FB Twitter

Trud nad urną

| 0 komentarzy

Pewnego dnia poczułam w sobie obywatelską potrzebę służenia ojczyźnie. Jako że akurat zbliżały się wybory samorządowe zapałałam chęcią pracy w komisji. Nie zważałam na głosy znajomych podpowiadających ?Na pierwszy raz lepiej iść na jakieś łatwiejsze wybory, prezydenckie, może parlamentarne?? zgłosiłam się do obwodowej komisji wyborczej. Przydzielono mnie do szkoły podstawowej na moim osiedlu, gdzie znajdowały się dwie komisje z naszej dzielnicy. Wszystko zaczynało się jak najbardziej pozytywnie ? mili współpracownicy, perspektywa – nie ukrywajmy – dość łatwego zarobienia paru groszy i zyskania ciekawego doświadczenia. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jednak, co mnie czeka.

Zaczęło się w sobotę, dzień przed wyborami, kiedy trzeba było przeliczyć wszystkie karty do głosowania. Nie traciłam tu jednak optymistycznego zapału, gdyż wszystko poszło bardzo sprawnie i nastawiona jeszcze bardziej bojowo – czekałam na niedzielę. Przyszłam na swoją popołudniową zmianę i od razu dowiedziałam się, że frekwencja jest bardzo wysoka, a ludzie niczym tsunami atakują komisję. Z jednej strony to ogromny plus – w końcu wysoka frekwencja równa się wiarygodnym wyborom, jednak kiedy już zasiadłam do swoich zadań – było coraz trudniej. Wydzielanie wyborcom kart do głosowania czy proszenie o podpisy nie sprawiało jeszcze największych trudności. W tej części pracy najtrudniej było z niektórymi ludźmi przychodzącymi zagłosować. Tutaj apeluję do wszystkich tych starszych pań i panów (bo to głównie oni utrudniali nam pracę), którzy prawdopodobnie nie mają do kogo ponarzekać, więc przychodzą czynić to gdziekolwiek (każde miejsce jest dobre ? od autobusu, przez przystanek po komisję wyborczą!). Sami spróbujcie kiedyś podjąć się podobnej pracy. To naprawdę nie była nasza wina, że władze odgórnie podzieliły okręgi w taki sposób, że tylu ilu wyborców przybyło do nas, tylu w sąsiedniej komisji było w ogóle wpisanych na listę – czyli liczba wpisanych różniła się mniej więcej o połowę między jedną a drugą komisją. To nie nasza wina, że ktoś rozdzielił ulice w taki sposób, że mieszkańcy największych bloków zostali przydzieleni do jednej pani z komisji, do której automatycznie ustawiała się gigantyczna kolejka. To również nie nasza wina, że siedziało nas w komisji 3-4 osoby, więc niektóre drogie Panie i niektórzy drodzy Panowie, zachowajcie dla siebie komentarze do członków komisji wypowiadane agresywnym tonem w stylu: ?Co to ma znaczyć, że siedzi w komisji tylko tyle osób?!?. Aha, zapomniałabym! Jeśli ktoś z komisji mówi Wam, np. ?Proszę nie opuszczać terenu komisji z kartą do głosowania? to nie należy awanturować się że powinno być inaczej, ponieważ to nie my wybieraliśmy mikroskopijnych rozmiarów salę do pomieszczenia kilkudziesięciu, jeśli nie – ponad stu osób głosujących naraz. Oczywiście członkowie komisji też nie są idealni. Popełniamy błędy, jesteśmy w końcu ludźmi. Ale za wszystko przepraszamy, każdy błąd staramy się nadrobić obdarzając nawet największych maruderów serdecznym uśmiechem, mimo zmęczenia i bólu kręgosłupa od siedzenia przez kilka godzin w jednym miejscu. Resztę pretensji polecam Wam zlecić do władz, które wyraźnie nie spełniają swojej funkcji jeśli chodzi o organizację wyborów. Nie wiem oczywiście, czy tak jest wszędzie, czy to problem tylko mojej dzielnicy, ale jeśli tak jest w więcej niż jednym miejscu, to może czas pomyśleć nad innymi rozwiązaniami? Ale o tym za chwilę.

Najgorsze jednak dopiero nadeszło. Było to ? oczywiście ? liczenie głosów. Przekładanie kart, liczenie po kilka razy, czytanie nazwisk kandydatów i nurkowanie na kolanach w kartach wysypanych z urn to zajęcia na całą noc. Szczególnie jeśli pracuje się w zdecydowanie przeludnionej komisji, podczas gdy inne kończą liczenie znacznie wcześniej. A przecież wystarczyłoby inaczej rozdzielić ulice? Mało tego. Nad ranem, w stanie skrajnego zmęczenia, kiedy wszyscy mieliśmy już dosyć, musieliśmy dokładnie dopełnić wszystkich procedur. Te między innymi wiązały się z oczekiwaniem na informatyka, bo przecież nie można przeszkolić przewodniczących do wypełniania formularzy na komputerze. W rezultacie wszystko skończyło się przed poniedziałkowym południem, zamiast w godzinach późnowieczornych bądź nocnych w niedzielę. Ze szkoły wychodzę otoczona gwarem dzieci, którym również utrudniono życie przez zmiany sal lekcyjnych, które były zajęte przez nas, liczących do południa głosy. Jedyne o czym w tej chwili marzę to prysznic i łóżko.

Podczas trwania wyborów doszłam do kilku wniosków. Po pierwsze ? jeśli narzekasz na pracę komisji – sam kiedyś ją wypróbuj .Po drugie, a nawet ważniejsze ? dlaczego Polska, kraj z wyborami demokratycznymi od lat 20, wolny, nowoczesny, zinformatyzowany, nie doszła jeszcze do etapu wyborów przeprowadzanych przez Internet? Czy chodzi o to, że wiąże się to z wydatkami? A czy na karty do głosowania, które stają się potem bezużyteczne nie wydaje się mnóstwa pieniędzy? Nie jestem politykiem ani ekonomistą, ale czy problemem jest ustawienie w komisjach komputerów, które może i kosztują, ale będą służyły przez lata? Czemu nie można spróbować umożliwić ludziom głosowania z domu? Poza oczywistą wygodą na pewno zwiększyłoby to frekwencję, która w Polsce od dawna jest palącym problemem. Ileż to osób nie chodzi na wybory z powodu zwykłego ?nie chce mi się?? Wybory internetowe mogłyby to przecież zmienić, może nawet znacznie. Wiadomo, istnieje zagrożenie atakami hakerów, oszustwami wszelkiego rodzaju, ale od czego są zabezpieczenia? Zresztą obecny system również nie rozwiązuje zupełnie tego problemu. Poza tym – tak jak wspomniałam wcześniej, komputery mogą znajdować się wyłącznie na terenie komisji, co może nie zwiększy znacznie frekwencji (głosowanie nadal będzie wiązało się z wyjściem z domu), ale na pewno ułatwi to pracę komisjom ? są to tzw. wybory elektroniczne. Z systemem wyborów internetowych, póki co pilotażowo, zmierzyła się np. Estonia, gdzie od tej pory wszystkie wybory będą przeprowadzane w ten sposób. W Stanach Zjednoczonych istnieje od jakiegoś czasu system wyborów elektronicznych i działa bez zarzutu. My też tak możemy. Drodzy politycy, jeśli ten tekst wpadnie w Wasze w ręce ? proszę, pomyślcie o tym między wszystkimi pozostałymi aferami, a może ułatwicie życie wielu ludziom ? nie tylko wyborcom, ale też osobom pracującym w komisjach. Ponadto prawdopodobnie uzyskacie wyższą frekwencję, a co za tym idzie bardziej wiarygodne wyniki wyborów – a to jest potrzebne nam wszystkim. W końcu każdy obywatel chciałby, żeby jego głos miał rzeczywiste znaczenie w funkcjonowaniu państwa i nie musiał się wiązać z trudem głosowania, który obecnie istnieje.

grafika: Julo

Autor: Martyna Nowosielska

Studentka politologii na I roku II stopnia oraz dziennikarstwa na III roku I stopnia.

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.