rozmowami lub oczekiwaniem na swoją kolej pod monopolowym nie zwracają na mnie uwagi. Staram się iść wciąż przed siebie, powtarzając sobie w myśli ? kolejny punkt jest już blisko! I faktycznie ? po dziesięciu minutach dochodzę do kawiarni ?Sens Nonsensu? ulokowanej przy numerze 23. Po przestąpieniu progu odnoszę wrażenie, że w tym miejscu czas zatrzymał się w latach trzydziestych XX wieku. Otaczają mnie setki bibelotów, piękne lampy, przez których klosze przebija się subtelne, przytłumione światło.  Kto by pomyślał ? taki punkt na pozornie mało kulturalnej ulicy Wileńskiej. Ulicy, po której boję się chodzić po zmroku. Ale w kawiarni jestem bezpieczna, nie zaczepi mnie już mężczyzna spod monopolowego. Nagle dostrzegam wspomnianego delikwenta wchodzącego do mojego azylu. A może zmiany Pragi są tak duże i tak trwałe, że nie dotyczą tylko wyglądu zewnętrznego? Może otwierają ludzi na coś, czego do tej pory nie zaznali?  Od razu założyliśmy, że będzie to miejsce otwarte na wszystkich, wszyscy będą mogli tu wejść, pod warunkiem, że będą umieli zachować się odpowiednio – mówi pani Roksana Pietruczanis, właścicielka kawiarni. W takim razie powinnam wyjść na ulicę bez strachu. Boję się jednak, ponieważ zdaje sobie sprawę z tego, że jestem dla mieszkańców obca, bardzo się różnimy. Jakaś prawda jest w praskim stereotypie, ale myślę, że nie należy bardzo się w to wgłębiać i skreślać ludzi na wstępie, bo świat przestanie być kolorowy i różny– puentuje pani Roksana. Kilka kroków za kawiarnią skręcam w ulicę Inżynierską. Mój strach ustępuje przed klubem ?Winowajca?, gdzie gromadzi się barwny tłum młodych ludzi. Jak widać Praga, Pradze nierówna. W jednym miejscu możemy bać, a w drugim czuć się niemalże bezpiecznie.

Praga, tajemnicza, ciemna, nieodkryta, wciąż nieznana. Ma niesłychaną siłę przyciągania. Zawsze pozostanie moją kochanką w związku z nudną Białołęką. Kochanką najlepszą, ponieważ to przy niej najszybciej bije moje serce, wręcz łomocze na Szwedzkiej. Namiętną, bo wciąż oferującą mi niespotykaną dawkę wrażeń, niebanalną ? bo nieodkrytą, która pod surową fasadą kryje głębię uczuć i piękna. Kulturalną, choć owianą złą sławą. Praga, moja Praga. Praga, którą chciałabym poznać, zgłębić jej zakamarki i opisać. Jednak nic nie odda jej klimatu. Nutki grozy i cienia tajemnicy. Czy stereotyp się myli? I tak i nie. Pragę warto poznawać, nie wkraczając jednocześnie w prywatny świat jej mieszkańców, w ich życie. Praski trójkąt bermudzki jest miniaturą dzielnicy. Niesie w sobie grozę nieznanych zakamarków i ciemnych ulic, a także olbrzymie pokłady kulturalne, które trzeba wykorzystywać. Praga się zmienia, jej przemiana ciągle postępuje. Jednak  większość Warszawiaków nawet nie próbuje jej poznać, zamykając się szczelnie w okowach stereotypów. – Stereotyp niebezpiecznej Pragi absolutnie nie jest prawdziwy, bo na przykład ja jestem Prażanką, ale kiedy znajduję się na Mokotowie, to tam się boję. Także nie ma się, czego bać ? uspokaja mnie napotkana w parku przy ulicy 11 listopada kobieta. Może czas już uwolnić się od szablonowych twierdzeń i przekonać się samemu. Nie zapominając jednak o tym, że na Pradze jesteśmy tylko gośćmi, więc jeśli my będziemy szanować mieszkańców
i ich prywatny świat, to oni odwdzięczą się nam tym samym.

*zdjęcia są autorstwa Alana Ruczyńskiego

Autor: Maria Dybcio

Studentka stosowanych nauk społecznych, ?prawie? absolwentka studiów wschodnich. Wielbicielka literatury faktu i Polskiej Szkoły Filmowej. Zafascynowana Kaukazem i Bałkanami. Zakochana we wszystkim, co warszawskie. Dla SEDNA odkrywa nieznane zakątki Warszawy i śledzi aktualne festiwale filmowe.

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.