FB Twitter

Sapere aude!

| 0 komentarzy

Jakiś czas temu byłem w cyrku. Rozrywka w dzisiejszych czasach raczej niepopularna, bo bardziej zachwycające rzeczy i bez wydawania pieniędzy można zobaczyć w internecie. Poza tym cóż to za okrutne wykorzystywanie zwierząt, niezgodne ani z duchem św. Franciszka z Asyżu, ani z założeniem, że zwierzęta nam braćmi.

Ja jednak, być może przez przekorny indywidualizm, wybrałem się tam i zająłem miejsce daleko z tyłu, by wszystko widzieć doskonale. A prawdę mówiąc interesowało mnie niewiele ? ot, czekałem na jeden numer, mianowicie na wyjście lwa. Zawsze imponował mi fakt, jak człowiek mógł usidlić króla zwierząt, zmusić go do występowania wbrew jego woli i upajać się niemocą tego, który wielką mocą zdobył swoje królowanie. Czy jest lepszy dowód na to, że człowiek panuje nad przyrodą? Jakże się jednak myliłem i jak szybko miałem się o tym przekonać!

Nic interesującego nie zobaczyłem, do momentu gdy na arenę wyszły małpy. Początkowo spodziewałem się zwykłej hucpy, beztroskiego figlarstwa ubranych w czerwone kamizelki małpek, one jednak postanowiły mnie zaskoczyć, wykazując się nadmierną inteligencją. Patrzyłem na ludzi siedzących na widowni, którzy dali się kupić kiepską pokusą ?sterowania? widowiskiem.

Małpy, jak na prawdziwych błaznów przystało, czując wyższość nad podziwiającą ją gawiedzią, postanowiły jej nie okazywać i upodlić oglądających w najbardziej wyrafinowany sposób ? spełniając ich bezsensowne zachcianki. Poczułem zaniepokojenie, gdy, jednolita dotąd, cicha widownia, podzieliła się na dwie, przekrzykujące siebie niemiłosiernie strony.

Jedni, z prawej strony, krzyczeli: ?Akrobacje! Chcemy akrobacji!? i część małp, pozornie posłusznie, zaczęła gimnastykować się na arenie tak, jak tylko najsprawniejsi z małpiego rodu potrafią. Reszta, wsłuchana w okrzyki publiki z lewej strony areny, spełniała ich infantylną zachciankę i wykonywała najprzeróżniejsze, nawet najbardziej głupie figle.

Patrzyłem na to zdegustowany i cały czas zastanawiałem się, kto tu przed kim występuje, kto kogo wykorzystuje. Wesoła rozrywka, nieprzynosząca mi dotąd żadnej radości, przerodziła się w dzikie show, które, czułem to w podświadomości, ukręcało nade mną sznur. Jakże sprytne małpy! Niczym lustra odbijały naturę ludzi, poprzez realizację najwymyślniejszych ich głupot pokazując im, jak śmieszni są dla nich, stojących szczebel niżej na drabinie ewolucji.

Poczułem zażenowanie i wstyd, że jestem pośród tej publiczności. Że zapłacili tyle samo, co ja, więc mają tutaj takie same prawa. Jesteśmy równi, choć oni krzyczą, a ja siedzę cicho. Dla małp nie ma to znaczenia, nie słyszą mojego sprzeciwu, legitymizuję ich błazeństwo swoim milczeniem. Modliłem się, żeby ten, na którego czekałem, wreszcie zrobił porządek z tą farsą na scenie.

I w momencie najmniej oczekiwanym zauważyłem lekki popłoch wśród małp, które zaczęły szybko kończyć swoje filisterskie wygłupy. Na scenę wkroczył lew, groźny, majestatyczny. Powoli stąpał, gniewnie łypiąc na publikę, która zaczęła cichnąć. Poczułem przenikający mnie dreszcz, mimo że wiedziałem, że lew jest zbyt daleko by cokolwiek mi zrobić.

Atmosfera zgęstniała, można było poczuć napięcie wśród ludzi, które stawało się wręcz namacalne. Cisza, która zaległa w cyrku, zaczęła mnie boleć. Nie mogłem znieść tego okrutnego momentu, który przypominał mi wojskowe uroczystości. Wiem, że za chwilę padnie salwa, ale chciałbym, żeby ten moment, kiedy wszystko cichnie i huk staje się wyraźniejszy i bardziej przenikliwy, już się skończyła.

Tymczasem lew okrążył arenę, wciąż patrząc gniewnie na nas. Jakby był niezadowolony z publiki. Jakby uważał, że jakieś podłe małpy skradły mu show. Pomyślałem sobie, że chce nas uciszyć ukarać tą ciszą, żeby wreszcie ryknąć w taki sposób, który postawi nas na nogi i sprawi, że nawet najwytrwalsi zadrżą. I wtedy oświeciło mnie ? lew nie chce zaspokoić naszej potrzeby wstrząsu. Nie chce ryknąć. Nie chce, bo nie musi. Nawet w niewoli okazuje swoją moc, kpiąc sobie z zadania, które ktoś mu wyznaczył. Jest niezadowolony, więc nie wyda z siebie dźwięku. Rzeczywiście, lew lekko mrucząc okrążył arenę i udał się z powrotem za kulisy.

Początkowo czułem rozczarowanie. Później, po dłuższej refleksji, stwierdziłem, że to był jednak dobry występ. Zrozumiałem tę lekcję, inaczej niż gawiedź, która chciała igrzysk, a ich nie dostała. Lew powinien ich uciszyć, tego potrzebowali. Bez jego ryku niczego stamtąd nie wynieśli.

Odnoszę niekiedy wrażenie, że jesteśmy w wielkim cyrku. I, jako wielcy królowie konsumpcji, oczekujemy wciąż, by nasze zachcianki były spełniane. Potrzeba igrzysk i nieustannej rozrywki, zwycięża nad potrzebą zrozumienia. Niestety tak też wygląda nasza debata ? polityczna, medialna, akademicka, wreszcie dysputa pomiędzy nami przy kawie i papierosach.

Siedzimy wygodnie w fotelach i patrzymy na małpy, które nie przedstawiają niczego nowego, nie wyrażają siebie. One, niczym lustra, odbijają nasze idiotyczne zachcianki spłycenia intelektualnego pokarmu. Po co się wysilać, nudzić, skoro małpa może nam przekazać coś pozornie ciekawego, a w rzeczywistości złudnego i ogłupiającego?

Czasem uzyskujemy wątpliwy awans i sami stajemy się taką małpą. Przedstawiamy opinie przyjazne ogółowi, bo ogół tego chce. Mówimy to, czego chcą od nas buntownicy, bo oni tego oczekują. I jedni uważają, że mają rację, gdyż jest ich więcej. Drudzy również, właśnie dlatego, że jest ich mniej. Prawda zaś nie leży pośrodku ? prawda ?leży tam, gdzie leży?.

Odczuwam wielką potrzebę usłyszenia ryku lwa, w dobie obecnego kryzysu, który jest nie tyle kryzysem ekonomicznym, co intelektualnym. Kryzys ten jest porażką człowieka, który nadwyrężył zaufanie innych. Jest porażką ludzkości, która nie potrafi odpowiedzieć na elementarne pytania. Kto zna receptę na obecną, zgubną sytuację?

Zna ją lew. Ktoś, kto może nam udowodnić wielkość człowieka, władcy przyrody. Jego ryk powinien być dla nas kopernikańskim przewrotem, który odpowiednio nas ?ustawi?. To nie spełniające zachcianki gawiedzi małpy, mówiące to, co chcemy usłyszeć, mogą zakończyć intelektualną pustkę początku XXI wieku. Zakończy ją ten, który, niczym lew, krąży wokół nas, gniewnie patrząc na nasz relatywizm, permisywizm, naszą niechęć do intelektualnych wyzwań.

Lew jest zły. I ja też jestem zły, bo najwyższy czas na ciekawe rozwiązania. Mądrości nie potrzeba wielkich idei, raczej rozsądku i trzeźwości w sądach. Lwem może być każdy z nas.

fot. Bob n Renee, na licencji CC-BY-2.0

Autor: Juliusz Skibicki

Student nauk politycznych (I rok studiów magisterskich) i makrokierunku samorząd terytorialny i polityka regionalna (II rok studiów licencjackich).

Dodaj komentarz

Wymagane pola oznaczone są *.