FB Twitter

O potrzebie papierka i obleganych kierunkach

| 2 komentarze

Oglądając niedawno telewizję, mniej więcej w połowie września, natknęłam się na dość ciekawy reportaż poświęcony nowemu rocznikowi studentów i statystykom, które zostały niedawno opublikowane przez wyższe uczelnie. Pomimo tego, iż byłam świadoma sytuacji studentów w tym pięknym kraju, słuchając tegoż reportażu aż mi się włosy zjeżyły na głowie. Bynajmniej nie ze strachu.

O humanistach i wszędobylskich statystykach

Dziwna maniera zapanowała ostatnio wśród maturzystów, którzy nagminnie nazywają się humanistami, w rzeczywistości chyba nie bardzo wiedząc, co to tak naprawdę znaczy. Czekam na moment, aż do co poniektórych dotrze informacja, że gdy się nie wie, ile jest dwa plus dwa, to automatycznie nie oznacza to, że jest się człowiekiem predysponowanym do bycia humanistą. (Swoją drogą, polecam zajrzeć do słownika, żeby poznać znaczenie tego słowa.)

Ta – jak to nazwałam- dziwna maniera ma głębokie odzwierciedlenie w uczelnianych statystykach, gdzie przodują takie kierunki jak socjologia, dziennikarstwo, pedagogika czy filologia angielska. Co bardziej zatrważające, ta tendencja wybierania modnych kierunków utrzymuje się w szkolnictwie wyższym od kilku dobrych lat. Dla anglistów już nie ma pracy, a przy takim obłożeniu kierunków dziennikarskich za parę lat znalezienie pracy w jakiejkolwiek redakcji będzie wręcz graniczyło z cudem. Pytam więc, gdzie w tym jakaś logika i życiowa zaradność?

O złych decyzjach i nietrafionych kierunkach

Po dość niefortunnej wypowiedzi studentki socjologii jednej z warszawskich uczelni, zaczęłam się zastanawiać, na jakim ja świecie żyję. Zbierając szczękę z podłogi, zadawałam sobie pytanie, czy ze strony rzeczonej studentki pójście na ten kierunek było zwykłą głupotą,  czy też skrajnym masochizmem.

Otóż przyszła pani magister socjologii stwierdziła, że w sumie to nie zamierza w przyszłości podejmować żadnej pracy związanej stricte z dziedziną nauki, jaką studiuje. Pytanie w zasadzie nasuwa się samo: po co w takim razie studiuje na tym kierunku? Uwierzcie mi, odpowiedź, że ?tak wyszło? nie jest absolutnie żadnym argumentem w tej dyskusji. Bycie ?humanistą? również się nie kwalifikuje. Ktoś może powiedzieć, że zmuszanie nas do wybierania życiowej drogi w wieku 19 lat jest totalnym nieporozumieniem. W pewnym sensie się z tym zgadzam, ale to nie znaczy, że maturzysta musi wybierać kierunek na chybił trafił. Po co? Żeby mieć dyplom? Żeby po prostu BYĆ studentem i nic poza tym nie mieć? Stop, ślepa uliczka!

O dyplomie, który traci znaczenie i społecznej presji

Spora część ludzi, który codziennie spotykam jest świadoma tego, że w tej chwili dyplom wyższej uczelni i znajomość dwóch języków jest praktycznie niczym, jeśli nie ma się żadnego doświadczenia. Niestety, są też tacy, którzy być może nie są albo nie chcą być świadomi takiego stanu rzeczy. Wolna i bolesna śmierć na rynku pracy wydaje się być oczywistym scenariuszem.

Najbardziej zatrważające w tym wszystkim jest to, że część z tych osób wylądowała na uczelni pod wpływem społecznej presji. Powiedzmy sobie szczerze, w niektórych przypadkach rodzice już od małego wbijają dziecku do głowy, że musi się uczyć i skończyć studia, żeby myśleć o jako takiej przyszłości. Bzdura! Doszło do tego, że dzięki stale rosnącej liczbie studentów nawet tytuł magistra nie gwarantuje żadnego zatrudnienia. Ofiary społecznej presji idą na studia, bo tak trzeba. Nie wiedzą, że być może takim postępowaniem wyrządzają sobie krzywdę.  Chyba pora, żeby ktoś im to wreszcie uświadomił.

O przyszłościowym myśleniu

Oczywiście, żeby nie było nieporozumień, nigdy nie twierdziłam, że wszyscy, którzy idą np. na dziennikarstwo czy socjologię są wiedzeni zwykłym owczym pędem. Dużo jest osób, które z pasją podchodzą do kierunku w jakim się kształcą, zdobywają niezbędne doświadczenie, udzielają się gdzie tylko mogą. Chwała im za to. Wspomniana pasja i odrobina talentu mogą czasem zdziałać cuda.

Podejrzewam, że niektórzy z czytających ten krótki felieton będą złorzeczyć autorce, gdy przeczytają w redakcyjnej stopce, co też ona studiuje. Otóż niedowiarków pragnę poinformować, że politologia i stosunki międzynarodowe były moim całkowicie świadomym wyborem, klarującym się już mniej więcej w wieku szesnastu lat. Dzięki za troskę, nawet jeśli była nieszczera ;)

Autor: Dagmara Woś

Zastępca redaktora naczelnego "Sedna". Studentka II roku politologii i I roku stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim.

omentarzy

  1. Droga autorko!
    Sytuacja na polskich uczelniach, którą przedstawiłaś w jakże trafny sposób w swoim artykule związana jest w mojej opinii nieodzownie z dramatycznym! Podkreślam dramatycznym stanem wiedzy polskich studentów dotyczącym mechanizmów rynkowych i ich najprostszych narzędzi jakimi są prawa popytu i podaży.

  2. Zgadzam się z tobą, Mądralo. Niestety już dawno straciłam nadzieję na to, że przeciętny polski student, wybierając jakiś kierunek na uczelni wyższej, nie będzie szedł po najniższej linii oporu, kierując się radosną zasadą „Jakoś to będzie”.
    Tak jest coraz częściej i, o zgrozo, rzeczywistość przybija takiemu studentowi później solidną piątkę. W twarz. Ścianą. Na otrzeźwienie.

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.