FB Twitter

Wywiad: Mariusz Wawrzyńczyk

| 0 komentarzy

Wielu studentów UW poza życiem uczelnianym angażuje się w działalność artystyczną. Zaprosiliśmy do rozmowy jednego z nich, od najmłodszych lat związanego z muzyką. O swoich początkach, udziale w talent-show i planach na przyszłość opowiedział nam Mariusz Wawrzyńczyk, student historii i wokalista.

Tytus Ławnik: Osiągnąłeś już pewne sukcesy na scenie, związałeś się z niezłą wytwórnią. Zacznijmy jednak od samego początku. Kiedy zaczęła się twoja przygoda ze śpiewaniem?

Mariusz Wawrzyńczyk: Moja przygodna ze śpiewaniem rozpoczęła się od występu podczas Komunii Świętej. Wykonywałem tam pieśń religijną i oczywiście nie obyło się bez małej wpadki – nie dość, że zapomniałem słów, to jeszcze potknąłem się na oczach całego kościoła (śmiech). Potem śpiewałem jedenaście lat w dwóch domach kultury, zdobywając doświadczenie sceniczne. Gdy nabrałem więcej odwagi i warsztatu wokalnego, zacząłem jeździć na ogólnopolskie festiwale wokalne oraz warsztaty piosenki, na których miałem przyjemność poznać takie osobistości jak Elżbieta Zapendowska, Lora Szafran, Izabela Trojanowska, Krystyna Prońko czy Bogdan Olewicz. Kilka lat później zostałem za nie odznaczony stypendium marszałka województwa lubuskiego za osiągnięcia artystyczne. W 2012 roku zdobyłem wykształcenie muzyczne, kończąc Policealne Studium Piosenkarskie im. Czesława Niemena w Poznaniu, z tytułem aktora scen muzycznych, specjalizacja piosenkarz. Podsumowując, zaczęło się dość niewinnie, ale mój upór i wytrwałość w dążeniu do celów i bycia coraz lepszym z czasem zaowocowały sukcesami.

T.Ł: Wystąpiłeś w wielu programach typu talent-show. Który z nich wspominasz najlepiej?

M.W: Każdy z programów telewizyjnych, w którym miałem przyjemność wystąpić, wspominam z dużym sentymentem i uśmiechem na twarzy. Po raz pierwszy szerszemu gronu odbiorców dałem się poznać w programie ?Szansa na sukces? z Budką Suflera. Mój występ na tyle spodobał się producentce programu Elżbiecie Skrętkowskiej, że pojawiłem się tam ponownie, tym razem w repertuarze Zbigniewa Wodeckiego. Wystąpiłem również w ?Must be the music?. Jednak najmilej wspominam pobyt w ?Bitwie na głosy?. Nauczyłem się tam solidnej, ciężkiej oraz systematycznej pracy. Praca nad produkcją tak wielkiego formatu, obcowanie z kamerami dała mi wiele, dzięki temu łatwiej jest mi teraz w kontaktach z mediami.

T.Ł: Czy masz wrażenie, że promocja w tego typu programach jest rzeczywiście pomocna w karierze?

M.W: Uczestnictwo w tego typu programach jest ogromną możliwością promocji. Telewizja umożliwia dotarcie do szerokiego grona odbiorców. Należy jednak podkreślić, że takowa ?popularność? trwa niestety bardzo krótko. W każdej kolejnej edycji przychodzą nowe talenty, inni wokaliści. Jeżeli nie ma się własnego repertuaru oraz pomysłu na siebie, talent-show nie pomoże. Śpiewanie coverów nie wróży kariery. Każdy kto idzie do takiego programu powinien mieć świadomość, iż po jego zakończeniu ważne będzie to, aby wydać swój materiał. Jeżeli ktoś myśli, że po programie telefony od znanych producentów i tekściarzy się rozdzwonią, to jest w wielkim błędzie. Taki krok musi wyjść od wokalisty. Nic nie przychodzi łatwo. Jest to okrutne, ale takie są realia.

T.Ł: Występowałeś w „Bitwie na Głosy” w drużynie Urszuli Dudziak, giganta polskiej sceny jazzowej. Sam preferujesz raczej szeroko pojęty pop. Jak wspominasz współpracę z panią Urszulą?

M.W: Ula jest genialną artystką i osobą. Nie spotkałem jeszcze w życiu tak optymistycznej i radosnej osoby. Ona kipi energią i nastraja pozytywnie. Wspiera mnie w działaniach i kibicuje mi. Utrzymujemy ze sobą kontakt. Każdy sms od Uli powoduje u mnie poprawę nastroju i zachęca do dalszego rozwoju i pracy nad sobą. Cudownie jest stać obok niej na scenie i podpatrywać ją. Ula ma głos jak dzwon oraz świetną osobowość. Wiele można się od niej nauczyć!

T.Ł: Kiedy i kto pomógł ci nawiązać kontakt ze znanymi producentami i kompozytorami, z którymi współpracujesz?

M.W: Kompozytorami mojego pierwszego singla ?Lepiej bez słowa? są Adam Abramek i Paweł Sot. Współpracują oni na co dzień z Bajmem, Piaskiem, Izabelą Trojanowską, Marylą Rodowicz. Ich kompozycje to m.in ?Biała armia?, ?Nobody?, ?Żal mi tamtych nocy?, ?Wszystko trzeba przeżyć? itp. Pomyślałem sobie: ?Boże, chciałbym aby kiedyś skomponowali dla mnie jakąś piosenkę!?. Udało mi się zdobyć do nich namiar, odezwałem się i po krótkim czasie nawiązaliśmy współpracę. Druga piosenka – ?Jedyny raz? – jest autorstwa Przemka Puka, który pisze m.in. dla Kasi Wilk, Libera, Ewy Jach i Mezo. Praca nad tą piosenką trwała stosunkowo krótko. Przemek stworzył wspaniała muzykę, z której jestem dumny. Z wymienionymi wyżej kompozytorami rozumieliśmy się bez słów. Muzyka była tym ogniwem, które nas połączyło. Kontakt z tak cenionymi muzykami jest dla mnie niezwykłym doświadczeniem.

T.Ł: Sam piszesz teksty? Są dla ciebie ważne, czy to tylko dodatek do muzyki?

M.W: Teksty dopiero zaczynam pisać. Podobnie jest z muzyką. Muzyka i tekst są niewątpliwie jedną, spójną całością. Złym tekstem można zniszczyć całą piosenkę. Tekst i linia melodyczna to takie nośniki emocji, które muszą być ze sobą ściśle powiązane.

T.Ł: Ciekawi mnie, jak doszło do twojej współpracy z Jarym. Nie ukrywam, że jest to jeden z moich ulubionych polskich wokalistów rockowych.

M.W: Po ?Bitwie na głosy? rozpocząłem współpracę z rockowym zespołem Dobre Piwo. Z Krzyśkiem zapoznał mnie nasz wspólny gitarzysta Lucjan Harańczyk, grający w zespole Exces, w którym frontmanem jest Krzysztof Jaryczewski. Z Jarym nagrałem w nowej aranżacji piosenkę ?Ten wasz świat?. Nagranie zostało utrwalone na płycie Dobrego Piwa pod tytułem ?Chore zmysły?. Nasza współpraca się jednak na tym nie skończyła. Krzysiek zaprosił mnie na jeden ze swoich koncertów i wykonaliśmy wspólnie jego megahity ?Party? oraz ?Ich marzenia?.

T.Ł: A sam cenisz sobie twórczość Oddziału Zamkniętego?

M.W: Nie jestem wielkim fanem zespołu, ale doceniam jego wkład w polska kulturę muzyczną. Odział Zamknięty to kawał historii polskiego rocka i to tego dobrego rocka ze świetnymi liniami melodycznymi oraz mądrymi tekstami. Jego piosenki przetrwały próbę czasu.

T.Ł: Masz za sobą mały flirt z muzyką pop-rockową w zespole Dobre Piwo. Czy rytmy rockowe będą jeszcze pojawiać się w twojej twórczości?

M.W: Nie aż taki mały (śmiech). Muzyka, którą tworzę i prezentuję to mieszanka popu i rocka. W tym klimacie będzie utrzymana moją płyta. Melodyjny pop-rock z elementami elektronicznymi – to jest moja wizja artystyczna.

T.Ł: Jak przedstawiają się twoje plany na najbliższą przyszłość?

M.W: Moje najbliższe plany to praca nad kolejnymi piosenkami i zebranie materiału na pierwsza solową płytę. Cenię spotkania z publicznością, dlatego też będę koncertować. Rozplanowuję również promocję w mediach. Prawdopodobnie będzie kręcony także teledysk do piosenki ?Jedyny raz?. Muzyka jest to ciężki kawałek chleba, aby się utrzymać na rynku i nie spaść szybko w dół należy wkładać w nią całe swoje serce i wysiłek, przy czym nie można zapominać o ciągłym rozwoju.

T.Ł: Na koniec pytanie mogące zainteresować wszystkich studentów, którym marzy się praca w show-businessie. Jak godzisz studia i zobowiązania kontraktowe? To zajęcie, które zajmuje sporo czasu.

Na szczęście udaje mi się połączyć studiowanie z muzyką, choć nie ukrywam, że śpiewanie jest moją największą pasją i jej poświęcam większą uwagę, w końcu po to się przeprowadziłem do Warszawy. Jeżeli ma się w sobie dużo samozaparcia, to wszystko można połączyć, wystarczy tylko chcieć.

Autor: Tytus Ławnik

Student Orientalistyki, Katedra Azji Południowej (III rok rok studiów licencjackich)

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.